Dwa stadiony (jeden w marzeniach)

Karol Jedlilński
opublikowano: 26-09-2008, 00:00

Nasza Maracana, nasze Wembley, nasze EURO. Stadion Narodowy lśni, ale na wizualizacjach. Codzienność: kiedy zamykać szczęki, gdzie wywieźć gruz, jak przechytrzyć czas.

Sto metrów od korony Stadionu Dziesięciolecia. Paniusia wybrała białą bluzkę, z koronką.

— Mogę przymierzyć? — pyta.

I już stoi bez sweterka, pośrodku ruchliwej alejki. W samym staniku. Próbuje się wcisnąć we wdzianko. Przechodnie nie zwracają na nią uwagi, skośnooki sprzedawca ani drgnie.

— Za mała. A pan czego się gapi? Tu się kupuje — rzuca do mnie.

Miałem sen

Pomyśleć, że pozostało trzy i pół roku, by obrócić w perzynę futbolową miskę i jej okolice. No i zabrać się do budowania strzelistej areny — i skończyć. I że po drugiej stronie ma siedzibę Narodowe Centrum Sportu (NCS). Urzęduje w nim kilkunastu inżynierów, nadzorców, menedżerów. To oni kontrolują, gdzie i jak wydane zostaną setki milionów na nasze narodowe cacko. Jest sennie, o EURO 2012 — ani widu, ani słychu.

— Miałem sen, ile dostaniemy ofert na kończący się dziś przetarg na pierwszy etap obejmujący palowanie i zabezpieczenie gruntu — zdradza Rafał Kapler, szef NCS.

Okazuje się, że chętnych było czterech — w tym zwycięska Pol-Aqua, która zażyczyła sobie 125,4 mln zł za prace. Dość mało, bo NCS zakładał, że będzie musiał wyłożyć 182 miliony.

Robota na serio, czyli: trybuny rozwalone, boisko rozgrzebane, pustoszejące stragany… Dźwigi, koparki, żółte kaski. Obiekt, który ojcowie i dziadowie stawiali 53 lata temu, nie jest już na miarę polskich ambicji i możliwości. Miliard złotych z hakiem ma kosztować nowy stadion ochrzczony "koszykiem narodowym" — nasze Ptasie Gniazdo. Będzie droższe od chińskiego, za to jeszcze piękniejsze. Mucha nie siada, deszcz nie pada. Pomoże dach, być może rozsuwany.

— A i prozaiczne sprawy: będzie się można kulturalnie wysiusiać — wykłada Zbigniew Pszczulny, architekt i partner w JSK, które stoi na czele konsorcjum projektującego stadion.

Snickers się boi

Wie, o czym mówi. Widział niejedno: od stadionu Pomorzanina w Toruniu, którego był kibicem, po obiekt ostatnich mistrzostw świata — LTU Arena w Düsseldorfie, który projektował.

Drugi z architektów grających pierwsze skrzypce w projekcie to Mariusz Rutz, także z JSK.

— Loże, luksus, restauracje, hotele to nie fanaberie. Obiekt ma na siebie zarabiać i być częścią show — zaznacza.

NCS nie będzie tego show fragmentem. Po skończonej budowie jego siedziba — czyli zespolone baraki — zostanie rozebrana. Dziś postawny ochroniarz ocenia, kogo wpuścić do siedziby NCS. Wzrokiem wskazuje kartkę na drzwiach: "Nie zatrudniamy ludzi do budowy stadionu".

— Zdążymy, damy radę — powtarza Rafał Kapler.

Prezesem NCS jest ledwie parę tygodni, a na to pytanie odpowiadał dobre kilkadziesiąt razy. Stadion Dziesięciolecia PRL zbudowano w 11 miesięcy. Mieścił ponad 70 tys. widzów, z płyty boiska do szatni szło się bite 9 minut. Na nowym tyle ma trwać ewakuacja ponad 50-tysięcznej widowni. Stadion, wraz z otaczającymi go hotelami, halami i boiskami, zajmie 39 hektarów. Naród jednak wątpi, czy w ogóle powstanie. Producent batoników Snickers na kilku potężnych billboardach, wiszących w rejonie przyszłego "koszyka", prowokuje:

— Boisz się, że nie zdążą ze Stadionem Narodowym?

Rafał Kapler, niegdyś mieszkający dwa przystanki od stadionu, słodyczami się nie objada. Deklaruje, że zacznie, jak będzie źle. Poradził sobie w Orlenie czy Erze, da radę i tu. Choć na przykład ziemi i gruzu do wywózki jest niemało, bo 200 tys. m sześc. Rachunek: 192 dni na roboty, ciężarówka zabiera średnio 20 m sześc. ładunku. Wyszło 10 tys. kursów, średnio 50 dziennie, pod warunkiem, że prace będą trwały całą dobę. Jeśli zaś od 8. do 17., to trzeba się przygotować nawet na 150 przejazdów dziennie.

Red Bull się żegna

Na początku września, z wielkim wysiłkiem PR-owym, po raz enty pożegnano stary stadion. Za atrakcje zapłacił Red Bull, który zorganizował tu zawody akrobacji motocyklowych. Seria X-Fighters przyciągnęła prawie 40 tys. osób. Gdyby w tym samym czasie przyszli ci, którzy tu handlowali, nakryliby widzów czapkami. Dwieście tysięcy ludzi żyło z Jarmarku Europa. Ale tu z poważnym handlem już koniec, finito, the end. Teren jest grodzony, ochroniarze się kręcą.

— Pokażę, jak można wejść na boisko, dziura w płocie jest — proponuje Ahn, Wietnamka, właścicielka kilku budek z ciuchami.

Jej rodacy oraz Afrykanie to bohaterowie mniej lub bardziej barwnych reportaży z korony stadionu. Kiedyś ktoś rozpoznał byłego premiera Wietnamu handlującego skarpetkami. Potem miał być król z Czarnego Lądu, próbujący odtworzyć tu strukturę plemienną. Albo Gruzini. Stworzyli klany, gdzie szefa całowało się na powitanie po przegubach rąk, gęsto obwieszonych złotem.

"Uff!" się rozlega

Bimber, kałasznikowy? Banał. Historia dzikiego kapitalizmu kontra legenda o pompce Królaka, którą to kolarz miał traktować Rosjanina w tunelu prowadzącym na bieżnię. Na jednej szali dożynki, mecz z ZSRR, samospalenie Ryszarda Siwca. Po drugiej stronie euro, rubel, złotówka — dla handlarzy to się liczy. Nowy stadion? Wróg.

— Kiedyś prezes NCS jeździł rowerem po włościach. Aleśmy go na ostro brali, to teraz tylko samochodem się zapuszcza — rzuca na odchodne pan Janusz, jeden z kupców.

Zaczęło się palowanie. Na początek próbne.

— Były obawy, czy nie będzie to uciążliwe dla mieszkańców — przyznaje Rafał Kapler.

Okazało się, że ruch na sześciu pasach jezdni dzielących stadion od willi Saskiej Kępy doskonale zagłusza wbijanie betonowych potworów. Uff... Były i skrywane obawy, czy oby pod resztkami trawy na płycie boiska nie kryje się przykra niespodzianka. Kolejne "uff". Już szykują pale, w sumie dwa tysiące, niektóre nawet 40-metrowe. Rafał Kapler ma sny, inni mają wizje. Architekci Pszczulny Rutz, czyli jeden stadion, jedno marzenie:

— Rok: 2012 r. Scena: morze kibiców idzie promenadą. Wchodzą do środka, unoszą brwi, milkną i wreszcie jest to "wow!".

A na razie, ostatnie "wow" słyszano jeszcze na starym obiekcie, tuż po podwójnym salcie szalonego motocyklisty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedlilński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu