Dwudziesty stopień zasilania

opublikowano: 10-08-2015, 22:00

Pierwszy raz od przemian ustrojowych Rzeczpospolita Polska dotknięta została energetycznym problemem braku mocy, który był codziennością Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Operator systemu przesyłowego, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE), musiał nagle przywrócić uśpione przez ćwierć wieku tzw. stopnie zasilania, od najłagodniejszego 11 do najbardziej restrykcyjnego 20. Całkowitym zaskoczeniem jest jednak powód, wszak w PRL ograniczenia w dostawach energii elektrycznej, głównie dla przemysłu, wprowadzane były podczas mrozów. Kto „dwudziestego stopnia zasilania” nie zna albo nie pamięta, powinien obejrzeć właśnie tak zatytułowany odcinek serialu „Alternatywy 4”.

Kryzys energetyczny w… sierpniu był w Polsce wręcz niewyobrażalny. Od zawsze to przecież najbezpieczniejszy miesiąc nasilenia remontów w elektrowniach i planowego wyłączania bloków. A jednak się stało — przez minione ćwierć wieku klimatyzacja i chłodnictwo dorównały w popycie na prąd ciepłownictwu. W obecnym szczycie upałów PSE zmierzyły krajowe zapotrzebowanie na energię elektryczną w wysokości 22,3 GW, gdy realna moc w dyspozycji operatora to 25 GW. Polska utrzymuje zatem bezpieczną nadwyżkę, ale pod warunkiem niezakłócenia produkcji. Niestety, podczas tak długo utrzymujących się rekordowych upałów okazuje się to niemożliwe.

Około 78 proc. naszej energii elektrycznej pochodzi ze źródeł cieplnych, wymagających do chłodzenia masy wody. Ogromne elektrownie węglowe lokalizowane były nad Wisłą i innymi dużymi rzekami z założeniem chłodzenia turbin w systemie otwartym. Jeżeli jednak woda pobierana obecnie ma temperaturę 27 stopni i więcej, to zrzucana staje się wręcz gorąca. W anormalnych warunkach technologicznych sprawność bloku energetycznego spada nawet o 25 proc., poza tym dochodzą normy ochrony środowiska — woda oddawana jest kontrolowana pod względem wysokości temperatury. W lepszej sytuacji znajdują się elektrownie z charakterystycznymi chłodniami kominowymi, czyli bardziej niezależnym od kaprysów natury systemem obiegowym. Generalnie jednak polska energetyka z założenia funkcjonuje w klimacie umiarkowanym, w którym latem oczywiście występują upały, ale przemieszane z dniami chłodniejszymi.

Wisząca obecnie nad Polską i generalnie Europą żarówa szokuje swoją długotrwałością. Powodem jest radykalne spowolnienie tzw. prądu strumieniowego, przenoszącego z zachodu na wschód ogromne masy powietrza na pograniczu troposfery i stratosfery, czyli u nas na wysokości 10–12 km. Prąd formuje się między sąsiadującymi masami powietrza o dużej różnicy temperatur i właśnie ten kontrast jest jego paliwem. W związku z postępującym ocieplaniem się Arktyki to naturalne paliwo wysycha, podobnie jak obecnie nasze rzeki. Z powodu globalnej bezmyślności człowieka brakuje przyrodzie siły, by przewiać tropik znad klimatycznie umiarkowanych głów w Polsce i okolicach. Możemy się jednak pocieszyć, że per saldo i tak mamy więcej szczęścia niż na przykład Amerykanie, którzy również z powodu niemocy prądu strumieniowego doświadczyli ostatniej zimy klęski anormalnie długiego zastoju ostrych mrozów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu