Dyplomatyczny cios z Norwegii

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2019-02-11 22:00

Rząd tzw. dobrej zmiany naprawdę jest mistrzem konfliktowania relacji międzynarodowych. Spośród instytucji UE już praktycznie wszystkie okazały się wraże.

Nie tylko ponadnarodowe — Komisja Europejska, Parlament Europejski i Trybunał Sprawiedliwości UE, lecz także będące reprezentacją państw: Rada Europejska (która 27:1 dokonała reelekcji Donalda Tuska) oraz ministerialna Rada UE (przyjmująca kwalifikowaną większością niekorzystne akty prawne). Najnowszy konflikt wybuchł w rządowych relacjach Polski z pozaunijną Norwegią, która jest filarem Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego i należy do strefy Schengen. Ponadto należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i za dostęp do tej strefy wolnego handlu płaci składkę. Pomocowe fundusze norweskie to kwotowy pikuś wobec unijnych, ale bardzo się w Polsce przydają.

Fot. Andrzej Hulimka

Rząd Norwegii wyczerpał cierpliwość i definitywnie wydalił konsula Sławomira Kowalskiego. Bezwzględnie trzeba przyznać i docenić, że udzielał on skutecznie pomocy polskim obywatelom i miał osiągnięcia w sporach o prawa dzieci z urzędem Barnevernet. Jednak w ocenie władz norweskich kilka razy wykazał nadaktywność i wyszedł z roli dyplomaty. Dlatego polecono naszemu MSZ skrócenie konsulowi kadencji, która zakończyłaby się w czerwcu. Miała nastąpić przyspieszona wymiana, w miejsce Sławomira Kowalskiego zostałby akredytowany nowy konsul. Zdarzyła się jednak rzecz niesłychana w dyplomatycznych standardach — oto minister Jacek Czaputowicz wbrew władzom państwa gospodarza zdecydował jednostronnie o… pozostaniu dyplomaty do końca kadencji. Obecnie pozostało mu tylko wydalić konsul norweską, bez jakiejkolwiek podstawy merytorycznej, żeby zremisować 1:1.

Międzynarodowy świat dyplomacji przeciera oczy i uszy ze zdumienia. Nie wie jednak, że filozofią tzw. dobrej zmiany jest właśnie obalanie wszelkich standardów. W kraju czwarty rok uchodzi absolutnie wszystko, ale w świecie — niekoniecznie. © Ⓟ