Dyrektywa UE zagraża polskim firmom

ROBERT LISICKI ekspert Konfederacji Lewiatan
opublikowano: 2016-04-07 22:00

Komisja Europejska przedstawiła projekt nowelizacji dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług.

KOMENTARZ

Nowe przepisy, nawet jeśli wejdą w życie w ograniczonej postaci, spowodują likwidację kilkunastu tysięcy polskich firm transportowych. Ich skutki odczują także inne branże.

Dyrektywa poświęcona jest co prawda kwestii warunków zatrudnienia, ale ma ona zasadnicze znaczenie z uwagi na fakt, iż delegowanie pracowników odgrywa kluczową rolę w procesie świadczenia usług transgranicznych przez polskich przedsiębiorców. W świetle danych KE w 2014 r. w ramach UE delegowanych było około 1,92 mln pracowników. Delegowanie stanowi tylko 0,7 proc. w skali unijnego zatrudnienia, ale jest segmentem rynku o wyjątkowym tempie wzrostu — pomiędzy 2010 a 2014 r. liczba delegowanych pracowników wzrosła o 44,4 proc. Znaczący udział w liczbie delegowanych pracowników zajmują polskie firmy, które w 2014 r. delegowały około 428 tys. pracowników. Delegowanie dotyczy wielu branż, począwszy od firm budowlanych po ICT.

Polskie przedsiębiorstwa świadczące usługi w innych państwach z pomocą własnych pracowników już obecnie napotykają wiele barier administracyjnych generujących znaczne koszty, a sam proces delegowania wiąże się z coraz większym ryzykiem zastosowania nieproporcjonalnych sankcji. Przedsiębiorca delegujący pracowników musi w pierwszej kolejności zapoznać się z określonymi w dyrektywie warunkami zatrudnienia państwa oddelegowania, w szczególności wysokością i sposobem ustalania stawki płacy minimalnej. Następnie musi rozpoznać i spełnić coraz bardziej rozbudowane wymogi administracyjne, środki kontrolne. Do wymogów tych należą m.in. systemy obowiązkowego powiadamiania o fakcie delegowania pracowników, konieczność przechowywania określonej dokumentacji na terytorium państwa świadczenia usługi, tłumaczenia wielu dokumentów. Rozbudowywanemu instrumentarium wymogów administracyjnych towarzyszą nieproporcjonalne działania organów kontrolnych. Poszczególne wymogi zagrożone są coraz większymi karami finansowymi (dochodzącymi nawet do 500 tys. EUR). Od 18 czerwca 2016 r. pieniężne kary i grzywny administracyjne, których nie można wyegzekwować w państwie ich nałożenia, będą mogły być egzekwowane na terytorium Polski.

Dlaczego projekt KE wzbudza tyle kontrowersji?

Ponieważ proponowane rozwiązania tylko zwiększają koszty bezpośrednie (w postaci zastosowania wynagrodzenia ustalonego przez państwo członkowskie, a nie minimalnej stawki płacy, czy przejście po 24 miesiącach na system prawa pracy państwa oddelegowania), jak i koszty pośrednie (poprzez zwiększenie złożoności rozwiązań prawnych i większe trudności w spełnieniu wymagań państwa oddelegowania). Jeden ze scenariuszy przedstawionych przez KE w ocenie skutków towarzyszącej projektowi wskazuje na około 500 EUR jako kwotę wzrostu miesięcznych kosztów delegowania na terytorium Niemiec jednego pracownika w wyniku podwyższenia samego wynagrodzenia.

Na uwagę zasługuje odniesienie się w projekcie dyrektywy do sektora drogowego transportu międzynarodowego. Został on szczególnie dotknięty w 2015 r. wprowadzeniem stawki minimalnej w Niemczech czy tzw. ustawy Loi Macron we Francji. Objęcie przepisami dyrektywy wszystkich operacji wykonywanych w transporcie międzynarodowym (a nie tylko do kabotażu) spowoduje powstanie kolejnych znaczących kosztów po stronie firm przewozowych (około 180 tys. polskich kierowców). © Ⓟ