Aż 61 proc. młodych użytkowników smartfonów jest zadowolonych z przekątnej ekranów swoich urządzeń. Ale aż jedna trzecia ankietowanych chciałaby mieć trochę większy lub zdecydowanie większy monitor. Dla porównania: tylko co 20 respondent uważa, że jego wyświetlacz jest za duży — wynika z badania ActiveMobi przeprowadzonego na 600 osobach do 30. roku życia.



Zapotrzebowanie na większe wyświetlacze to dobra informacja dla producentów fabletów, czyli sprzętów mobilnych będących połączeniem smartfonów z tabletami o przekątnej ekranu powyżej 5 cali, ale mniejszych niż 7 cali.
— Ta kategoria gadżetów zdobywa na świecie popularność. W pierwszym kwartale ubiegłego roku co trzeci trafiający na rynek telefon był fabletem — informuje Grzegorz Miśta, dyrektor marketingu ActiveMobi.
A jak fablety sprzedają się w Polsce? Coraz lepiej. Wprawdzie prym wiodą u nas telefony z ekranem od 4 do 4,5 cala (43-proc. udziału w rynku), ale już co 10 uczestnik sondażu ActiveMobi okazał się właścicielem fabletu, wskazując, że używa produktu „powyżej 5 cali”. Wzrost liczby miłośników „większych rozmiarów” wynika ze zmiany upodobań konsumentów — przenośny sprzęt w coraz mniejszym stopniu służy do dzwonienia czy wysyłania SMSów, a coraz częściej jest wykorzystywany do odwiedzania serwisów internetowych, gier lub oglądania materiałów wideo.
Producenci czują rynek
Użytkownicy fabletów raczej nie narzekają na wielkość ekranu (76 proc.), a na jeszcze większy zdecydowałby się średnio co szósty posiadacz telefonu przekraczającego 5 cali.
— Na razie sprzedaż fabletów nie jest oszałamiająca, ale to się wkrótce może zmienić, ponieważ najwięksi producenci smartfonów mają w ofertach przynajmniej jeden taki model — stwierdza Grzegorz Miśta. Rzeczywiście, na półkach sklepowych można znaleźć 6-calową Sony Xperię T2 Ultra, kilka 5— i 6-calowych aparatów proponuje Nokia, Prestigio i Alcatel mają po jednym 6-calowym telefonie.
LG w modelu G3 kusi wyświetlaczem o przekątnej 5,5 cala, a Huawei promuje właśnie Ascend Mate 7 z 6-calowym ekranem. HTC nie pozostaje w tyle i wypuściło na rynek kilka modeli z wyświetlaczami przekraczającymi 5 cali. A dzięki iPhonowi 6 Plus z wyświetlaczem 5,5 cala Apple poszerzyło swoją ofertę o kategorię fabletów (ten model zdobył w zeszłym roku 41 proc. fabletowego rynku w USA). Jak wynika z badania Active- Mobi, liderem na rynku fabletów jest Samsung.
Prawie połowa osób deklarujących, że używają telefonów z ekranami powyżej 5 cali, korzysta z urządzenia tej firmy. Na drugim miejscu znalazła się gadżety innego południowokoreańskiego koncernu elektronicznego — LG. Ma je w Polsce co piąty (22 proc.) użytkownik mobilny w wieku do 30 lat. W tej grupie mało kto sięga po fablet Nokii czy HTC. Jak wskazuje Łukasz Kosuniak, menedżer marketingu B2B w Samsungu, praca mobilna upowszechnia się w wielu firmach, dlatego połączenie funkcjonalności smartfonu i ekranu małego tabletu to ważne udogodnienie dla biznesu.
— Fablet można mieć zawsze przy sobie — nie trzeba już zabieraćw podróż lub na spotkanie z klientem komputera. Jego ekran umożliwia proste i przyjemne korzystanie z aplikacji, przeglądanie dokumentów, edytowanie tekstów czy tworzenie wykresów. Warto też wspomnieć o rysikach, które sprawiają, że korzystanie z tej klasy gadżetów staje się bardziej intuicyjne — tłumaczy Łukasz Kosuniak.
Co równie ważne: produkty te są chronione przed utratą danych za pomocą specjalnych platform, które gwarantują, że nikt niepowołany nie odczyta ważnych informacji firmowych. Takie nowinki — według eksperta Samsunga — powodują, że po fablety sięga coraz więcej klientów.
Nawyki barierą
Prognozy IDC wskazują, że gdy do 2018 r. rynek smartfonów będzie się zwiększał o 4 proc. rocznie, to segment fabletów wzrośnie o 36 proc. — Wzrost sprzedaży fabletów jest nieunikniony. Początkowy sceptycyzm analityków rynku mobile okazał się bezpodstawny. Telefony są coraz większe, a użytkownicy coraz chętniej po nie sięgają — stwierdza dyrektor Miśta.
A jednak wielu klientów trudno się zdecydować na zakup tak dużego gadżetu. Powód jest prosty: obawiają się, że nie będą umieli się nim posługiwać jedną ręką albo że nie zmieści się w kieszeni. To duże wyzwanie dla wytwórców przenośnej elektroniki. Grzegorz Miśta widzi dwa wyjścia: albo producenci lepiej zaplanują wymiary urządzeń albo użytkownicy będą musieli się do nich przyzwyczaić. Bo — jego zdaniem — wszystko wskazuje na to, że o ile tablety są przejściową modą, o tyle fablety na stałe zagoszczą w pozornie za małych kieszeniach.
