Dystrybutor bananów napełnia baki paliwem...

Grupa Citronex, której obroty sięgnęły 1,3 mld zł, buduje paliwowe dyskonty. Ściąga paliwo z Niemiec i zatrudnia własną firmę budowlaną

Samymi owocami trudno zaspokoić apetyt. Citronex, właściciel dojrzewalni bananów i największy gracz na bananowym rynku nad Wisłą, zajmujący się też produkcją pomidorów, chce dorobić na sprzedaży paliw pod własnym szyldem.

Zobacz więcej

Flota transportowa, myjnie, hotele i restauracje, banany, ogórki i pomidory. Artur Toronowski, założyciel Grupy Citronex, żadnej pracy się nie boi. Do szerokiego portfela spółki dołożył właśnie stacje paliw. [FOT. TW]

Sieć bez misiów i kubków

Pierwsza stacja z logo Citroneksu ruszyła w październiku w Zgorzelcu, gdzie znajduje się siedziba spółki. Paliwowe doświadczenie „bananowcy” zbierali, prowadząc trzy stacje marek BP i Statoil.

— Teraz będziemy rozwijać już tylko własną sieć. W ciągu pięciu lat chcemy mieć 20 punktów. Lada dzień uruchomimy stacje w Siechnicach i Lipianach. Chcemy zapełnić ścianę zachodnią przy granicy z Niemcami — zapowiada Artur Toronowski, właściciel Citroneksu. Stacje mają wyróżniać się „dyskontowymi” cenami. Spółka zapowiada też, że w sezonie będzie na nich sprzedawać „świeże banany i pomidory”.

— Jesteśmy w stanie zadowolić się niższymi marżami niż wielcy gracze, ale też uzyskujemy dobre ceny dzięki zakupom paliwa od dużych koncernów z Niemiec. Nie zaproponujemy zbierania punktów i wymiany ich na misie, kubki czy torby — tego konsumenci nie chcą. Żądają niższej ceny i to właśnie oferujemy. Jako że to nasz własny pomysł, a nie franczyza, nie musimy dzielić się z nikim zyskiem — twierdzi Artur Toronowski. O miejsce na rynku się nie martwi.

— Infrastruktura drogowa się rozwija, a stacji paliw wciąż jest znacznie mniej niż w krajach zachodnich. Bez problemu może się pojawić jeszcze kilku nowych graczy — zapewnia Artur Toronowski. Na polskim rynku — według danych Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) — na koniec ubiegłego roku działało 6745 stacji paliw. Liczba ta niemal nie zmienia się w ostatnich latach. Największymi sieciami dysponują Orlen (1778), BP (461) i Lotos (439).

W sieciach operatorów niezależnych (takich jak Huzar czy Moya) jest prawie 11 proc. stacji, a jedna trzecia rynku (pod względem liczby punktów) należy wciąż do indywidualnych przedsiębiorców. Według ekspertów, małym graczom, jak Citronex, trudno będzie odegrać większą rolę.

— Żeby spokojnie funkcjonować i zarabiać na rynku paliwowym, trzeba mieć, według szacunków, około 200 stacji. Mniejsi gracze muszą mocno pilnować cen, a sytuacja na rynku nie jest łatwa — w trudniejszych czasach wynik „trzymają” sklepy przy stacjach, oferujące wyższe marże. Na stałe utrzymywanie cen paliw na „dyskontowym” poziomie mogą pozwolić sobie stacje przy supermarketach, bo ich celem nie jest zarobek, ale przyciągnięcie klientów.

Citroneksowi nie będzie więc łatwo, tym bardziej że sprowadzanie paliwa z Niemiec wiąże się z wieloma formalnościami, a krajowi gracze dbają o to, by nie było to zbyt opłacalne — uważa Krzysztof Romaniuk z POPiHN.

Budowlana Zosia Samosia

Tymczasem Citronex liczy na to, że paliwowe i spożywcze inwestycje bez problemu uda mu się sfinansować z własnych pieniędzy i kredytów bankowych.

— Dwanaście spółek naszej grupy zakończyło ubiegły rok z przychodami przekraczającymi 1,3 mld zł. Wyniku netto nie chcemy ujawniać. Znają go banki i dlatego nie mamy problemów z otrzymaniem nisko oprocentowanego kredytu. A że mamy własną firmę budowlaną, nasze koszty budowy stacji, szklarni i infrastruktury też są znacząco niższe, a do tego realizacja idzie szybko — zapewnia Artur Toronowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska, Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy