Dystrybutorzy prądu nie mogą czekać

Agnieszka Berger
15-09-2000, 00:00

Dystrybutorzy prądu nie mogą czekać

TARAN: Zarządy spółek dystrybucyjnych uważają, że kluczowa dla prywatyzacji całego podsektora jest sprzedaż akcji Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego (kierowanego przez Piotra Kukurbę). Zdaniem przedstawicieli grupy G-8, która powinna być prywatyzowana tuż po GZE, wstrzymanie przekształceń w gliwickiej spółce będzie oznaczało zahamowanie sprzedaży całej dystrybucji. fot. Małgorzata Pstrągowska

Spółki dystrybucyjne obawiają się, że na dzisiejszym posiedzeniu KERM mogą zapaść decyzje o wstrzymaniu ich prywatyzacji. Dystrybutorzy energii uważają, że mogłoby to dramatycznie pogorszyć ich sytuację finansową, zwłaszcza w świetle ostatnich zaleceń ministra gospodarki w sprawie niewyłączania dopływu prądu do największych dłużników.

Zarządy spółek dystrybucyjnych są poważnie zaniepokojone niedawną wypowiedzą Janusza Steinhoffa, szefa resortu gospodarki, w sprawie spowolnienia prywatyzacji podsektora. Z wczorajszych deklaracji Andrzeja Chronowskiego, nowego ministra skarbu, wynika, że MSP nie przewiduje zmian w programie prywatyzacji energetyki — przynajmniej w odniesieniu do już rozpoczętych procesów. Oznacza to, że nie powinna zostać zahamowana sprzedaż akcji Górnośląskiego Zakładu Elektroenergetycznego. Mimo to przedstawiciele branży obawiają się, że KERM może zadecydować inaczej.

Dłużnicy ciągną w dół

Piotr Kukurba, prezes GZE, wielokrotnie podkreślał, że spółka ze względu na fatalną kondycję największych odbiorców (kopalnie, huty, PKP) sama znajduje się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Podobne problemy mają inni dystrybutorzy prądu.

Według Herberta Gabrysia, doradcy wiceszefa MG Andrzeja Karbownika, PKP jest winne dystrybutorom energii elektrycznej około 150 mln zł. Zaległości sektora węglowego sięgają 220 mln zł, zbrojeniówki — 30-40 mln zł, a hutnictwa — znacznie przekraczają 100 mln zł.

— Do tego należy dodać zadłużenie licznych odbiorców indywidualnych. Wszystko to powoduje, że sytuacja finansowa zakładów energetycznych jest fatalna. Spółki pozbawione dopływu środków muszą kredytować bieżącą działalność. W latach 1998-2000 koszty finansowe ponoszone przez dystrybutorów wzrosły o 280-320 proc. — twierdzi Herbert Gabryś.

W tej sytuacji spółki nie mają szans na samodzielne finansowanie modernizacji i rozbudowy sieci.

— Pieniądze na inwestycje możemy zdobyć dzięki prywatyzacji albo poprzez podwyżkę cen energii. Jednak, jeśli podniesiemy ceny, przestaniemy być konkurencyjni wobec naszych rywali z zagranicy — uważa Roman Kuczkowski, prezes ZE Toruń.

Toruńska spółka wraz z dystrybutorami z Płocka, Gdańska, Olsztyna, Słupska, Elbląga, Szczecina i Kalisza tworzy tzw. grupę G-8, która ma być prywatyzowana wkrótce po GZE.

— Zgodnie z planem przetarg na akcje spółek z grupy powinien zostać ogłoszony na przełomie października i listopada. Mamy nadzieję, że rząd nie wstrzyma naszej prywatyzacji na tym etapie — mówi prezes Kuczkowski.

Trudne porozumienie

Zdzisław Ptak, szef zarządu ZE Płock, dodaje, że rozpoczęcie prywatyzacji podsektora dystrybucji wymagało długich i żmudnych uzgodnień wewnątrz spółek.

— Jeśli teraz przekształcenia zostaną zahamowane, ponowne porozumienie z załogami ZE może okazać się trudne do wynegocjowania — uważa prezes Ptak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dystrybutorzy prądu nie mogą czekać