Dywidenda tylko na własne ryzyko

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-06-16 06:36

Stanisław Kluza nie może nikomu zakazać wypłaty zysku, ale ma w rękach solidny bat. Na prezesów banku.

Decyzja PKO BP o wypłacie 100 proc. dywidendy postawiła w bardzo niezręcznej sytuacji bankowego nadzorcę. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) nie raz i nie dwa dawała do zrozumienia, by zyski z 2008 r. zatrzymać w bankach.

Wbrew pozorom, ważny jest nie tylko 8-procentowy minimalny współczynnik wypłacalności (czyli stosunek kapitałów własnych do portfela kredytowego). Dla szefa nadzoru istotny jest także taki bufor kapitałowy, by bank nie bał się, że współczynnik wypłacalności spadnie poniżej wymaganego poziomu.

— Instytucje finansowe działają nie po to, żeby przetrwać, ale by rozwijać się i zarobkować. Gdy bank znajdzie się blisko granicy 8 proc., to staje się przedsiębiorstwem mało rozwojowym. Zarząd będzie miał zawsze ten dylemat, czy udzielić więcej kredytów, ryzykując spadek poniżej wymogów kapitałowych, albo — w drugą stronę — czy akceptować wstrzymanie akcji kredytowej i "trwanie" — tłumaczy Stanisław Kluza.

Włączenie jałowego biegu jest ryzykowne.

— Jeśli bank dochodzi do pewnej granicy i nie może pożyczać ani uzyskiwać depozytów, to powstaje ryzyko straty. Konsekwencją jest wejście w program naprawczy, a jeśli ten nie przynosi rezultatu, wprowadzenie zarządu komisarycznego — ostrzega przewodniczący KNF.

Mimo wszystko nadzór nie przesądza, jakie zajmie stanowisko w sprawie dywidendy z PKO BP.

— Rekomendacja zarządu nie jest równoznaczna z wypłatą dywidendy. Sądzę, że możemy spodziewać się ciekawej dyskusji w razie nadzorczej. O dywidendzie ostatecznie zdecyduje walne — mówi Stanisław Kluza.

Więcej na ten temat we wtorkowym Pulsie Biznesu.