Dzięki sztuce łatwiej się wystawiać

Dorota Wojnar
opublikowano: 2008-12-04 00:00

Za metr kwadratowy stoiska można zapłacić tylko 100 zł. Czasem jednak warto dać szansę projektantowi, by mógł puścić wodze fantazji.

Komputer narysuje wszystko, co wymyśli projektant stoiska

Za metr kwadratowy stoiska można zapłacić tylko 100 zł. Czasem jednak warto dać szansę projektantowi, by mógł puścić wodze fantazji.

W głosie projektantów słychać lekką nutę sentymentu do czasów PRL. Wtedy to się dopiero projektowało z rozmachem! Dziś wprawdzie i pieniądze są większe, i większy wybór materiałów i środków, z których można stworzyć targowe arcydzieło, ale komercja gryzie w oczy. A to przecież świat artystów.

Kiedyś projektantom dawało się więcej swobody: liczyła się idea, czyli chęć pokazania zgniłemu Zachodowi, że Polska ważnym krajem jest, ma czym się pochwalić i stać ją na wystawną prezentację. Dzisiaj artystom pozostało doradzanie klientowi, jak stoisko powinno wyglądać, ale gdy ten nie zgodzi się z ich sugestią —trudno, trzeba się podporządkować. Rządzi rynek.

Pod flagą biało-czerwoną

— Nie tęsknię za Peerelem, ale wtedy rzeczywiście rynek wystawienniczy był inny niż dzisiaj. Na targach firmy występowały pod wspólnym szyldem: "Polska", a stoiska nie promowały poszczególnych przedsiębiorstw, tylko cały kraj. Polska wtedy wręcz "wpychała się" na targi, choć nie mogła zaprezentować zbyt atrakcyjnych produktów. To były duże zadania, bo stoisko musiało tę nieatrakcyjność nadrobić. Dziś nie ma miejsca na takie fantazje i rozmach — wspomina Tadeusz Piątek, projektant.

Owszem, kilka razy w roku odbywają się imprezy prestiżowe, przy których przygotowaniu projektanci mają duże pole do popisu. Modelowe duże stoiska na Expo, Budmie czy Polagrze zamawiają najczęściej polskie przedstawicielstwa firm zagranicznych. Mają więcej pieniędzy niż krajowcy i kładą większy nacisk na wystawy. To właśnie obsługa takich klientów jest dziś szansą projektantów.

Chociaż w głosach przedstawicieli firm projektujących stoiska targowe słychać tęsknotę za dawnymi czasami, to jednak zgodnie przyznają, że możliwości techniczne o niebo przewyższają te sprzed lat.

Spotkanie za ścianą

Polska Izba Przemysłu Targowego (PIPT) na swoich stronach internetowych radzi: Projekt stoiska i jego techniczne wykonanie muszą być bez zarzutu i nie ustępować konkurencji, a także wspierać koncepcję wystąpienia targowego. Stoisko też sprzedaje. Musi przemawiać do zmysłów i apelować do emocji. Dlatego projekt i budowę stoiska należy powierzyć fachowcom.

Na liście członków PIPT są obecnie 54 firmy, zajmujące się projektowaniem, budową i wyposażaniem stoisk targowych. Projektują stoiska standardowe i nietypowe, otwarte i zamknięte, parterowe i piętrowe. Doradzają, dbają o dokumentację, transportują, montują, zakładają instalację elektryczną, demontują. A nawet dbają o katering.

— Za projekt i budowę najprostszego stoiska wysokości 2,5 m z wyposażeniem meblowym można zapłacić 100- -200 zł za mkw. W przypadku nietypowego stoiska to już od 300 zł za metr, ale koszt może sięgnąć nawet 1,5 tys. zł. Zależy to nie tylko od stopnia skomplikowania projektu, ale także od tego, dokąd stoisko ma być dostarczone. Jeśli ma trafić na targi, np. do Moskwy czy Hanoweru, zapewniamy także obsługę celną — informuje Jacek Napiontek, wiceprezes firmy A-Z.

Dzisiejsze stoiska od tych sprzed kilkunastu lat różni przede wszystkim bogactwo materiałów, barw i innych środków wyrazu. Niegdyś architekci korzystali głównie ze sklejki. Pleksi to był rarytas. Skąpe możliwości.

— Dzisiaj wykorzystujemy drewno, stal, aluminium, tworzywa sztuczne, a także nowoczesne technologie. Ale chyba najwięcej targowe stoiska zyskują dzięki nowoczesnej grze światła. Często stosujemy oparte na diodach światło ledowe, które pochłania mniej energii i daje więcej możliwości kolorystycznych i aranżacyjnych — wymienia Jacek Napiontek.

Tadeusz Piątek dodaje, że projektowanie zrewolucjonizował komputer. Niegdyś niektórych doskonałych pomysłów nie dało się zrealizować.

— Dziś można wykonać, cokolwiek twórca wymyśli —komputer narysuje wszystko. To wspaniałe narzędzie. Ale, niestety, ogranicza fantazję. Powoduje, że projekty stają się powierzchowne, bo twórcy polegają bardziej na komputerze, niż na swojej głowie i pomysłach — przestrzega Tadeusz Piątek.

Front stoiska, sposób prezentowania firmy i jej produktów, światło, rzutniki i inne techniczne sztuczki — to jedno. Gdy już jednak cała ta artystyczna otoczka spełni swoją rolę i skutecznie przyciągnie zwiedzających, stoisko ma do spełnienia jeszcze inne zadanie.

— Firmy często zapominają o konieczności zaaranżowania miejsca na zapleczu, gdzie można porozmawiać z potencjalnym kontrahentem. Dziś rynek wymaga, by zaplecze wyglądało jak nowocześnie i elegancko umeblowane biuro w centrum miasta. I to także zadanie projektantów — uważa Grzegorz Siwek, prezes firmy Koara.

To, że z wystawiennictwem nad Wisłą nie jest źle, pokazują dane Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT). W 2003 r. wystawcy zajęli łącznie 438 tys. mkw. powierzchni targowej, a w 2007 r. — 640 tys. mkw. Rośnie też liczba wystawców i zwiedzających. W 2003 r. na targach w Polsce prezentowały się 24 tys. firm, które przyszło obejrzeć 712,3 tys. osób. W ubiegłym roku liczby te wyniosły odpowiednio: 30,6 tys. i 1 mln. Ożywienie wystawiennictwa zawdzięczamy m.in. rozszerzeniu UE, bo przed polskimi firmami otworzyło się okno na Zachód, a w dodatku uzyskali możliwość dofinansowania udziału w targach z funduszy unijnych.