Dziesięć państw, które wierzą w CEED

Jacek Kowalczyk
16-05-2011, 00:00

Silna gospodarka, zdrowe finanse i świetne perspektywy to atuty naszego regionu — wynika z raportu CEED.

Inwestorzy mają błędne wyobrażenie o Europie Środkowej i Wschodniej. Koalicja Jana Kulczyka chce otworzyć im oczy

Silna gospodarka, zdrowe finanse i świetne perspektywy to atuty naszego regionu — wynika z raportu CEED.

Europa Środkowa i Wschodnia to region krzywdzony stereotypami. Choć zwykle zachodni biznes traktuje go z przymrużeniem oka, powinien być symbolem sukcesu gospodarczego — takie jest przesłanie pierwszego raportu inicjatywy CEED (Central and Eastern Europe Development Initiative). Dokument prezentowany jest dzisiaj na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach, po czym promowany będzie w światowych centrach finansowych.

Trafi na biurka wszystkich ważniejszych strategów inwestycyjnych banków, szefów firm doradczych, dilerów walutowych, głównych ekonomistów bankowych czy analityków biur maklerskich. Chodzi o to, by spojrzeli na region CEED — obecnie nazywany CEE — z nowej perspektywy.

Walka z uprzedzeniami

— Wciąż zdarza się, że zachodni inwestorzy z rezerwą podchodzą do przedsiębiorców z Europy Środkowej i Wschodniej. Nie rozumieją, że podstawą oceny powinno być coś zupełnie innego niż miejsce na mapie — mówi Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, twórca inicjatywy CEED.

Jego zdaniem, o perspektywach gospodarek i ich wiarygodności powinien decydować sposób radzenia sobie z sytuacjami kryzysowymi, stopień innowacyjności czy gotowość do wprowadzania zmian. I choć Europa Środkowa i Wschodnia wypada w takim ujęciu bardzo korzystnie, na rynkach finansowych pod wieloma względami nadal traktowana jest jako mniej wiarygodna niż nawet balansujące na granicy bankructwa kraje PIGS (Portugalia, Irlandia, Grecja i Hiszpania).

— Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się powołać inicjatywę CEED — projekt, który ma na celu przekonanie inwestorów na całym świecie, że nasz region łączy potencjał wzrostu rynków wschodzących ze stabilnością krajów rozwiniętych. Dlatego jest doskonałym miejscem do lokowania kapitału i rozwijania nowych inwestycji — przekonuje Jan Kulczyk.

Inicjatywa obejmuje dziesięć nowych krajów Unii Europejskiej — Bułgarię, Czechy, Estonię, Litwę, Łotwę, Polskę Rumunię, Słowację, Słowenię i Węgry. Oprócz Jana Kulczyka projekt popierają inni przedsiębiorcy z listy najbogatszych w naszym regionie. W Katowicach o CEED opowiadać będą dziś czeski multimiliarder Zdenek Bakala, najbogatszy Węgier Sandor Dejman oraz estoński bankier Indrek Neivelt. Inicjatywę od początku wspiera też Lech Wałęsa.

— Lubię ludzi sukcesu, którzy mają nowatorskie pomysły. Wśród twórców CEED spotkałem ludzi, którzy zauważają nowe zagrożenia, ale też szanse. Dlatego trudno mi, jako rewolucjoniście, nie wspierać rewolucyjnych pomysłów — mówi były prezydent.

Odwrócenie ról

Jak pokazuje raport, Europa Środkowa i Wschodnia może pochwalić się przede wszystkim świetnymi wynikami makroekonomicznymi. W minionej dekadzie PKB per capita w regionie wzrósł średnio o 141 proc. Bułgaria, Rumunia i Słowacja zanotowały skok nawet o około 200 proc., czyli potroiły siłę nabywczą. Na tym tle "piętnastka" starej Unii, ze wzrostem wynoszącym 23 proc., jawi się jako region pogrążony w stagnacji.

— Ważne jest, że pod względem rozwoju gospodarczego szybko doganiamy Zachód. Ponadto mamy zadowalający wzrost wydajności pracy. To wszystko daje inwestorom obiecujące perspektywy dla ich biznesów — przekonuje Rafał Antczak, ekonomista, wiceprezes firmy Deloitte, która również wspiera inicjatywę CEED.

Na korzyść naszego regionu przeważają też perspektywy makroekonomiczne. Według większości prognoz, w najbliższych latach będziemy rozwijać się prawie dwukrotnie szybciej niż stara Unia. Kolejnym atutem regionu CEED są relatywnie zdrowe finanse publiczne. Na koniec 2010 r. dług publiczny wynosił średnio 38,9 proc. w relacji do PKB. Unijnego kryterium z Maastricht (maksymalnie 60 proc. długu do PKB) nie spełnia tylko jeden kraj — Węgry. W starej "piętnastce" — ocenianej przez agencje ratingowe zwykle znacznie wyżej niż państwa CEED — średnia to 75,7 proc., a powyżej kryterium jest jedenaście krajów.

— Niski dług publiczny to niskie ryzyko kryzysu fiskalnego, dlatego Europa Środkowa i Wschodnia jest pod tym względem obszarem względnie bezpiecznym. Jednak w całym naszym regionie dług rośnie niepokojąco szybko i trzeba ten proces zahamować, by nie skończyć jak Grecja, Irlandia, Portugalia czy Hiszpania — mówi Rafał Antczak.

Kiedy przyszedł ostatni kryzys i rządy musiały zaostrzać politykę fiskalną, od Aten przez Paryż po Londyn przelała się fala protestów i strajków. Tymczasem w naszym regionie, zwłaszcza w najciężej poturbowanych przez kryzys krajach bałtyckich, ostre cięcia wydatków publicznych przebiegły łagodnie i ze zrozumieniem społeczeństwa.

— Europejskiej statystyki strajków pokazują, że Europa Środkowa i Wschodnia jest znacznie bardziej stabilnym społecznie regionem niż kraje PIGS — zaznacza Rafał Antczak.

Czym jest CEED

To inicjatywa, którma przełamać obecne na rynkach stereotypy o Europie Środkowej i Wschodniej (CEE — Central and Eastern Europe). Aktywa regionu traktowane są jako inwestycja dużego ryzyka. Chodzi o to, by pokazać inwestorom prawdziwy obraz naszej części świata i przekonać, że region odniósł sukces gospodarczy. Dlatego promowana jest nowa nazwa regionu — Central and Eastern Europe Development (CEED). Pomysłodawcą akcji jest Jan Kulczyk, najbogatszy Polak. Popierają ją przedsiębiorcy z listy najbogatszych w regionie, a wsparcie deklarują: Deloitte, Centrum Stosunków Międzynarodowych, Instytut Lecha Wałęsy i Bonnier Business, wydawca "PB" i siostrzanych gazet w regionie. Inicjatywa została ogłoszona rok temu na Europejskim Kongresie Gospodarczym z udziałem Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu powołany został projekt wydawniczy CEED Research, a teraz prezentowany jest pierwszy raport "CEED: osiągnięcia, szanse i wyzwania".

Giganci regionu

Dzisiaj na Europejskim Kongresie Gospodarczym 2011 w Katowicach spotykają się:

Zdenek Bakala jeden z najzamożniejszych Czechów

Sándor Demján najbardziej majętny Węgier

Jan Kulczyk najbogatszy Polak

Indrek Neivelt, jeden z najbardziej wpływowych estońskich biznesmenów

Gdyby połączyli siły, zajęliby 15. miejsce na liście 500 najbardziej zamożnych ludzi ma świecie miesięcznika "Forbes". Ich fortuny są w sumie warte ponad 27 mld zł. Za taką kwotę można zbudować 250 km autostrad, postawić siedem wieżowców podobnych do największego na świecie Dubaj Tower (ponad 800 m wysokości) lub zbudować domki jednorodzinne dla każdego mieszkańca średniej wielkości miasta w Polsce.

3 pytania do...

Jan Kulczyk: Polacy są zahartowani przez kryzysy

1Czy światowy biznes kieruje się pochodzeniem kapitału? Czy ma pan wrażenie, że pański biznes napotyka na problemy dlatego, że nie pochodzi z Europy Zachodniej?

Jan Kulczyk: Nie, wręcz przeciwnie. To, że polskie firmy powstawały w tej, a nie innej części Europy, staje się naszym atutem. W ostatnich kilkunastu latach polscy przedsiębiorcy wielokrotnie udowadniali, że szybko i trafnie potrafią reagować na zmiany rynkowe i regulacyjne. Szczególnie dobrze radzą sobie po przystąpieniu Polski do UE. Fakt, że w okresach zawirowań są zdani jedynie na siebie, sprawia, że są twardymi, zahartowanymi konkurentami. Te same cechy sprawiają, że są również poszukiwanymi partnerami do współpracy. Bo mają wyobraźnię i odwagę, by porywać się na rzeczy pozornie niemożliwe, determinację i wiedzę, jak cele osiągać. A to się ceni bez względu na to, gdzie stawiali pierwsze kroki w biznesie.

2Co w ostatnich 20 latach osiągnęła Polska gospodarka? Z czego jest pan dumny?

Polska była pionierem i pozostała liderem transformacji w regionie. Mieliśmy szczęście do rządzących, którzy zadbali o wejście do NATO i UE. Nie wyobrażam sobie Polski bez milionów przedsiębiorców, którzy stali się napędem naszej gospodarki. Tak solidnym i konkurencyjnym, że rząd w czasie kryzysu finansowego mógł promować nas jako zieloną wyspę w Europie. I promował skutecznie, bo wciąż mówi się o nas z podziwem. Jestem dumny z faktu, że kraj, którym straszono kiedyś UE, pokazał, że może być jej ozdobą. Pod każdym względem. W latach 1995-2008 dynamika PKB w Polsce wynosiła średnio prawie 5 proc. rocznie, ponad dwa razy więcej niż w krajach starej Unii, a w 2012 r. szacowana jest na ponad 4 proc. Maleje liczba upadłości przedsiębiorstw, tworzone są miejsca pracy w sektorze prywatnym, rosną wynagrodzenia i umacniamy swoją pozycję eksportową.

3Co jest mocną stroną CEED?

Wyróżnikiem krajów CEED są stabilne gospodarki, raczej przewidywalni politycy i bardzo dobrze wykształcone, głodne lepszego życia, społeczeństwa. Łączą potencjał wzrostu gospodarek wschodzących ze stabilnością i ładem najbardziej rozwiniętych państw. Według prognoz Komisji Europejskiej, tempo rozwoju w krajach CEED będzie sukcesywnie rosło, a w 2012 r. średni wzrost PKB regionu wyniesie prawie 3 proc. i będzie niemal dwa razy wyższy niż w strefie euro. Nie mam wątpliwości, że nasze kraje mogą odegrać ważną rolę silnego "zmiennika" w coraz wolniej pedałującym peletonie UE. Chodzi nie tylko o gospodarkę, ale też rosnącą rolę polityczną i wpływ na kierunek rozwoju UE.

Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, szef rady nadzorczej Kulczyk Investments.

3 pytania do...

Indrek Neivelt: Biznes ma uprzedzenia

1Czy światowy biznes kieruje się stereotypami?

Biznes to część życia, dlatego nie jest wolny od stereotypów. Widziałem to jako prezes Hansbanku, z którym poza Estonią byliśmy obecni na Litwie i Łotwie. Kiedy pakiet kontrolny przejął Swedbank, wiele się zmieniło. Biznes pod parasolem szwedzkiej firmy, a nie estońskiej, stał się prostszy. W innych branżach jest tak samo. Łatwiej jest sprzedać produkt z Niemiec czy Finlandii niż z Europy Środkowej i Wschodniej.

2Co jest największym osiągnięciem gospodarki Estonii w ostatnich dwóch dekadach?

Zmieniła się głównie mentalność obywateli: zrozumieli, czym jest gospodarka rynkowa. To wielkie osiągnięcie, bo 20 lat temu mieliśmy inne wyobrażenie tego, jak powinna funkcjonować gospodarka.

3W czym CEED wygrywa konkurencję z innymi regionami?

Najmocniejszą stroną regionu jest to, że społeczeństwo chce pracować i uczyć się. Jesteśmy otwarci na zmiany.

Indrek Neivelt, właściciel funduszu inwestycyjnego Trust IN, przewodniczący rady nadzorczej Bank of Saint Petersburg i firmy Ldiamond.

Zdenek Bakala: Siła tkwi w położeniu

1Czy światowy biznes kieruje się stereotypami i nadal ma znaczenie, skąd pochodzi kapitał?

Zdenek Bakala: Udany biznes, gdziekolwiek go prowadzimy, sprowadza się do znalezienia płaszczyzny porozumienia i wspólnoty interesów. Nie sądzę, by w prywatnym biznesie pochodzenie kapitału mało wielkie znacznie. Oczywiście może się zdarzyć, że ze względów strategicznych rządy chcą mieć jasność co do źródła kapitału. Moich interesów jednak nigdy nie utrudniały względy geograficzne czy kulturowe.

2Co w 20 lat osiągnęły Czechy? Z czego jest pan dumny?

Czechy mają otwartą, wolnorynkową, opartą na handlu gospodarkę. Prywatyzacja jest w zasadzie zakończona. Może nie należy mocno uderzać w ton dumy narodowej, ale czeskie piwo jest najlepsze na świecie. A mówiąc poważnie, to Czechy poświęciły 20 lat na pracę nad odrodzeniem wolnorynkowej gospodarki pierwszej republiki Czechosłowacji, która przed wojną była w szóstce lub siódemce najbardziej uprzemysłowionych państw świata i jedną z niewielu prawdziwych demokracji w regionie.

3W czym tkwi siła naszego regionu?

W położeniu w sercu Europy, bez miejsca na lenistwo, między zaawansowanymi gospodarkami Zachodu a Wschodem z niskimi płacami. To region tranzytowy, więc nasze kraje powinny radzić sobie bardzo dobrze. Spójrzmy na Austrię. Jest tu wysoko kwalifikowana i wyedukowana siła robocza, a obecność w UE, OECD i NATO zapewnia spójność regulacji, ochronę inwestycji i bezpieczeństwo.

Zdenek Bakala, jeden z najzamożniejszych Czechów, właściciel grupy New World Resources.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu