Dziki lobbing grasuje w Polsce

Jarosław Królak
opublikowano: 02-10-2009, 00:00

Zawodowi lobbyści przesiadują w Sejmie, ale oficjalnie nie zgłosili ani jednej propozycji zmian w ustawach.

Ustawa lobbingowa jest, a jakby jej nie było

Zawodowi lobbyści przesiadują w Sejmie, ale oficjalnie nie zgłosili ani jednej propozycji zmian w ustawach.

Wybuch afery hazardowej wymusza pytanie o skuteczność ustawy lobbingowej, która miała wyeliminować niejawne kontakty polityków i urzędników z grupami interesów. Okazuje się, że polski lobbing to ciągła partyzantka i działanie z ukrycia.

Klasa cichociemnych

— Ustawa lobbingowa jest funta kłaków warta. Wywiera wręcz skutki negatywne. Doszło do absurdu: politycy i urzędnicy unikają jawnych kontaktów z zawodowymi lobbystami, aby nie wzbudzić jakichkolwiek podejrzeń o korupcję. To hipokryzja, bo nieoficjalnie do takich kontaktów dochodzi bardzo często — mówi Witold Michałek, ekspert Business Centre Club (BCC).

Ustawa obejmuje tylko tzw. zawodowych lobbystów, czyli osoby fizyczne i firmy, które za wynagrodzeniem starają się zadbać o interesy swoich zleceniodawców w tworzonych aktach prawnych. Rejestr profesjonalnych lobbystów prowadzi Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Obecnie figuruje w nim 146 podmiotów.

— Jednym z głównych mankamentów ustawy jest jej zbyt wąski jej zakres. Obejmuje tylko tzw. profesjonalistów. Nie obejmuje ona m.in. związków zawodowych, organizacji pracodawców, stowarzyszeń, fundacji. A te instytucje często prowadzą działalność lobbingową — mówi Witold Michałek.

Zawodowy lobbysta musi — przynajmniej teoretycznie — przy każdym kontakcie z urzędnikiem czy politykiem pokazywać zaświadczenie o rejestracji. W urzędach, ministerstwach czy w parlamencie powinny być spisane przypadki działań lobbingowych i ich skutki. Sprawdziliśmy te spisy.

W 2008 r. w Sejmie (nie ma danych za 2009 r.) oficjalnie działało 17 zawodowych lobbystów. Brali udział w 35 posiedzeniach komisji sejmowych — największym zainteresowaniem cieszyła się komisja finansów. Ze sprawozdania wynika, że żaden z nich nie złożył dokumentów ani nie zgłosił propozycji zmian w projektach ustaw. Tak samo było w 2007 r.

— Wynika to z przezorności lobbystów. Lepiej się nie wychylać. Zaręczam, że oni nie marnują tam czasu. Mają stały dostęp do polityków, a wiele zapisów, na których im zależy, trafia do ustaw — mówi proszący o anonimowość wiceprezes jednej z firm lobbingowych.

Nie lepiej jest w ministerstwach. Do resortu finansów w 2009 r. zgłosiło się ośmiu lobbystów zainteresowanych pracami nad projektami ustaw. Ministerstwo nie informuje jednak o rezultatach ich starań. Resort pracy informuje o czterech zgłoszeniach, resort infrastruktury o jednym. Niczego o działaniach lobbystów nie dowiemy się w resortach: gospodarki, sprawiedliwości, skarbu państwa, rozwoju regionalnego, bo w ich biuletynach informacji publicznej o tym nie ma śladu.

Rząd też się kryje

Zdaniem Jeremiego Mordasiewicza, eksperta PKPP Lewiatan, największym problemem jest niechęć rządu do konsultowania z partnerami społecznymi projektów ustaw.

— Rząd powinien przedstawiać do opiniowania projekty jeszcze przed uzgodnieniami międzyresortowymi. Wtedy byłaby szansa na ustrzeżenie się błędów oraz wypracowanie najlepszych rozwiązań w sposób jawny. A tak projekty nadal są pisane w zaciszu gabinetów — mówi Jeremi Mordasiewicz.

Potwierdza to Witold Michałek.

— Pół roku temu rząd wprowadził tzw. reformę systemu tworzenia prawa. Nie dość, że jest on zły, to na dodatek nie działa. Tworzenie ustaw jest nadal poza kontrolą społeczną. Łatwo więc politykom realizować niejasne interesy — dodaje ekspert BCC.

Hazard na całym świecie przesycony jest działaniami lobbingowymi — nie tylko legalnymi, nawet korupcją. W Polsce każda nowelizacja ustawy regulującej ten rynek (w ciągu 17 lat tylko tych skutecznych, które przeszły całą drogę legislacyjną, było 22!) budzi wielkie kontrowersje, podejrzenia o łapówki dla posłów i prowokuje prokuratorskie śledztwa.

Ddy w 1992 r. uchwalano ustawę o grach losowych i zakładach wzajemnych, prasa pisała, że na łapówki miało pójść około 2 mln zł. Bank Światowy w raporcie o korupcji w Polsce pisał, że ta z 2000 r. "kosztowała" prawie 13 mln zł! Ostatnio, w 2003 r., kiedy legalizowano automaty o niskich wygranych i wprowadzano korzystne dla tego sektora opodatkowanie, na "zbożny" cel przeznaczono — jak podały media — ponad 20 mln zł. Jednak do dziś nikt nie został skazany za korupcję w hazardzie.

Od kilku lat niezbędne są zmiany w prawie, m.in. regulujące e-hazard. Rząd PiS pracował nad tym rok. Następcy z PO i PSL ponad półtora roku. Brak rezultatów cieszy bardzo wielu lobbystów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu