Dzikie indeksy inwestycji alternatywnych

opublikowano: 02-11-2017, 22:00

Auta dały zwrot 117 proc. w 5 lat, a to argument, którym trudno się nie podeprzeć, sprzedając i zabytek, i byle złom

Kolekcjonerskie samochody przebiły nawet 360 proc. w dziesięć lat, ale wina zaprezentowały popisowy skok o 25 proc. w rok. Monety zdrożały o połowę w 5 lat, zegarki w tym samym okresie o 24 proc., kolorowe diamenty o 15 proc., a cała kategoria biżuterii dała 142 proc. w 10 lat. W tym wysypie indeksów Knight Frank w mniej korzystnym świetle stawia tylko antyki i chińską porcelanę, bo w ostatnich pięciu latach obie kategorie aktywów przyniosły dwucyfrowe straty. Jeśli nie planowało się akurat inwestycji w malowaną wazę którejś dynastii, tylko na przykład w stare auto, indeksy mogą ten wybór tylko umacniać — i tego życzyliby sobie oferenci, bo przecież nikt nie będzie wdawał się w drobiazgi, pytając, które to wazy potaniały, a które z proponowanych gratów dały trzycyfrowy zwrot.

Haczyk w indeksie

Inwestycje alternatywne odbywają się i na rynkach dóbr stosunkowo jednorodnych, i w obszarach tak niewdzięcznych dla analityków, jak przykładowy obieg dzieł sztuki. Z wymienionych w tabeli indeksów możemy wyłowić chociażby wina czy kolorowe diamenty i założyć, że każda ze skrzynek danego rocznika konkretnej winnicy jest w statystyce jednakowa, a każdy z brylantów da się wycenić według tych samych, mierzalnych kryteriów. To prawdopodobnie najbardziej poukładane rynki, ale warto też zwrócić uwagę, że skrzynka z kolekcji wybitego znawcy prawie zawsze będzie warta więcej od takiej samej, ale bez proweniencji zasługującej na oklaski. Samochody, teoretycznie, również byłyby spójną grupą, ale oprócz historii właścicieli do arkusza dochodzą takie zmienne, jak wersje silnika, stan zachowania, drobiazgowość renowacji, a nawet kolorystyka tapicerki. Sposobem pozwalającym z tego wybrnąć mogą być tylko bardziej szczegółowe indeksy, które pokazują zmiany wartości konkretnego modelu z danego roku o różnych nadwoziach, a przede wszystkim z podziałem na kilka stopni ewentualnego zniszczenia. Przykładowa testarossa, znana z kina jako lśniące czerwone ferrari, od początku 2015 r. zdrożała 37 proc. w niecałe pół roku — ale w stanie zachowania jak z plakatu, natomiast taka trochę zużyta i zarysowana, zanotowała o 10 pkt. proc. niższy skok, podaje Hagerty. Taki poziom szczegółowości jest konieczny, jeśli w ogóle komukolwiek miałyby się przydać podobne indeksy, dlatego szybko nasuwa się pytanie, co zrobić z takim gąszczem, jaki tworzą dzieła czy antyki — to 11 proc. w pięć lat, to tylko dla Picassa czy też dla Kossaka?

Skok w bok

Przeglądając bazy danych z aukcyjnymi notowaniami, nietrudno nawet policzyć przeciętną cenę sprzedaży w danym okresie. Wygląda na to, że statystycznie uśredniony obraz Picassa od 2015 r. znacznie potaniał, bo z 12,3 mln USD do niecałych 6 mln USD, podaje Artprice. Na trzydzieści parę dzieł wystawionych w 2015 r. jedno wylicytowano jednak do 160 mln USD, podczas gdy rekord bieżącego roku stanowi z tej ceny jedną czwartą — gdyby więc z 36 transakcji 2015 r. wymazać jeden obraz, średnia cena spadłaby już do 8,4 mln USD, znacznie łagodząc wspomniany trend. Dzieła, jako dobra całkowicie heterogeniczne, raczej nie podlegają wobec tego poważnymliczbowym badaniom, a o potencjale inwestycyjnym każdego obiektu decyduje nie tylko ogólny popyt na twórczość danego autora, ale przede wszystkim jakość konkretnej pracy — czy jest typowa, czy przedstawia mord, czy kompozycję kwiatową, jaki ma format, czy malarz dopracował ją, czy tylko naszkicował. Namalowany z dużą dbałością konny jeździec Wojciecha Kossaka wylicytowany został w marcu powyżej 300 tys. zł, podczas gdy jeździec bardziej szkicowy i mniej wyrafinowany w kolorach mógłby już kosztować kilkanaście tysięcy złotych. Piętrząc utrudnienia, można tylko wrócić do początku, w którym zauważyło się, że najprościej jest chyba czytać indeksy mierzące rynek wina, chociaż i one kuszą często autorów do pewnej manipulacji. Analitycy winiarskiej giełdy Liv-ex zwrócili na przykład uwagę, że opublikowany indeks Knight Frank urywa się w wyjątkowo dobrym czasie, podając, że wino zdrożało w dwanaście miesięcy 25 proc. Wartość wzrosła w rok, ale do końca czerwca, bo gdyby mierzyć dwanaście miesięcy, ale do końca września, skok wyniósłby już 12,5 proc., dając o połowę słabszą sensację.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dzikie indeksy inwestycji alternatywnych