Dziś też można zacząć od zera

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2007-05-31 00:00

Wartość polskiego rynku przesyłek kurierskich i ekspresowych szacuje się na 1,5-1,8 mld zł. Firm jest sporo, ale jeszcze więcej jest miejsca.

Analitycy są zgodni — rynek usług kurierskich będzie się rozwijał.

Według danych Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP), w branży działa 165 podmiotów. Jeszcze niespełna trzy lata temu tych firm było dwa razy mniej. Dane te nie oddają jednak rzeczywistego obrazu rynku. Z jednej strony spośród firm, które znajdują się w rejestrze URTiP, tylko część świadczy usługi kurierskie na rzecz innych podmiotów. Z drugiej zaś strony szacuje się, że przewoźników ekspresowych w rzeczywistości jest znacznie więcej. Kilkadziesiąt, a nawet kilkaset firm działa bez stosownego wpisu do rejestru URTiP. Są to, m.in. korporacje taksówkowe, niewielkie lokalne przedsiębiorstwa transportowe czy nawet grupa młodych gońców rowerowych.

Jak zacząć bez milionów

Najprostszym sposobem rozpoczęcia działalności na tym rynku byłoby kupno firmy kurierskiej z gotowym taborem, infrastrukturą i co najważniejsze z gwarantowaną liczbą paczek.

— Największym i najtrudniejszym do zdobycia kapitałem są bowiem klienci. Mniejszym problemem okazuje się przygotowanie odpowiedniej infrastruktury. Haczyk tkwi więc w tym, że na taką inwestycję — kupna i utrzymania średniej wielkości firmy kurierskiej — trzeba mieć kilkadziesiąt milionów złotych. Koszty wiążą się przede wszystkim z wynagrodzeniami pracowników, funkcjonowaniem sortowni, zapewnieniem połączeń nocnych, tzw. linehaul, itp. — wyjaśnia Tomasz Swat, dyrektor operacyjny DPD Masterlink.

A da się bez milionów? Tak. Dużo łatwiejsze, także ze względu na koszty, jest założenie firmy operującej w wybranej niszy rynkowej — a tych wciąż nie brakuje. Co prawda problemem może okazać się brak definicji niszy, a co za tym idzie trudności z określeniem oczekiwań poszczególnych klientów. Jak się do tego zabrać?

— To klienci tworzą niszę. Trzeba odszukać klientów, którzy mają konkretne, zazwyczaj specjalne potrzeby. Właśnie do takich klientów powinni kierować się początkujący przedsiębiorcy, otwierający firmy kurierskie — przekonuje Tomasz Swat.

Działalność można zapoczątkować od obsługi jednego klienta na terenie jednego miasta. Większość małych firm zaczyna od usług miejskich. Wtedy otwarcie firmy wiąże się z niewielkimi kosztami. Wystarczy zatrudnić księgową, stworzyć własny list przewozowy i… kupić samochód.

— Na starcie należy wziąć pod uwagę, że przy małym wolumenie przesyłek, samochody będą przejeżdżać wiele kilometrów bez ładunku — przypomina Tomasz Swat.

Obsługując jednego klienta można za to doskonale dopasować się do jego potrzeb. Nie ponosi się też kosztów magazynowych.

Dwóch klientów to kolejny etap. Wystarczy, żeby któryś z nich zażyczył sobie rozszerzenia oferty o usługi krajowe — i firma staje się ogólnopolska.

Mała firma staje się średnią. Obsługuje coraz więcej klientów. Jest to chwila, w której konieczne okażą się inwestycje w pomieszczenia magazynowe.

O stopień wyżej

Jednak przejście na wyższy poziom jakości usług jest kosztowne. I nie chodzi tu jedynie o pomieszczenia magazynowe i zatrudnienie kilku osób do obsługi. Konieczne może okazać się stworzenie własnego systemu połączeń nocnych, skomplikowanych systemów IT i wszystkich tych elementów, które z małej miejskiej spółki utworzą poważnego konkurenta dla już działających przedsiębiorstw kurierskich. Czy taki rozwój jest możliwy? Teoretycznie tak. W praktyce będzie trudno. W Polsce działa wiele międzynarodowych koncernów z doświadczeniem, wiedzą i zapleczem finansowym.

— Póki firma obsługuje jednego klienta i zarządza 10 kurierami nie stwarza zagrożenia dla innych podmiotów na rynku. Jednak bariery wejścia na „duży” rynek są zbyt duże, aby już na początku swojej działalności niewielkie firmy mogły notować milionowe obroty — przekonuje Tomasz Swat.