Dziś w PB: rząd rozpoczyna nowelizację kodeksu pracy

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-03-19 07:11

Na dzisiejszym posiedzeniu rząd zajmie się kwestią liberalizacji kodeksu pracy. Związkowcy zdążyli już skrytykować rządowe propozycje. Pracodawcy – choć zmiany uznają za kosmetyczne - mówią o pierwszym kroku w dobrym kierunku. Ekonomiści zaś straszą, że odrzucenie programu reformy rynku pracy przesądzi o wzroście bezrobocia powyżej 20 procent.

Wiadomo, że zmiany nie będą mieć rewolucyjnego charakteru. Dotyczą one zmniejszenia ograniczeń w stosowaniu umów o pracę na czas określony, zmian stawek za godziny nadliczbowe czy reformy przepisów, dotyczących zwolnień grupowych.

Co prawda propozycja rządu jest dla pracodawców jeszcze za mało liberalna, jednak oceniają ją jako krok w dobrym kierunku. Ostrzegają, że brak zmian podetnie korzenie przedsiębiorcom, znacznie pogłębi bezrobocie, odstraszy zagranicznych inwestorów, a instytucje finansowe zniechęci do udzielania kredytów. Wówczas nawet rządowy bój o niższe stopy z RPP nie będzie mieć większego znaczenia.

— W obecnym stanie ten kodeks nie może przetrwać, a tym bardziej uchronić nas przed drastycznie rosnącym bezrobociem. Pamiętajmy też, że wychodzenie z bezrobocia jest dużo trudniejsze niż jego hamowanie. Propozycja rządu nie jest tą, którą moglibyśmy uznać za postępową, ale na ten czas to absolutne minimum. Wszyscy musimy zdać sobie sprawę z wciąż zmieniającego się elastycznego rynku pracy. Tymczasem my kurczowo trzymamy się reliktów epoki, która mija — twierdzi Henryka Bochniarz, prezes Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.

To, co prezes PKPP nazywa reliktem epoki, dla Solidarności jest najwyższą świętością.

— Propozycje rządowe nie stworzą ani jednego miejsca pracy, choć taki jest zamiar gabinetu Leszka Millera. Zmiany sprowadzą się do tego, że pracownik będzie przedmiotem, a nie podmiotem. To nic dobrego nie wróży — mówi Józef Czyczerski, przewodniczący Solidarności w KGHM Polska Miedź.

Jedno jest pewne. Jeśli obie strony nie usiądą przy stole, to sytuacja na pewno się nie poprawi. Tymczasem prognozy dla rynku pracy stają się coraz czarniejsze.

— W wariancie pesymistycznym, gdy rządowi nie uda się zrealizować założeń ze strategii, spodziewam się, że bez pracy będzie 20- -22 proc. Polaków. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Taka sytuacja grozi wybuchem społecznym — mówi Dariusz Rosati, członek RPP.

Więcej na ten temat dowiesz się z wtorkowego wydania „Pulsu Biznesu”. Zapraszamy do lektury!