Jak przytoczyliśmy w jednym z poprzednich komentarzy, polska gospodarka (podobnie jak czeska i węgierska) cechuje się znaczną ekspozycją eksportu do Unii Europejskiej, szczególnie do Niemiec. Dopóki niemiecka gospodarka ma się względnie dobrze, dopóty można więc oczekiwać popytu na PLN. Jednocześnie polski eksport do Chin jest śladowy (0,2% PKB vs. 5,5% PKB do Niemiec). W podobnej sytuacji jest czeska korona i forint. Analizując tylko te czynniki, waluty naszego regionu będą zawsze wypadać lepiej niż waluty krajów z dużym wolumenem eksportu do potencjalnie zagrożonych Chin. To dzisiejsza logika traderów walutowych, która sprzyja PLN. Oczywiście nietrudno wskazać krótkowzroczność takiego podejścia, przecież powiązanie niemieckiej i chińskiej gospodarki jest coraz większe, co ma dalsze konsekwencje w relacji wymiany handlowej Niemcy – Polska. Jednakże na dzisiaj na rynku walutowym analitycy nie podnoszą tej kwestii, podkreślając, iż niemiecki eksport do Chin bazuje na produktach wysokiej jakości, podczas gdy polski eksport do Niemiec trafia docelowo głównie na tamtejszy rynek.
Inwestorzy stale obserwują reakcję amerykańskiej gospodarki na programy wygaszania programów pomocowych i potencjał podnoszenia stóp procentowych na świecie. W rezultacie odwracają się od walut krajów rozwijających się, które korzystały na niskich stopach procentowych, a przede wszystkim na dobrej kondycji rynku surowców. W takim zestawieniu PLN znowu wypada relatywnie dobrze.
Paradoksalnie również sytuacja w obecnym kształcie na linii Zachód – Rosja powoduje, iż odpływające kapitały z Rosji muszą być gdzieś lokowane. Połowa środków z typowego portfela inwestycyjnego krajów Europy Środkowej i Wschodniej trafiała na rynki rosyjskie, jedna czwarta do Turcji, kilkanaście procent do Polski, a reszta była dzielona pomiędzy pozostałe kraje regionu. Tak długo jak kryzys Ukraiński będzie trwał w obecnej formie, czyli nie nastąpi dalsza zbrojna eskalacja konfliktu przy jednoczesnym wyraźnym pogarszaniu się kondycji rosyjskiej gospodarki na bazie utraty zaufania do niej, złoty będzie relatywnym beneficjentem sytuacji. Należy tutaj jednak wyraźnie zaznaczyć, iż próby ewentualnego wejścia wojsk rosyjskich na nowe terytoria momentalnie zburzą opisany „porządek”.
Wspomniane trzy czynniki wspierają złotego. Potwierdzenie tej sytuacji widać na krótkoterminowych wykresach. Indeks PLN przebił dzisiaj górne ograniczenie konsolidacji od połowy lutego i kieruje się w górę. Podczas gdy EUR/PLN jest w bardzo szerokim trendzie horyzontalnym i poziomy, które miałyby wyrwać złotego z konsolidacji, są relatywnie daleko (4,14-4,24), to już USD/PLN walczy o wyjście dołem z konsolidacji ograniczonej od dołu wartością w okolicach 3,00 (poziom techniczny i psychologiczny). Wyraźne przełamanie tego wsparcia może spowodować wejście w nowy średnioterminowy trend spadkowy w kierunku 2,63. Na razie jednak pomimo, iż złoty powoli rośnie w siłę, powinno się poczekać na wyraźny ruch umocnienia PLN w stosunku do USD. Długoterminowa formacja od połowy 2012 r. ma wyraźny charakter konsolidacyjny i odwrócenie się sytuacji na USD/PLN równie dobrze może wygenerować ruch wzrostowy. Na dzisiaj jednak okoliczności sprzyjają PLN.
Dzisiaj wszystko sprzyja złotemu
Biorąc pod uwagę atmosferę zagrożenia spowolnieniem w Chinach, kontynuację wygasania programów luzowania ilościowego w USA i obecną sytuację na linii Zachód – Rosja, złoty może być paradoksalnie relatywnym beneficjentem wspomnianych czynników.