Dziurawa ustawa nie obroni sygnalisty

opublikowano: 14-03-2018, 22:00

Polskie firmy są często na bakier z etyką i prawem, a zgłaszający nadużycia nie mogą liczyć na prawdziwą ochronę

 

Uwarunkowania historyczne sprawiają, że zgłaszanie nadużyć menedżerom firm i organom ścigania jest w Polsce źle widziane. Wiele wody w Wiśle upłynie, zanim się to zmieni — mówiła podczas III Forum Compliance Officer Anna Hlebicka- -Józefowicz z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.
Zobacz więcej

PROBLEM:

Uwarunkowania historyczne sprawiają, że zgłaszanie nadużyć menedżerom firm i organom ścigania jest w Polsce źle widziane. Wiele wody w Wiśle upłynie, zanim się to zmieni — mówiła podczas III Forum Compliance Officer Anna Hlebicka- -Józefowicz z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. Fot. Marek Wiśniewski

 

Sherron Watkins, pracownica Enronu, przesłała anonimowo alarmujący e-mail do prezesa firmy Kennetha Laya. Wskazywała w nim, że przedsiębiorstwo fałszuje swoją dokumentację finansową. Pod koniec 2001 r. amerykański gigant z branży energetycznej ogłosił bankructwo. „Kreatywna księgowość” pozwoliła mu ukrywać wielomiliardowe straty — do czasu, gdy odważna kobieta ujawniła chciwość i przestępcze praktyki swojej korporacji. Od upadku Enronu za jedno z największych wyzwań uważa się w firmach compliance — codzienne działanie w zgodzie z normami etycznymi, prawem i wewnętrznymi zasadami. W osiągnięciu tej harmonii mogą pomóc nowoczesne narzędzia monitoringu i komunikacji. Celem jest wzrost pewności, zaufania i poczucia bezpieczeństwa wśród najważniejszych interesariuszy: pracowników, klientów, partnerów biznesowych, a także lokalnych społeczności, inwestorów i udziałowców. Tym zagadnieniom poświęcono III Forum Compliance Officer, zorganizowane przez „Puls Biznesu” we współpracy z PwC. Jednym z tematów byli pracownicy pokroju Sherron Watkins, czyli sygnaliści (od angielskiego słowa „whistleblower”, oznaczającego zawiadamiającego, a dokładnie dmuchającego w gwizdek). Ci odpowiedzialni ludzie zgłaszają swoim szefom lub upoważnionym organom, np. prokuraturze, nadużycia, malwersacje, korupcję, naruszenia przepisów i łamanie prawa pracy.

Bohater czy zdrajca?

W USA sygnaliści są bohaterami podziwianymi przez współpracowników i nagradzanymi przez pracodawców. W Polsce często przypina się im łatkę donosicieli i spotykają ich szykany (niechęć otoczenia, przeniesienie na gorsze stanowisko, a nawet zwolnienie z pracy). W obecnym stanie prawnym nie mogą liczyć na ochronę, co od lat próbują zmienić środowiska eksperckie, organizacje społeczne i branżowe.

— Osoby, które w dobrej wierze i w trosce o interes publiczny sygnalizują nieprawidłowości w swoich instytucjach, zasługują na ochronę. Powinny wiedzieć, że nie zostaną pozostawione same sobie, z łatką denuncjatorów, narażone na odwet za ujawnienie niewygodnych informacji — wskazywała podczas warszawskiego spotkania Anna Hlebicka-Józefowicz z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka (DZP).

Cała nadzieja w projekcie ustawy o jawności życia publicznego, który zakłada m.in. uregulowanie statusu sygnalistów i objęcie ich ochroną prokuratora. Przedstawicielka DZP jest jednak daleka od entuzjazmu — według niej ustawodawca powinien zapewnić zgłaszającym nieprawidłowości realną, a nie tylko prowizoryczną ochronę. W czym problem? Nowa regulacja przewiduje przekazywanie informacji o naruszeniach bezpośrednio do organów ścigania — i to one będą decydować, czy demaskatorowi należy się parasol ochronny.

— Projekt uzależnia uzyskanie ochrony od nadania przez prokuratora statusu sygnalisty. Co do zasady warunkiem jego przyznania ma być nie tylko wiarygodność dostarczonych informacji, ale też istnienie podstaw do wszczęcia postępowania przygotowawczego. Jeśli takich podstaw zabraknie, prokurator będzie cofał ochronę przyznaną pracownikowi, który dokonał zgłoszenia, o czym zostanie powiadomiony jego pracodawca — tłumaczyła Anna Hlebicka-Józefowicz.

Jej zdaniem, ochroną mogą być objęte wyłącznie osoby powiadamiające o podejrzeniu popełnienia czynów korupcyjnych wymienionych w ustawie — w przypadku innych naruszeń nie będzie podstaw do jej udzielenia.

 

Molestowanie i szara strefa

Zdaniem wielu menedżerów, sygnaliści nie są firmom potrzebni — w myśl powiedzenia „zły to ptak, co własne gniazdo kala”. Przykładem jest Hank McKinnek, prezes Pfrizera, światowego lidera branży farmaceutycznej, w czasach, gdy wybuchła afera z Enronem. Uznał to za „odosobniony incydent” i zapewniał, że standardem jest przyzwoite postępowanie korporacji. Za wzór stawiał swoją instytucję, która wsławiła się programami darmowych lekarstw dla Afryki, rewitalizacją zaniedbanych dzielnic i partnerstwem ze szkołami. Akcje społeczne i charytatywne nie były w stanie przyćmić faktu, że Pfrizer już wcześniej bywał na bakier z prawem, a w pierwszej dekadzie XXI wieku pozwolił sobie na widowiskowy zjazd po moralnej równi pochyłej — amerykański Urząd Kontroli Żywności i Leków uznał, że producent promował sprzedaż środka na zapalenie stawów do innych zastosowań i w niebezpiecznych dawkach. W 2009 r. musiał zapłacić 1,3 mld USD, największą karę finansową w historii. Przestępcze i nieetyczne praktyki nie zdarzają się tylko za granicą.

— Nawet znane polskie firmy deweloperskie, duże przedsiębiorstwa budowlane i stocznie korzystają z usług niewolników z Korei Północnej i zatrudniają na czarno ludzi zza wschodniej granicy. Duża część pracujących u nas Ukrainek doświadcza molestowania seksualnego. Spółki, które łamią prawa człowieka, często chwalą się działaniami na polu społecznej odpowiedzialności biznesu, chcą uchodzić za przyjaznych pracodawców i wygrywają publiczne przetargi — mówił na forum Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact Network Poland.

 

Odium donosiciela

Regulacje prawne i moralne zobowiązania przedsiębiorstw nie wystarczą? Absolutnie nie, co potwierdza przypadek Enronu. Co z tego, że kodeks etyczny tej firmy liczył aż 64 strony, skoro zarząd się nim nie przejmował? Właśnie dlatego potrzebni są odpowiednio chronieni sygnaliści. Nie obejdzie się także bez edukowania społeczeństwa.

— Spójrzmy prawdzie w oczy: zmiana prawa nie pociągnie za sobą natychmiastowej zmiany zwyczajów i mentalności Kowalskich, którzy stawiają znak równości między sygnalizowaniem a donosicielstwem — uświadamiała Anna Hlebicka- -Józefowicz.

Choć są podstawy do optymizmu: w 2004 r. Bożena Łopacka, kasjerka, a później kierowniczka elbląskiej Biedronki, zwróciła uwagę opinii publicznej na złe warunki pracy w sklepach tej sieci. Złożyła do sądu pozew przeciwko jej właścicielowi — Jeronimo Martins Dystrybucja (JM). Jej zarzuty dotyczyły fałszowania ewidencji pracy, nieopłacania godzin nadliczbowych i konieczności przeładowywania ciężkich towarów. Po prawie czterech latach sąd nakazał JM wypłacenie pracownicy 26 tys. zł za nadgodziny. Bożena Łopacka została uznana za symbol walki o prawa pracownicze. A Biedronka — chyba skutecznie — zabiega o miano dobrego pracodawcy i firmy odpowiedzialnej społecznie.

18 proc. Taki odsetek instytucji bankowych w Polsce wdraża politykę zgodności. Na drugim miejscu uplasowała się branża farmaceutyczna (12 proc.), na trzecim energetyka (10 proc.) — wynika z badania Instytutu Compliance.

3 proc. Taki odsetek pracowników zajmującychsię problematyką compliance znajduje się na najwyższym poziomie w strukturze przedsiębiorstwa. Ponad połowa (53 proc.) to szefowie departamentów i działów, a co piąty (22 proc.) sprawuje funkcję kierowniczą.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Dziurawa ustawa nie obroni sygnalisty