Dzwoneczki chciałyby skonstruować dzwon

opublikowano: 31-03-2021, 20:00

Podczas spotkania 1 kwietnia premierów Viktora Orbána i Mateusza Morawieckiego pod Budapesztem podpisany zostanie tajny protokół o jednoczesnym hunexicie i polexicie. Zachęcone przez Zjednoczone Królestwo – zwłaszcza powodzeniem akcji szczepionkowej bez więzów Unii Europejskiej – rządy Fideszu oraz Prawa i Sprawiedliwości solidarnie postanowiły również pójść ścieżką art. 50 traktatu o UE i podjęły decyzję o wystąpieniu ze wspólnoty.

Obaj premierzy jeszcze w czwartek notyfikują ten zgodny zamiar zaskoczonemu Charlesowi Michelowi, przewodniczącemu Rady Europejskiej. Później oba państwa czeka bardzo szybka, chociaż nieco rozbieżna procedura wewnętrzna. Obecna Konstytucja Węgier pochodzi z 2011 r. i znajduje się w niej zapis „Węgry, uczestnicząc w Unii Europejskiej jako państwo członkowskie…”, ale z jego skreśleniem Viktor Orbán nie będzie miał jakichkolwiek problemów, wszak w swojej konstytucji ciągle coś zmienia. U nas Jarosław Kaczyński – oczywiście to on jest prawdziwym rozkazodawcą – ma zadanie jeszcze łatwiejsze, ponieważ Konstytucja RP z 1997 r. jest starsza niż nasze członkostwo w UE i nie wspomina o wspólnocie ani słowem (notabene analogiczny brak dotyczy NATO), zatem nie trzeba zmieniać w niej nawet przecinka. Wystarczy anulowanie traktatu akcesyjnego jednozdaniową wstawką do najbliższej ustawy antycovidowej, przecież proceder wrzucania najróżniejszych śmieci do ustaw teoretycznie antyepidemicznych PiS bezkarnie uprawia od roku, zatem tak samo przemyci polexit.

Jeśli powyższe szokujące informacje kogoś z czytających przestraszyły, to bardzo zasadnie. Na szczęście to jedynie fantazja primaaprilisowa, w realu hunexit czy polexit jednak trochę by potrwały, na pewno nie obyłoby się bez ogólnonarodowych referendów. Natomiast samo dzisiejsze spotkanie na Węgrzech jest jak najbardziej prawdziwe, oprócz dwóch premierów ma w nim uczestniczyć Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi (Północnej). Były wicepremier i szef MSW od dwóch lat w krajowych relacjach rządowych się nie liczy, ale ma wielkie ambicje powrotu. Na forum europejskim chciałby zaś uczestniczyć w zmontowaniu nowego sojuszu politycznego prawicowych uniożerców. Sygnałem było formalne wyjście, a faktyczne wyrzucenie Fideszu z chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej. Otworzyła się możliwość utworzenia w Parlamencie Europejskim (PE) nowej grupy, której głównym celem byłoby blokowanie tendencji federalistycznych. Program minimum to rozszerzenie grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, której trzonem są europosłowie PiS, zaś osiągnięciem maksymalnym byłoby dołączenie również najbardziej uniosceptycznej grupy Tożsamość i Demokracja oraz utworzenie całkiem nowego bytu pod nową nazwą. Właśnie w tej sprawie do węgiersko-polskiego duetu dokooptowany został uczestnik włoski.

Matteo Salvini i Jarosław Kaczyński mieli się ku sobie już w 2019 r., ale po eurowyborach Liga i PiS poszły w PE jednak własnymi drogami.
twitter.com/matteosalvini

Każda fuzja zmieni relacje w PE, ponieważ znaczenie europosłów z poszczególnych partii i państw jest wprost proporcjonalne do liczebności ich grup. Samo dołączenie Fideszu do ekipy PiS, przy zachowaniu konserwatywno-reformatorskiej nazwy, nie będzie jednak jakąś rewolucją. Gdyby natomiast Viktorowi Orbánowi i Jarosławowi Kaczyńskiemu (Mateusz Morawiecki jest tylko jego ustami) naprawdę udało się zmontować strukturę z Matteo Salvinim – sytuacja istotnie by się zmieniła, ponieważ ten nowy twór mógłby się stać w PE nawet drugą siłą. Liczba mandatów uniosceptyków w 751-osobowym organie oczywiście by się nie zmieniła, ale ich głos polityczny brzmiałby donośnie – po przekształceniu zapisanym w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane