E-tablice ogłoszeń zaczynają ostrą rywalizację

opublikowano: 17-04-2012, 00:00

Do zakupów w sieci nie trzeba zachęcać. E-handlowcy próbują przekonać internautów, by tam również sprzedawali.

Dwa lata — tyle potrzebowały zakupy grupowe w Polsce, by się narodzić, rozwinąć, dojrzeć i… zacząć tracić użytkowników.

W internecie czas biegnie dużo szybciej — wiedzą o tym walczące o rynek serwisy z lokalnymi ogłoszeniami sprzedażowymi, które próbują zaistnieć w świadomości użytkowników sieci przynajmniej w takim samym stopniu jak Groupon, Citeam czy Gruper. Walka o klienta toczy się pełną parą od roku i zbliża do pierwszych rozstrzygnięć.

— Polacy lubią polować na okazje — dlatego zakupy grupowe zdobyły sporą popularność. Tymczasem platformy z ogłoszeniamisprzedażowymi, na których handlują głównie osoby prywatne, mają równie obiecującą przyszłość — pozwalamy nie tylko upolować okazję, ale też sprzedać niepotrzebne rzeczy. Co miesiąc mamy 10-15 proc. więcej użytkowników — mówi Tomasz Moroz, prezes i współtwórca serwisu Sprzedajemy.pl, wcześniej związany z Travelplanet.

Sprzedajemy.pl działa od marca ubiegłego roku. Serwis to internetowa tablica ogłoszeń lokalnych — tyle że niemal wyłącznie tych dotyczących sprzedaży rzeczy używanych.

Jak mówi Tomasz Moroz, w polskiej sieci sprzedaje regularnie 10-15 proc. internautów, podczas gdy z badań wynika, że chciałoby to robić przynajmniej dwóch na trzech. Barierą nie do przekroczenia dla większości ma być jednak obsługa platform aukcyjnych, płatności internetowych i różnych metod wysyłki.

— W serwisach ogłoszeniowych panuje chaos — są tam ogłoszenia o pracy, pokojach do wynajęcia, zwierzętach do oddania i rzeczach do sprzedania. Allegro tymczasem coraz bardziej nastawia się na obsługę e-sklepów — kupują tam wszyscy, ale sprzedają w większości firmy. Przykłady serwisów z innych państw — jak szwedzki Blocket — pokazują, że to nisza z dużym potencjałem — mówi Tomasz Moroz.

Potencjał jest na tyle duży, że współtwórca Sprzedajemy.pl wraz z innymi akcjonariuszami wydał na rozwój serwisu co najmniej 5 mln zł.

— Na razie z finansowaniem nie mamy problemu. Jeśli pojawi się potrzeba większych inwestycji, pomyślimy o NewConnect lub inwestorze strategicznym — mówi Tomasz Moroz. Koszty startu mogą być zaniżone — Sprzedajemy.pl na rynku

musi walczyć z największymi graczami, którzy nie mają zamiaru odpuścić żadnej niszy. Miesiąc po debiucie Sprzedajemy.pl ostrą walkę o klienta zaczęło Allegro pod szyldem Tablica.pl. Swoje bierze też należące do eBaya Gumtree czy będący częścią międzynarodowej grupy Olx.pl.

— Po roku działania mamy przychody na poziomie kilku milionów złotych rocznie — 60 proc. z tego to reklamy, reszta — opłaty od użytkowników. Działamy w 10 krajach, w czterech — Polsce, Bułgarii, na Ukrainie i Litwie — jesteśmy liderem — mówi Tomasz Drożdżyński, dyrektor zarządzający Tablicy.pl.

Jak dodaje, potencjał jest duży — lider rynku francuskiego, Leboncoin.fr, dziś jest wyceniany na ponad 400 mln EUR.

— Serwisy z ogłoszeniami sprzedażowymi muszą zbudować zasięg. Sądzę też, że polscy gracze będą próbowali sił w sąsiednich krajach. Zdobyły już budzącą uznanie bazę użytkowników, pytanie jednak brzmi — jak na tym zarobić?

Internauci, widząc interesujący ich produkt, chcą go po prostu od razu kupić — dlatego błyskawicznie rozwijają się nowe metody płatności. Tymczasem tu nie ma mowy o transakcjach przeprowadzanych na stronie, od których można by pobierać prowizje — ocenia Tomasz Karwatka, prezes opracowującej strategie dla e-handlu firmy Divante. Na czym więc chcą zarabiać takie serwisy?

— W tym roku wprowadziliśmy pierwsze opłaty za usługi dodatkowe. Te pieniądze pokrywają już część naszych kosztów, do końca tego roku będziemy rentowni. Ogłoszenia są i na razie pozostaną darmowe — zapewnia Tomasz Moroz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane