EBC ponownie w narożniku

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2015-05-22 00:00

Do kolejnego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego zostało mniej niż dwa tygodnie i już teraz wiadomo, że będzie to najciekawsze posiedzenie w tym roku.

Zapowiadając wprowadzenie pełnego QE w styczniu, prezes banku Mario Draghi miał zapewne nadzieję, że kupi spokój na dłuższy czas. Stało się jednak inaczej.

Do kwietniowego posiedzenia rady banku wszystko szło zgodnie z planem.

Rentowności obligacji rządowych runęły w dół, jeszcze zanim bank zaczął je kupować, euro było coraz tańsze, ropa również pozostawała tania, a do tego dane sugerowały poprawę koniunktury gospodarczej w strefie euro.

Jedynym zmartwieniem prezesa było zapewnienie, że pomimo tych zachęcających symptomów rada ani myśli ograniczać program skupu obligacji. Dominującym słowem na konferencji było „przedwczesne” w odniesieniu do pytań o możliwe ograniczenie skupu aktywów.

W ciągu zaledwie pięciu tygodni wiele się zmieniło, w każdym przypadku na gorsze z punktu widzenia EBC. Zaczęło się od załamania na rynku obligacji. W pewnym momencie rentowność niemieckich 10-latek była niższa niż 10 pkt. baz. i nagle, bez żadnych towarzyszących ruchowi oficjalnych informacji, wypowiedzi czy publikacji, skoczyła ona do około 75 pkt. baz. Na rynku mówiło się o tym, że fundusze hedgingowe zmówiły się, aby wspólnie zawierać pozycje krótkie na tych papierach. Nawet jeśli tak było, trzeba przyznać, że inicjatywa ta padła na podatny grunt. Kupując niemieckie 10-latki na górce i trzymając je do zapadalności, nie dostalibyśmy nawet 1 proc. odsetek. Trzeba naprawdę czarnego scenariusza, aby założyć, że średnio w ciągu kolejnych dziesięciu lat w Niemczech będzie deflacja i że tak naprawdę przez większość tego okresu EBC nie podniesie stóp. Obligacje były w oczywisty sposób przewartościowane i powrót nieco wyższych rentowności mógłby w pewnych okolicznościach być mile widziany przez EBC jako sygnał wiary rynku w skuteczność poczynań banku.

Jednak okoliczności te nie są sprzyjające. Po pierwsze, wzrost rentowności miał bardzo nerwowy charakter i ogólnie nie jest utożsamiany z wiarą rynku w poprawę perspektyw dla strefy. Po drugie, rynek traktuje obecnie długoterminowe rentowności jako wyznacznik dla kursu euro, a jego umocnienie to przeszkoda nie tylko dla eksporterów, ale także w szybkim powrocie inflacji do celu. Po trzecie, ceny ropy rosną — i o ile będzie to oznaczało wyższą inflację w najbliższej przyszłości, podkopuje to i tak słaby popyt konsumpcyjny. Gdyby jeszcze tym wszystkim ruchom towarzyszyła dalsza poprawa koniunktury, EBC mógłby uzasadniać, że to normalna reakcja rynku. Ale jest odwrotnie, szczególnie dane z Niemiec w ostatnim czasie rozczarowują. O ile dalej mówimy tu o pewnym ożywieniu, jest ono jednak bardzo kruche.

W tej sytuacji Mario Draghi ma twardy orzech do zgryzienia: wdać się w szarpaninę z rynkiem czy też pozostać biernym i ryzykować dalszy wzrost rentowności i umocnienie euro? Sygnał, którym w tym tygodniu wysłał Benoit Coeure, członek zarządu EBC, sugeruje na początek delikatne interwencje słowne. Na ten moment jest „przedwcześnie”, aby stwierdzić, na ile będą skuteczne. Jedno jest pewne — inwestorzy tak na rynkach akcji, jak i walut powinni mieć przed oczami wykres niemieckich 10-latek. To tu teraz toczy się gra. © Ⓟ