Europejski Bank Inwestycyjny nie szczędzi pieniędzy na polskie projekty transportowe. Najwięcej dostanie Autostrada Wielkopolska.
Kryzys na rynkach finansowych utrudnił pozyskiwanie środków z banków komercyjnych. Z odsieczą przyszedł Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), który kredytuje coraz więcej polskich inwestycji.
Na drogi i Solidarność
Sztandarowym przykładem jest Autostrada Wielkopolska, która wkrótce ruszy z inwestycją na A2 Nowy Tomyśl-Świecko. EBI przyznał jej 1 mld EUR kredytu plus opcję na kolejne 200 mln EUR. Kwota ta stanowi niemal 75 proc. wartości budżetu inwestycji. To warte podkreślenia, bo EBI zazwyczaj kredytuje nie więcej niż połowę wartości projektu.
— Uzyskanie kredytu z EBI znacznie ułatwiło rozmowy z instytucjami komercyjnymi, które gotowe są teraz przyznać nam nawet większe kredyty, niż potrzebujemy — mówi Andrzej Patalas, prezes Autostrady Wielkopolskiej.
A jeszcze kilka miesięcy temu, przed decyzją EBI, negocjacje nie były takie łatwe. Spółka musiała nawet uzgodnić z resortem skarbu odroczenie terminu finansowania. Pierwotnie miała je zdobyć do marca, ale ostatecznie uzgodniono, że dogada się z bankami do końca czerwca. I wszystko wskazuje na to, że w przyszłym tygodniu podpisze umowy.
Około 10 mld zł kredytów z EBI na budowę dróg spodziewa się także Ministerstwo Infrastruktury. Bank coraz chętniej kredytuje bowiem miejskie inwestycje infrastrukturalne. Liderem jest Warszawa, która może liczyć na 700 mln zł z EBI, by wykonać inwestycje warte dwa razy więcej.
O spore pieniądze starają się też Opole i Gdańsk, który kredytem EBI zamierza m.in. finansować budowę Europejskiego Centrum Solidarności.
— Obecnie banki nie są zainteresowane udzielaniem finansowania długoterminowego, dlatego kredyty EBI na 20-25 lat są bardzo atrakcyjne — twierdzi Edyta Tombarkiewicz z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.
Obligacje na giełdę
Na równie długi okres można pozyskać finansowanie, emitując obligacje. Megaemisję na drogi publiczne ma przygotować wkrótce Bank Gospodarstwa Krajowego. Coraz chętniej z tego instrumentu korzystają także samorządy.
— Mają przyznane znaczące fundusze europejskie, których wykorzystanie jest uwarunkowane posiadaniem wkładu własnego. W okresie kryzysu trudnej o kredyty w bankach komercyjnych, więc samorządy coraz chętniej sięgają po obligacje — twierdzi Dariusz Giza z Invest Consulting, firmy doradczej, aktywnej na rynku obligacji.
Dodaje, że nie bez znaczenia są przyszłoroczne wybory samorządowe, które powodują przyśpieszenie inwestycji, a co za tym idzie — konieczność zdobycia na nie finansowania. Kolejnym powodem zainteresowania obligacjami jest planowana zmiana prawa o finansach publicznych.
— Samorządowcy obawiają się, że prawo zmieni się na mniej korzystne, więc wolą przeprowadzić emisję na obecnych zasadach. Nie bez znaczenia jest także kwestia deficytu budżetowego — dodaje Dariusz Giza.
Pozytywnie na rynek obligacji może natomiast wpłynąć planowane na jesień uruchomienie giełdy, na której tego typu papiery mogą być notowane. To dobry sygnał zwłaszcza dla dużych emisji. Do tej pory fundusze często wyrażały chęć nabywania obligacji — gdyby papiery były płynne.
Samorządy, chcąc mieć płynne obligacje, decydowały się na emisje zagraniczne. Na przykład Warszawa wyemitowała papiery na giełdzie w Luksemburgu. Teraz miasta będą miału rynek krajowy. Czy znajdą nabywców?
— Obligacje infrastrukturalne to klasa aktywów, która może zainteresować fundusze, jednak wiele będzie zależało od rentowności. Odpowiednio wysoka rentowność skłoni fundusze do inwestycji. Wprowadzenie obligacji na giełdę jest korzystne, bo daje regularną wycenę i powinno poprawić płynność. Teoretycznie im większa płynność, tym mniejsza premia za ryzyko. Jednak dość sceptycznie oceniam szanse na szybki rozwój giełdowego rynku obligacji — mówi Robert Garnczarek, dyrektor pionu zarządzania aktywami Axa PTE.
Katarzyna Kapczyńska