Echa zza oceanu kierowały przebiegiem sesji na GPW
W sytuacji kiedy indeksy giełdowe za oceanem poszły w dół, tylko nie zorietowani w prawach rządzących warszawską giełdą mogli oczekiwać na kontynuację piątkowych wzrostów. W ten sposób kolejny raz system naczyń połączonych, jakim jest światowy rynek kapitałowy, przypomniał o swoim istnieniu. Skutkiem tego była oczywiście przecena wielu spółek notowanych na GPW.
ZA OCEANEM inwestorzy nie wytrzymali napięcia związanego z informacjami na temat wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych, które potwierdziły wcześniejsze obawy w tej kwestii. Tym samym, w obawie przed możliwą, choć zdaniem analityków w najbliższym czasie mało prawdopodobną, podwyżką podstawowych stóp procentowych, akcjonariusze zaczęli się wyzbywać akcji. Najmocniej dotknęło to spółki z sektora high tech i banki inwestycyjne.
TAK WIĘC po weekendzie nerwowe nastroje przeniosły się i na rynek krajowy, gdzie ostro w dół poszła cena większości walorów. Najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest to, że przecena w drastyczny sposób dotknęła spółki o największej kapitalizacji skutkiem czego była ponad 3-proc. korekta indeksu WIG 20. Szczególnie dotyczyło to banków, na co wskazuje 2,2-proc. obniżka subindeksu WIG-Banki. Za to w miarę dobrze poradziły sobie ze spadkami spółki średnie, których indeks MIDWIG spadł „zaledwie” o 1,1 proc.
PEWIEN optymizm można jednak czerpać z poziomu obrotów, które nie odbiegając od piątkowych mogą sugerować, że wczorajsze załamanie nie przybrało jeszcze charakteru paniki. Zwłaszcza że dogrywka zakończyła się sporą nadwyżką popytu.
NAJMNIEJ szczęśliwe dla inwestorów okazały się akcje narodowych funduszy inwestycyjnych. Indeks tego rynku NIF, w porównaniu z ubiegłotygodniowym zamknięciem, obniżył się aż o 5,6 pkt.
JAK SIĘ MOŻNA było spodziewać, po piątkowych doniesieniach na temat bardzo prawdopodobnego przedłużenia giełdowego bytu Universalu, akcje „cesarza spekulacji” ponownie znalazły się w kręgu zainteresowań giełdowych graczy. Wczorajsze notowania fixingowe podbiły kurs walorów spółki do 59 groszy, co dało wzrost o 47,5 proc. Dzięki takiej aprecjacji, niektórzy inwestorzy będą mogli z twarzą wyjść z tej inwestycji, bo jakkolwiek by patrzeć to jest to jedynie przedłużenie agonii samej spółki, która, zdaniem większości analityków, od dawna jest już bankrutem. Ostatnie oświadczenie GPW ma więc na celu przede wszystkim zadbanie o interesy drobnych akcjonariuszy.
NA WCZORAJSZEJ sesji zniesiono także widełki kursowe w przypadku dębickiego Polifarbu. Jak się jednak okazało, wcześniejsze spekulacje najwidoczniej się już wyczerpały bądź też inwestorzy z rozmysłem powstrzymywali się od kupna tych papierów, przez co akcje tej spółki zanotowały jedynie 2,9-proc. wzrost.
W PONIEDZIAŁEK rynek doczekał się nowego wezwania. Tym razem wzywającym był amerykański koncern spożywczy Smithfield Foods, który po przekroczeniu progu 50 proc. głosów na WZA Animexu musiał zgodnie z prawem ogłosić jeszcze jedno wezwanie. Jego cena została ustalona na 8,9 zł, co jest średnią z ostatnich sześciu miesięcy. W piątek akcje Animexu kosztowały na GPW 8,35 zł. Wczoraj giełda zawiesiła obrót walorami spółki.