We francuskiej grupie energetycznej EDF ciśnienie rośnie. W minionym tygodniu koncern podpisał umowę w sprawie swojej najważniejszej inwestycji, czyli budowy dwóch bloków jądrowych w Hinkley Point na południu Wielkiej Brytanii. Na inwestycję potrzeba pieniędzy. Dlatego ciśnienie czuć także w Polsce.
Polski team na baczność
Do brytyjskiego projektu jądrowego, pierwszego w Europie od czasu katastrofy w japońskiej Fukushimie, EDF przystępuje z dwoma chińskimi partnerami: China General Nuclear Corp. i China National Nuclear Corp. Pierwotny plan zakładał, że EDF obejmie mniej niż połowę udziałów, dzięki czemu nie będzie musiał konsolidować gigantycznego długu związanego z inwestycją. Plan trzeba było jednak zmienić, m.in. z powodu kłopotów finansowych francuskiej Arevy, która miała być jednym z partnerów.
W efekcie EDF musi wziąć na siebie większość z 22 mld EUR, które trzeba wydać na bloki w Hinkley Point. To oznacza, że bez zaciskania pasa się nie obejdzie. Francuski dziennik ekonomiczny „Les Echos” donosi, że w związku z brytyjską inwestycją EDF zamierza do 2020 r. pozbyć się aktywów o wartości nawet 10 mld EUR. Których? EDF sygnalizuje jedynie, że w ramach „strategicznego przeglądu aktywów” zastanawia się m.in. nad przyszłością bloków produkujących energię z paliw kopalnych w Europie kontynentalnej. Polskich menedżerów EDF taka zapowiedź może stawiać na baczność.
Aktywa francuskiej grupy w Polsce są przecież głównie węglowe, co nie dziwi w polskim sektorze energetycznym, w 90 proc. opartym na węglu. EDF ma u nas elektrociepłownie w Krakowie, Gdańsku, Gdyni, Zielonej Górze, Toruniu i we Wrocławiu oraz elektrownię w Rybniku. Rocznie EDF zużywa w Polsce blisko 7 mln ton węgla i jest jednym z największych odbiorców tego surowca w kraju. Stara się jednak dywersyfikować. Niedawno spółka z grupy EDF przejęła od Katowickiego Holdingu Węglowego ciepłowniczy ZEC, wykorzystujący węgiel i gaz. EDF ma też w planachbudowę bloku gazowego w Toruniu.
Trudny moment na sprzedaż
„Les Echos” zilustrowało artykuł zdjęciem elektrowni EDF w Rybniku, opalanej węglem kamiennym. Czy będzie na sprzedaż? Polski EDF nie komentuje, a opinie ekspertów są rozbieżne.
— Wiemy, że EDF przegląda aktywa i analizuje każde z osobna — mówi jeden z warszawskich bankierów inwestycyjnych. Wątpi jednak, by EDF wystawił aktywa na sprzedaż. Przekonuje, że Francuzi rozumieją, że w „węglowej” Polsce warto nadal być w węglu, bo to sektor strategiczny i wspierany przez państwo.
Można jednak dyskutować, czy to słuszna diagnoza. PGE, największa grupa energetyczna, dokonała ostatnio odpisu na 8,8 mld zł w energetyce konwencjonalnej, idąc tym samym w ślady europejskich koncernów, Engie (dawny GDF) czy E.ON, które takie aktywa spisały do zera lub wydzieliły z grupy. Paweł Smoleń, były wiceprezes PGE, a dziś członek zarządu Erbudu, sceptycznie ocenia możliwość sprzedaży jakichkolwiek aktywów węglowych.
— To bardzo trudny moment, bo w prognozach dla tego sektora są same znaki zapytania — ceny energii, ceny uprawnień do emisji CO 2, kierunki polityki klimatycznej. Dlatego uważam, że jeśli tylko dany blok daje pozytywny cashflow, to lepiej go trzymać, niż sprzedawać — uważa Paweł Smoleń. Znalezienia nabywcy na węglowe aktywa nie wyklucza natomiast Paweł Puchalski, szef działu analiz w Domu Maklerskim BZ WBK.
— Upraszczając, można powiedzieć, że aktywa energetyczne oparte na węglu są dziś bardzo trudne do sprzedaży. Ważne są też jednak koszty — jeśli elektrownia jest zoptymalizowana kosztowo i generuje przepływy gotówkowe, to może być atrakcyjna — uważa Paweł Puchalski, szef działu analiz w Domu Maklerskim BZ WBK.
Za duży na wyjście
Eksperci zwracają też uwagę, że EDF — jak na inwestora zagranicznego — jest w Polsce duży. Ma 10-procentowy udział w rynku energii elektrycznej i 15-procentowy udział w rynku ciepła sieciowego w Polsce. Wyprzedza pod tym względem czeski CEZ, niemieckie RWE czy francuski Engie.
— Inne koncerny pewnie by wyjścia z Polski nawet nie zauważyły. EDF jest tu duży, dlatego jego wyjście jest mniej prawdopodobne — uważa jeden z ekspertów. © Ⓟ