To przełom w trwającym od sierpnia 2016 r. energetycznym konflikcie na linii Polska — Francja. Francuski koncern energetyczny EDF, który chce sprzedać elektrownię węglową w Rybniku oraz kilka elektrociepłowni, ustąpił — zrobił to, czego oczekiwało Ministerstwo Energii. Po pierwsze — zerwał umowy z czeskim EPH i australijskim IFM, a po drugie — dopuścił do stołu negocjacyjnego polskie firmy państwowe, czyli PGE, Eneę, Energę i PGNiG Termikę. Jest szansa, że sprawy potoczą się szybko. O ile z ceną pójdzie gładko.

Prezent po Gwiazdce
Według naszych źródeł, pisma anonsujące przełom zostały rozesłane już pod koniec grudnia. Wtedy EDF miał rozwiązać umowy z czeską firmą energetyczną EPH, której zamierzał sprzedać elektrownię Rybnik, oraz z australijskim funduszem IFM, który miał być nabywcą elektrociepłowni. Nasze źródła wskazują, że wtedy też strona polska została poinformowana o gotowości EDF, by usiąść do negocjacji z polskimi oferentami. Ze strony polskiej usłyszeliśmy wczoraj potwierdzenie — narodowe konsorcjum zostało dopuszczone do rozmów. Sprawa wyszła na jaw dopiero wczoraj, bo komunikat giełdowy o rozwiązaniu umowy opublikowała Kogeneracja, spółka należąca do EDF, a notowana na giełdzie, więc podlegająca surowym obowiązkom informacyjnym. Krok EDF to przełom, bo dotychczas strona polska i francuska trwały okopane na swoich pozycjach, a konflikt nabierał temperatury. W połowie grudnia Krzysztof Tchórzewski, minister energii, skorzystał z prawa weta i zablokował podział polskiego biznesu EDF, co natomiast uniemożliwiło przekazanie poszczególnych aktywów nowym właścicielom. Francuzi odpowiedzieli wnioskiem o ponowne rozpatrzenie sprawy oraz pismem anonsującym możliwość międzynarodowego arbitrażu. Niedługo później złożyli broń.
Francuzi zachęcali, Polacy się spóźniali
Polsko-francuski konflikt o Rybnik i aktywa ciepłownicze ma początki jeszcze w 2015 r. Wtedy EDF, jedna z największych na świecie firm energetycznych, ogłosił, że potrzebuje pieniędzy na budowę elektrowni atomowej Hinkley Point w Wielkiej Brytanii, a poza tym chce odejść od aktywów bazujących na paliwach kopalnych. Proces sprzedaży polskich aktywów rozpoczął się na początku 2016 r. Przedstawiciele EDF od razu zaanonsowali swój zamiar Ministerstwu Energii i państwowymi firmom. Te nie złożyły oferty. EDF porozumiał się więc z czeską firmą EPH i australijskim funduszem IFM. Dopiero wtedy polskie konsorcjum PGE, Enei, Energi i PGNiG Termiki przedstawiło własną propozycję, która — jako spóźniona — nie została dopuszczona do procesu.
Rusza due diligence
— Obie strony wyrażają dobrą wolę i dążą do transakcji, która będzie dla wszystkich korzystna. Francuzom zależy na zakończeniu sprzedaży do połowy roku, a im szybciej, tym lepiej — mówi nam rozmówca zbliżony do kręgów francuskich. Czas jest dla nich cenny z kilku powodów. Po pierwsze — ich globalna strategia zakłada wyjście z aktywów węglowych. Po drugie — potrzebują pieniędzy na sfinansowanie gigantycznej inwestycji atomowej w Wielkiej Brytanii (projekt Hinkley Point). Wreszcie po trzecie — we Francji rozkręca się kampania związana z wyborami prezydenckimi. EDF, jako firma państwowa, woli nie dostarczać tematów do debaty. Wedle naszych informatorów, polskie firmy zaczną due diligence, czyli badanie aktywów EDF, już w najbliższych dniach. Z polskiej strony słychać też, że liderem negocjacji będzie PGE, największa polska firma energetyczna.
Będzie rabat?
Wszystkich będą interesować negocjacje cenowe. Polskie firmy przystępują do nich z pozycji siły, wspierane przez ministerstwo, które właśnie skutecznie przyparło EDF do ściany. EDF ma trudniej, ale też ma argumenty. Dostał przecież od EPH i IFM oferty czysto rynkowe, których łączna wartość przekracza 1 mld zł. Dobry
obyczaj nakazuje, by były punktem odniesienia. — EDF zainwestował w Rybnik i elektrociepłownie aż 3 mld zł — słychać ze strony francuskich doradców. — Dzięki taryfom miał zysk i mógł ściągać dywidendę — odpowiada strona polska. Z wcześniejszych anonsów wynikało, że PGE, Enea, Energa i PGNiG Termika złożą się po równo, a wsparcia może im udzielić państwowy fundusz PFR. Wczoraj usłyszeliśmy, że nadal jest zainteresowany i może wyłożyć od 400 do 800 mln zł.
PG Silesia ma problem
O ile porozumienie EDF z polskim konsorcjum wydaje się prawdopodobne, o tyle mgliście wyglądają polskie perspektywy firm, które EDF musiał odprawić z kwitkiem. Czeski EPH ma w Polsce kopalnię PG Silesia, wydobywającą węgiel kamienny. Kilka lat temu kupił ją jako nieczynny zakład, zainwestował 1 mld zł i uruchomił produkcję. Dziś produkuje grubo ponad 1 mln ton węgla rocznie i zatrudnia ok. 1,5 tys. pracowników. Na upaństwowionym rynku górniczym PG Silesia wiedzie się jednak źle, bo państwowa energetyka woli kupować od państwowych kopalni, które są na skraju upadłości. Przejęcie Rybnika miało dać PG Silesia zbyt na węgiel. Co teraz? Czesi sygnalizują, że nie będą wiecznie czekać na zyski, i myślą nad strategią. Australijski fundusz IFM, który w Polsce jest wspólnikiem Veolii (numeru jeden w sprzedaży ciepła), deklarował jeszcze w grudniu, że jest otwarty na wszelkie rozmowy. Może się czuć zniechęcony do kolejnych projektów.
EDF się nie żegna
Nawet jeśli Francuzi sprzedadzą elektrownię Rybnik i firmy ciepłownicze, nie będzie to oznaczało ich wyjścia z Polski. Nadal będą prowadzić działalność w energetyce odnawialnej (mają wiatraki), zachowują też udziały w ZEC Katowice, czyli ciepłowniczej firmie wykorzystującej m.in. metan z pokładów węgla. Wiążą też nadzieje z polskim programem atomowym, który ostatnio nabrał rozpędu. EDF jest przecież właścicielem Arevy, która oferuje technologię nuklearną. — EDF nadal zamierza prowadzić w Polsce działalność — twierdzi źródło zbliżone do Francuzów.