EI CHCE KUPOWAĆ AKCJE NA GIEŁDZIE
Enterprise Investors przygotowuje się do ogłoszenia kolejnego wezwania
NIE UNIKAMY GPW: Jeden człowiek nocą na dworze mówi: jak tu strasznie, a inny ocenia: jaki piękny wieczór. Podobnie jest z inwestowaniem na giełdzie — twierdzi Jacek Siwicki, jeden z szefów EI. fot. M. Pstrągowska
Enterprise Investors jest pierwszym inwestorem finansowym na polskim rynku, który ogłosił wezwanie do zakupu akcji giełdowej spółki. W 2000 roku zamierza przeprowadzić kolejne takie projekty.
EI, jako pierwszy inwestor finansowy, zdecydował się wykorzystać dekoniunkturę giełdową. Po pierwszym wezwaniu na akcje Huty Szkła Krosno fundusz planuje kolejne inwestycje w spółki publiczne.
— W przyszłym roku chcielibyśmy przeprowadzić jedną transakcję. Teraz przyglądamy się dwóm, trzem spółkom. Po spadku koniunktury na giełdzie zaczęliśmy analizować możliwości inwestowania w spółki publiczne. Zdecydowaliśmy się na Hutę Szkła Krosno. Z 22 proc. akcji jesteśmy tam drugim dużym inwestorem. Mam nadzieję, że wspólnie z pozostałymi akcjonariuszami przygotujemy nową strategię dla tej fabryki — tłumaczy Jacek Siwicki, wiceprezes EI.
Giełdowe przesunięcia
Fundusz chce dokupować kolejne pakiety akcji w publicznych spółkach z własnego portfela.
— Wybieramy niedowartościowane firmy, których potencjał wzrostu nie został doceniony przez giełdę, takie jak np. Polfa Kutno czy Sanok. Będziemy je rozwijać przez rok, dwa, aż ich wartość znacznie wzrośnie. Mamy w portfelu około 35 spółek na różnym etapie zaawansowania inwestycji. To trochę tak jak w sklepie: trzeba mieć różnorodny towar dla różnych klientów — mówi Jacek Siwicki.
Zdaniem Michała Rusieckiego, wiceprezesa EI, warto stawiać na spółki o średniej kapitalizacji. Fundusz nie zamierza w najbliższym czasie wychodzić z Kutna, Sanoka, Kętów, Baumy czy Elektrobudowy.
— Możemy poczekać nawet dwa lata — twierdzi wiceprezes Rusiecki.
Zarabiamy jak wszyscy
Coraz mniej pracy ma Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości, największy z trzech funduszy, którymi zarządza EI. Jego rola ogranicza się do zarządzania portfelem i przekazywania środków Fundacji Wolności, która przejęła kompetencje funduszu. Fundacja będzie inwestować w niekomercyjne dziedziny życia, np. edukację.
— Przez pewien czas ciążyła na nas opinia instytucji, która przede wszystkim ma pomagać w rozwoju przedsiębiorczości i organizowaniu miejsc pracy. Tymczasem my zarabiamy pieniądze dla naszych inwestorów — uważa Jacek Siwicki.
Fundusze EI mają jeszcze do zainwestowania około 50 mln USD. Firma zastanawia się nad 10-15 nowymi projektami. Są wśród nich m.in. firmy informatyczne. Kilka ma duże szanse na realizację. Żeby zainwestować we wszystkie wybrane firmy, EI zamierza w przyszłym roku utworzyć kolejny fundusz. Będzie on dysponował 300 mln USD
— Wiosną zaangażowanie kapitału obecnego funduszu przekroczy 75 proc. Otworzy się droga do uruchomienia następnej instytucji finansowej. 20-25 proc. uzyskanych środków chcielibyśmy zainwestować w innych krajach Europy Środkowej. Na razie domykamy, wart 14 mln USD, pierwszy projekt w Rumunii — opowiada Jacek Siwicki.
Dogonić czas
Jacek Siwicki przyznaje, że fundusz nie wykorzystał okazji do inwestowania w spółki z branży telekomunikacyjnej. Stara się jednak nadrobić te zaległości.
— Szukamy w tym segmencie niszowych inwestycji, w których nie będziemy konkurować z inwestorami branżowymi. Interesuje nas np. segment szeroko pojętej ochrony zdrowia — tłumaczy Michał Rusiecki.
Na przełomie roku należy się spodziewać wyjścia z kilku inwestycji. Fundusz znowu spróbuje sprzedać wydawnictwo Wiedzę i Życie.