Eko Export powstał jak Feniks z popiołów

  • Emil Górecki
15-04-2012, 10:55

Wschód to surowiec, Zachód — odbiorcy. A w środku spółka z Bielska-Białej, która dwie strony łączy i na tym zarabia

To, jak wygląda produkowana przez Eko Export mikrosfera, wie niewiele osób, bo to biznes niszowy. Towar powstaje z pyłów po spalaniu węgla kamiennego, które wytrącają się po wyrzuceniu popiołów do specjalnych jezior, głównie wokół wschodnioeuropejskich elektrowni. Wygląda trochę jak cement albo zaprawa gipsowa. Biznes, jaki robi spółka rodziny Bokunów i Dziedziców, to przerzucanie mikrosfery ze Wschodu na Zachód. Surowca w bród jest w Kazachstanie, na dalekiej Syberii, w Mołdawii i na Ukrainie, czyli tam, gdzie są duże zasoby taniego węgla kamiennego i energetyka oparta na jego spalaniu. Mikrosferę trzeba zebrać z powierzchni osadników, oczyścić i przetransportować do Bielska-Białej, gdzie jest suszona, sortowana, mieszana i pakowana. Jej odbiorcy to wielkie koncerny motoryzacyjne, wydobywcze i chemiczne z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych.

Bokun Zbigniew (fot. PulsBiznesu_Lucjusz Cykarski)
Zobacz więcej

Bokun Zbigniew (fot. PulsBiznesu_Lucjusz Cykarski)

— Używają ją jako komponentu do opon, wykładzin i tapicerek samochodowych, bo jest wytrzymała i trudnopalna. Płyty z wypełniaczem z mikrosfery służą do wykańczania wysokich budynków. Ponieważ nie topi się do temperatury 1,6 tys. stopni C, to odlewnie wykonują z niej formy do produkcji np. skrzyni biegów. Jest pięć razy lżejsza od piasku i ma doskonałe właściwości uszczelniające, dlatego stosuje się ją do izolowania rur przy wydobyciu ropy naftowej. Zastosowań jest znacznie więcej — wymienia Zbigniew Bokun, założyciel Eko Exportu.

Wiatr z Zachodu

Eko Export to ukoronowanie jego działalności biznesowej. Zaczynał w firmach polonijnych. Pierwszą był Konsuprod, który w Bielsku-Białej zatrudniał 1,2 tys. osób i zajmował się tym, na co akurat było zapotrzebowanie: raz produkował materiały budowlane, raz szył odzież z tyveku, który jest rodzajem sztucznego papieru, innym razem organizował turnieje tenisowe dla zachodniego dystrybutora sprzętu sportowego, którego przedstawicielem był Wojciech Fibak. Razem ze Zbigniewem Bokunem w Konsuprodzie pracowali także Mariusz Walter i Jan Wejchert. Potem ich drogi się rozeszły: powstało ITI, a w głowach późniejszych medialnych tuzów rodziła się telewizja. Zbigniew Bokun poszedł pracować w kolejnej firmie Polonusów — Labo. We wczesnych latach 80. kupił od Głównego Instytutu Górnictwa kilkanaście rozwiązań technologicznych opracowanych przez naukowców. Potem rozstał się z partnerami Labo, zabierając ze sobą te rozwiązania. To one dały podwaliny pod Eko Export, któremu właśnie stuka dekada.

— Dziesięć lat temu rodzina chciała mnie wysłać na emeryturę, jednak uparłem się, że trzeba wrócić do tych pomysłów. Zaczęliśmy produkcję mikrosfery. Na pierwszą linię technologiczną potrzebowaliśmy pół miliona złotych. W 2009 r. weszliśmy po nie na NewConnect, półtora roku później na główny parkiet — mówi Zbigniew Bokun.

W akcjonariacie są dziś m.in. PZU Asset Management, PKO BP i kilka funduszy inwestycyjnych. Zainteresowanie tak niszową spółką nadal rośnie, jednak na razie emisji nie będzie (Eko Export ma gotówkę na inwestycje), a rodzina własnych akcji sprzedawać nie zamierza (najwyżej wykorzysta je na przejęcia). Prezesem Eko Exportu i udziałowcem jest Jacek Dziedzic, zięć założyciela. Szefem nadzoru i kolejnym ze współwłaścicieli jest syn — Igor Bokun. Początkowo był sceptyczny wobec rozmachu pomysłów ojca. Jednak dwa lata po debiucie Eko Exportu, idąc śladem ojca, wprowadził na mały parkiet własną spółkę Wind Mobile.

Sprzedadzą tyle, ile chcą

W zeszłym roku przez bielską halę Eko Exportu przewaliło się 10 tys. ton surowca. W świat poszło 8 tys. ton gotowych mieszanek mikrosfery: grubość i skład chemiczny wedle życzenia klienta. Każdy półtonowy worek ma swój kod kreskowy, po którym łatwo zidentyfikować parametry zawartości, skład i czas, kiedy została przygotowana. W razie niezgodności łatwo też znaleźć pracownika, który nawalił.

— Ile surowca przerobimy w tym roku? Możemy ocenić naszą zdolność produkcyjną i oszacować wielkości dostaw, ale musimy jeszcze przekalkulować, ile chcemy sprzedać — mówi Jacek Dziedzic.

Machiavelli z Bielska-Białej

Tabliczka na drzwiach gabinetu Zbigniewa Bokuna informuje, że interesant będzie miał do czynienia z dyrektorem rozwoju. Założyciel — jak sam twierdzi — nie zna się na giełdowych wskaźnikach, nie skończył studiów (choć przez dziesięć lat pojawiał się na zajęciach na Wydziale Inżynierii Sanitarnej Politechniki Śląskiej, gdzie zresztą studiował z Mariuszem Walterem). Nie bierze do rąk dokumentów dłuższych niż jedna strona. Nie pracuje dla pieniędzy: potrzebuje ich tylko na wino i paliwo. Gdyby jednak giełdowe spółki miały w zwyczaju zatrudniać strategów, to właśnie taka funkcja najlepiej opisywałaby jego rolę w Eko Exporcie.

— Pracujemy z tak silnymi koncernami, że na ich miejscu dawno bym to małe Eko Export połknął. One mają do dyspozycji olbrzymie pieniądze, ale ludzie, którzy dla nich pracują, nie potrafią myśleć nieszablonowo. Nam się udaje, dlatego liczą się z nami naprawdę wielkie korporacje — mówi Zbigniew Bokun.

Które? To tajemnica. Dość, że przyjeżdżają i wzdychają, że nie widzieli bardziej nowoczesnej fabryki na świecie. W zeszłym roku odbiorców było dziesięciu. Kolejka chętnych jednak rośnie. W marcu w Bielsku-Białej pojawiła się szwedzka firma surowcowa, która od drugiego półrocza chce kupować mikrosferę bez pośredników, w kwietniu — amerykańskakorporacja z branży wydobywczej ropy naftowej, która do tej pory kupowała mikrosferę gorszej jakości, a teraz chce lepszą i naturalnie droższą.

Surowiec pod kluczem

Przejmowanie dostępu do surowca na Wschodzie to także pomysł Zbigniewa Bokuna. Eko Export jako odbiorca jest narażony na podwyżki cen mimo braku ekonomicznego uzasadnienia. Lepiej złoża kontrolować. Dlatego Jacek Dziedzic przejął pakiet kontrolny dwóch spółek wydobywczych w Kazachstanie. Eko Export szykuje się też do przejmowania gigantycznych złóż na Syberii metodą „krzyżową” — przez wymianę udziałów w firmach, co ma ich właścicielowi zrekompensować brak podwyżek cen sprzedawanego surowca. Złoża należą do rosyjskiego oligarchy. O jego decyzję łatwo nie jest. W dotarciu do jego ucha pomagają zadowoleni kontrahenci z Zachodu. Trwają też rozmowy o przejęciu na Ukrainie. Im więcej złóż kontroluje polska spółka, tym mniejszy dostęp do nich ma konkurencja.

— Nie powinienem mówić, że nasza konkurencja jest słaba. W małym światku mikrosfery jesteśmy bardzo rozpoznawalni. Jesteśmy jednym z największych i najnowocześniejszych zakładów w Europie. Jednak po piętach mogą nam zacząć deptać Chińczycy czy firemki, które również zajmują się wydobyciem, ale w sposób bardzo archaiczny — mówi Jacek Dziedzic.

W 2010 r. światowy rynek mikrosfer ceramicznych, którymi zajmuje się Eko Export, był wart 757 mln USD. Według szacunków, do 2015 r. będzie rocznie rósł o 13,2 proc.

Tygrysie skoki

W sukces Eko Exportu, którym kieruje Jacek Dziedzic, nie wierzył nawet wprowadzający go na giełdę Wrocławski Dom Maklerski. Jednak kurs akcji spółki od sierpnia 2011 r. nieprzerwanie rośnie, choć giełdowa pogoda temu nie sprzyja. Inwestorzy pozytywnie oceniają starania zarządu, by z niewielkiego podmiotu z pomysłami zrobić europejskiego gracza, który z jednej strony kontroluje dostawy surowca, a z drugiej — przyzwyczaja światowe koncerny do swojego towaru. Eko Export to chyba jedyny giełdowy podmiot na świecie, którego głównym biznesem jest mikrosfera. Jego przychody i zyski mają co roku rosnąć o 70-80 proc. W 2015 r. przychody mają przekroczyć 200 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Eko Export powstał jak Feniks z popiołów