Eksperci oceniający założenia budżetu na 2004 r. uznali je za zbyt optymistyczne. Ich zdaniem mało realne jest osiągnięcie 5-proc. dynamiki PKB. Nie wierzą także w wykorzystanie części rezerwy rewaluacyjnej.
Ekonomistów recenzujących założenia do przyszłorocznego budżetu zaniepokoiły zbyt optymistyczne szacunki wzrostu PKB. Grzegorza Kołodki niczego nie nauczyły doświadczenia z 2003 r., gdy już po trzech miesiącach musiał weryfikować swój optymizm.
— Założenia makroekonomiczne do budżetu są równie nierealistyczne, jak te, z bieżącego roku. Rząd stanął przed niemal nierozwiązywalnym zadaniem skonstruowania budżetu, przy założonym niskim deficycie budżetowym i bez istotnych zmian w wydatkach — ocenia Janusz Lewandowski z Platformy Obywatelskiej.
Podobnego zdania jest Jeremi Mordasewicz z PKPP, który zauważa, iż założenia rządu do budżetu nie zawierają mechanizmów, pozwalających na pobudzenie gospodarki do poziomu 5 proc. wzrostu PKB na dłużej niż na rok lub dwa.
Szef doradców ekonomicznych prezydenta Witold Orłowski uważa, że niezłym wynikiem jest 33-mld deficyt budżetowy. Jednak nie wierzy w rzeczywiste utrzymanie finansów publicznych w ryzach. Podobnie myśli poprzedni minister finansów, Marek Belka.
— Jeżeli wydatki obejmują naszą składkę do budżetu unijnego, to oznacza to znaczące obniżenie wydatków w stosunku do roku bieżącego. Za ich zmniejszeniem będą musiały pójść zmiany legislacyjne i cięcia budżetowe. Przyszłoroczny budżet będzie więc bardzo restrykcyjny - ostrzegł Marek Belka.
Bohdana Wyżnikiewicza, wiceprezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową zaniepokoiło, że w założeniach zapisano wykorzystanie rezerwy rewaluacyjnej.
— Jeżeli budżet nie pozyska pieniędzy z tego źródła, to deficyt będzie większy. Jeżeli NBP sprzeciwi się wykorzystaniu rezerwy, rząd będzie musiał szukać tych 9 mld zł. Jest to być może zapowiedź konfrontacji między NBP a rządem — ostrzegł Bohdan Wyżnikiewicz.
Poza założeniami do przyszłorocznego budżetu rząd zajmował się wczoraj programem naprawy finansów publicznych autorstwa Grzegorza Kołodki. Gdy w nocy zamykaliśmy to wydanie „PB”, trwało jeszcze posiedzenie rządu. Premier Leszek Miller musiał podjąć ostateczną decyzję i wybrać wreszcie jeden program oraz postawić na jednego koordynatora polityki gospodarczej rządu.
W trakcie referowania założeń budżetu 2004 r. minister finansów tryskał optymizmem.
— Ci, którzy liczyliby na ostre pojedynki słowne, czy ostre zachowania, byliby rozczarowani. Możecie już teraz Państwo napisać, że program został przyjęty — zapewniał wieczorem Grzegorz Kołodko.