Ekskapitan Kulczyka wdział korki

opublikowano: 10-01-2014, 00:00

Legia wyleczy Dariusza Mioduskiego czy na odwrót? Pewne jest, że transfer od Kulczyka na Łazienkowską będzie hitem sezonu

— Menedżer od Kulczyka właścicielem Legii? Szaleństwo! — komentuje jeden z biznesmenów, emocjonalnie zaangażowanych po stronie warszawskiej drużyny.

Zobacz więcej

WALCZAKI, MARZYCIELE, KOŁNIERZYKI: Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski wierzą, że im piłkarski poker się powiedzie. Kładą na stół nie tylko pieniądze, ale również nowy, waleczny charakter, przydatny i na boisku, i w biznesie. [FOT. MW]

A jednak. Dariusz Mioduski nabył 80 proc. udziałów klubu, Bogusław Leśnodorski kupił 20 proc. I wspólnie, jak głosi komunikat ITI, przejęli zadłużenie spółki. Jakiej wysokości? To tajemnica, wiadomo, że ITI wpompowało w klub około 200 mln zł i teraz kończy restrukturyzację holdingowego portfela. Przy takich kwotach ruch Dariusza Mioduskiego emanuje odwagą i śmiałością, szczególnie w zestawieniu z panteonem polskich inwestorów, którzy choć gryźli trawę, to polegli z ekonomią i realiami ekstraklasowych klepisk.

Kwadratura Realu

Dariusz Mioduski, absolwent Harvardu rodem z Bydgoszczy, emocje w warszawskim klubie lokuje od co najmniej kilku lat. Teraz wkłada tam też niemały kapitał, jaki gromadził, pracując nie tylko w prestiżowych kancelariach w USA. Przez ostatnich 7 lat zarządzał Kulczyk Investments (KI) i z tej racji był też jednym z najlepiej opłacanych menedżerów w Polsce. Do tego miał warte krocie udziały w KI — tam od stycznia nie jest już kapitanem. Z pewnością nie opuścił statku Jana Kulczyka bez sowitej premii.

— Moją siłą jest myślenie strategiczne, negocjacje, strukturyzacja dużych, międzynarodowych projektów. Podobnie jak Jana Kulczyka, pociągają mnie projekty realizowane z rozmachem — mówił Dariusz Mioduski w rozmowie z „PB” pod koniec 2012 r. Teraz zapowiada, że choć nie porzucił zamaszystego stylu działania, to nie marzy mu się drugi Real Madryt. Zna przecież kwadraturę polskiej piłki.

— Nie myślę o Legii w kategoriach typowej inwestycji. To jest piłka, to jest sport, tu nie szuka się tylko zysku, ale m.in. realizuje marzenia, ambicje — zaznacza nowy właściciel i deklaruje, że nie zamierza zadłużać klubu pod spektakularne transfery.

Optyka księgowych

Małymi łyżeczkami, przez 3-5 lat „wojskowi” mają zbliżać się do Ligi Mistrzów, czyli finansowego raju. Mioduski zapowiada gromadzenie wokół Legii prężnych sponsorów, ale przede wszystkim zmianę mentalnościową i jakościową w zarządzaniu spółką. Czyli to, co obiecuje każdy nowy prezes i właściciel. Ale nie każdy jest uważany za jednego z najlepszych menedżerów rodem z Polski.

Według informacji „PB”, pełne menedżerskich talentów ITI już pozbyło się złudzeń, że kiedykolwiek odzyska większość pieniędzy włożonych w klub. Na Łazienkowskiej zapewne jednak długo jeszcze czuć będzie ducha poprzedniej epoki spod znaku ITI, które swego czasu wyciągnęło rękę do tonącego w długach klubu. A potem wyciągało kolejne walizki pieniędzy.

— Nie można patrzeć na tę inwestycję tylko z perspektywy strat, zapisów księgowych. Kupno Legii miało jeszcze inną optykę, wpisującą się w strategię ITI. Popatrzmy, co zrobiliśmy dla sportu, dla lokalnej społeczności. Wciąż emocjonalnie pozostajemy związani z klubem — tłumaczy Aldona Wejchert, udziałowiec ITI. Według informacji „PB”, Legia gra w biznesie coraz efektywniej.

Wliczając kwoty z transferów, w 2013 r. przychody Legii pierwszy raz w historii dobiły do 100 mln zł, a klub nie wykazał strat na poziomie EBITDA. Zdaniem biznesmenów kibiców, nowi właściciele najpopularniejszego klubu sportowego w Polsce z pewnością mają technikę i ciąg na bramkę. Czy starczy im sił na kopaninę w szarej rzeczywistości polskiego futbolu?

Serce i rozum

— Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski to absolutni fanatycy klubu i piłki, ale także w biznesie pokazali, że znają się na rzeczy. Ważne jest to, że obaj widzą spółkę od wewnątrz, Leśnodorski jako prezes odnosi w Legii sukcesy. Obaj mają ambicje na poziomie Ligi Mistrzów. Ja typuję sukcesy w Lidze Europejskiej w przyszłym sezonie — ocenia Marian Owerko, prezes Bakallandu, który przecież w cuglach wygrał ligę typerów „PB” z okazji EURO 2012.

Zmiany, zmiany

Zdaniem Józefa Wojciechowskiego, właściciela JW Construction, którego kilkuletni romans z Polonią Warszawa kosztował grube miliony, Legia może wejść na stałe na ścieżkę zysku. Jednak by była to zbilansowana inwestycja, a nie wydatek z porywu serca, musi zostać spełnionych kilka warunków. — Jeśli będzie tylko jeden klub w Warszawie z dobrym stadionem na korzystnych warunkach plus dobry trener to będą też wyniki, także finansowe. Te zagwarantują rozgrywki grupowe Ligi Mistrzów — uważa Józef Wojciechowski. I puentuje: — Ja na coś takiego bym się nie porwał, jestem wyleczony z piłki.

Nowe rozdanie w polskiej piłce nie ogranicza się jedynie do Warszawy. Wczoraj władze Wrocławia poinformowały, że większościowy pakiet akcji piłkarskiego Śląska Wrocław przejmie trzech udziałowców. Po klub opuszczony przez Zygmunta Solorza sięgnęli Hasco-Lek (farmaceutyki), Inter-System (budowlanka) i wrocławski biznesmen Rafał Holanowski.

Do Korony Kielce wraca natomiast Krzysztof Klicki, właściciel Kolportera. Po okresie restrukturyzacji swoich biznesów Klicki wyłożył kilka milionów złotych na wsparcie klubu. Tym razem jednak nie objął w nim udziałów, ale zadowolił się sponsoringiem. Kibice z Gdańska liczą zaś na nowe otwarcie w miejscowej Lechii. Z klubu wycofał się biznesmen Andrzej Kuchar, a w jego miejsce pojawiła się oferta inwestorów z Europy Zachodniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu