Ekspert PAN: "Z GPW powinna zniknąć co trzecia spółka"

DI, gazeta.pl
opublikowano: 03-02-2009, 20:08

Polska Giełda powinna się skupić na jakości, a nie ilości - mówi dr Lesław Pietrewicz z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Niektóre decyzje GPW porównuje do działań talibów.

W rozmowie z portalem Gazeta.pl Piertewicz, który jest także inwestorem giełdowym, ostro krytykuje władze GPW. Uważa, że sposób działania polegający na tym, żeby wpuszczać na giełdę jak największą ilość spółek jest zwyczajnie szkodliwy. Powołuje się przy tym na casus koncernu ENEA. Debiut spółki na GPW na jesieni 2008 r. w sytuacji, kiedy oczywiste było, że inwestorzy mniejszościowi stracą na zakupie jej akcji, było - w jego ocenie - działaniem na szkodę rynku.

 Naukowiec źle ocenia intencje jakimi kierują się spółki wchodzące na warszawską giełdę. Twierdzi, że co prawda giełda daje – jak to reklamują władze GPW – dostęp do kapitału, ale rozwiniętych giełdach na parkiet wchodzą spółki, które już zainwestowały w swój rozwój i mogą się czymś pochwalić, a nie takie, które dopiero by chciały czegoś dokonać - tak jak to jest u nas.

 Pietrewicz szacuje, że z GPW powinna zniknąć co najmniej 1/3 spółek. Sugeruje by GPW skupiła się na jakości, a nie ilości. Podpiera to twierdzenie przykładem Biotonu.

 - To spółka wchodząca w skład najbardziej prestiżowego indeksu - WIG20, a moim zdaniem zachowuje się jak mikrospółka, która w ogóle nie musi się przejmować zdaniem mniejszościowych akcjonariuszy. Używa każdej możliwości, żeby jak najwięcej informacji zachować dla siebie – ocenia Pietrewicz.

 Wskazuje również na problem zbyt małej liczby analityków. Według zachodnich standardów każda z naszych największych spółek z WIG20 powinna mieć przynajmniej 15 analityków (z biur maklerskich, banków itp.). Każdą średnią spółkę powinno śledzić co najmniej 10. Powinni być tym zainteresowani przede wszystkim duzi inwestorzy, ale ich interesuje przede wszystkim wysoka stopa zwrotu. Drobni inwestorzy nie mając obiektywnych ocen, nie mają na podstawie czego podejmować racjonalnych decyzji.

 Kolejnym problemem jest jakość rad nadzorczych polskich spółek. Zazwyczaj dbają one o interes dominującego akcjonariusza, a nie przedsiębiorstwa jako całości.

 - To akurat nic nadzwyczajnego - tak bywa na całym świecie. Co nas odróżnia? Na rozwiniętych rynkach pracę ludzi zasiadających w RN często oceniają niezależne firmy audytorskie. U nas rady nadzorcze oceniają się same. No to wiadomo jak się oceniają – zgryźliwie dodaje Pietrewicz.

 Z grona obecnych na GPW spółek naukowiec pozytywnie ocenia firmy ze stajni Michała Sołowowa i HTL Strefa.

 Ekonomista nie jest też zadowolony z prac Komisji Nadzoru Finansowego. Uważa przy tym, że sposoby manipulacji kursem akcji na giełdzie daleko wybiegają poza możliwości ścigania przez KNF. Zazwyczaj Komisja nie może nic na to poradzić.

 Piertewicz jako całkowicie niepotrzebny organ uważa Radę Edukacji i Ładu Informacyjnego, za którą tak mocno opowiada się Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

 - (…) skojarzyło mi się to z rządami talibów w Afganistanie, którzy powołali Departament Wspierania Cnoty i Walki z Występkiem. Rada nie ma faktycznego wpływu na nic. Moim zdaniem ten twór nie powinien powstać, a jak już powstał, to powinien po cichu zniknąć – drwi Pietrewicz.

Pietrewicz uważa też, że nie ma praktycznie żadnych szans na likwidację fixingu. Problem „fixingów cudów” uważa za przereklamowany.

 -  Tego typu rzeczy w różnej skali zdarzają się na wszystkich rynkach. Tak naprawdę - mimo, że to bardzo medialne - dla ogromnej większości inwestorów, posiadających przynajmniej kilkutygodniowy horyzont inwestycyjny, ma marginalne znaczenie. Ten problem naprawdę jest przeceniany – podsumowuje Pietrewicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, gazeta.pl

Polecane