Eksporterzy nie doceniają szans w byłym ZSRR

Lesław Kretowicz
28-05-2002, 00:00

Od kilku tygodni najważniejszym w Polsce problemem jest silny złoty i jego negatywne konsekwencje dla eksportu. Tymczasem, jak mówią eksperci, złoty będzie mocny, więc należy szukać innej drogi. Wiedzie ona na Wschód.

W krytyce polityki banku centralnego i jej wpływu na kondycję polskiej gospodarki zapomina się o innych możliwościach wyjścia z sytuacji. Tymczasem tuż obok naszego kraju leży rynek o ogromnym i jeszcze nie wykorzystanym potencjale — kraje byłego Związku Radzieckiego.

Związek Radziecki był największym odbiorcą polskich wyrobów do początku lat 90., później, w wyniku przemian politycznych i gospodarczych, stracił wiodąca rolę. W drugiej połowie ubiegłej dekady znów pojawił się sentyment polskich przedsiębiorców do Wschodu i odbiorcy z krajów powstałych po rozpadzie ZSRR stanowili bardzo ważny rynek zbytu dla małych i średnich firm. To dawało zarobek i miejsca pracy ogromnej rzeszy ludzi. Niestety, w wyniku kryzysu w Rosji w 1998 r., rynek wschodni przestał być atrakcyjny dla rodzimych producentów. Nastąpił zwrot w kierunku rynków zachodnich. Jednak obecnie firmy zaczynają odczuwać kłopoty — silny złoty powoduje pogarszanie się kondycji polskich eksporterów.

Z ostatnich danych GUS wynika, że eksport do krajów byłego Związku Radzieckiego systematycznie rośnie. Jednak Rosja zajmuje obecnie dopiero 8. miejsce wśród odbiorców polskich wyrobów. Analitycy i przedsiębiorcy coraz wyraźniej dostrzegają korzyści wynikające z powrotu na tamtejszy rynek. Jego wielkość i ogromny potencjał gwarantują długoletni zbyt, a niewielkie, w stosunku do krajów rozwiniętych, wymagania, pozwalają na konkurowanie z zachodnimi gigantami.

Jednak to się zmienia i chcąc zdobyć oraz ugruntować swoje pozycje, polskie firmy muszą oferować coraz lepsze usługi i produkty. Liczy się także czas, a konkurencja nie śpi.

Zdaniem ekonomistów i eksporterów, ekspansja na rynki wschodnie nie jest możliwa bez wsparcia polskiego rządu. Producenci oczekują preferencyjnych kredytów, gwarancji i niedrogiego systemu ubezpieczeń. Parasol ochronny państwa zminimalizowałby ryzyko inwestycyjne. Taki parasol mają państwa zachodnie, co w połączenie z innymi preferencjami daje im uprzywilejowaną pozycję.

Niezbędna jest także pomoc państwa w promocji polskich wyrobów na tamtejszym rynku. Eksporterów po prostu na to nie stać.

— Eksporterzy z dużą nieufnością spoglądają na Wschód, istnieją mity o korupcji czy mafii. Obawiają się także preferowanych przez tamtą stronę rozliczeń barterowych. Polski rząd powinien bardzo mocno promować nasz kraj w tym rejonie. Eksporterzy nie poradzą sobie sami w konkurencji z zachodnimi firmami — uważa Marek Zuber, ekonomista BPH PBK.

— Rozwój technologiczny większości polskich przedsiębiorstw jest wystarczający na potrzeby rynku wschodniego. Obecnie jest jeszcze czas, by ponownie zaistnieć i ugruntować swoje pozycje na Wschodzie. Polskie firmy mają stare kontakty, doświadczenie i znają potrzeby tamtejszego klienta. To nasza główna przewaga nad zachodnią konkurencją — dodaje Richard Mbewe, główny ekonomista WGI.

Potrzebna pomoc

Jan Grzesik

Mostostal Export

- Rosjanie nie traktują wydarzeń z 1998 r. jako kryzysu, lecz jako uporządkowanie gospodarki. Firmy, które wówczas straciły rynek, mają teraz duże kłopoty z powrotem. A przedsiębiorstwa z krajów wysoko rozwiniętych mają wsparcie ze strony swoich rządów, tymczasem Polska nadal nie podpisała umowy międzynarodowej o ochronie inwestycji, czyli nie ma parasola, jaki nad swoimi firmami rozkładają państwa zachodnie. Z tym wiąże się kolejny problem, czyli niemożność współfinansowania inwestycji, która często decyduje o zdobyciu kontraktu.

Andrzej

Majchrzak

ZM Sokołów

- Rynek wschodni jest dla nas priorytetowy, jednak wiele musi się zmienić, aby nasza pozycja była tak silna, jak przed kryzysem w 1998 r. Wówczas nasz eksport do Rosji stanowił 30 proc., w 2001 r. natomiast było to niecałe 6 proc. Podstawowym problemem jest konkurencyjność i opłacalność. Kraje zachodnie już dawno zauważyły, jak wielki jest rynek krajów postradzieckich i w bardzo dużym stopniu ułatwiają swoim producentom funkcjonowanie na tym terenie. Poza normalnymi w UE dopłatami do produkcji rolnej dodatkowo otrzymują oni ogromny pakiet pomocowy w postaci preferencyjnych kredytów, ubezpieczeń itp. Zmienia się także mentalność tamtejszych konsumentów, rosną ich wymagania. Także z tego powodu coraz trudniej powrócić na tamten rynek.

Tomasz

Gajdziński

ZPC Mieszko

- Jak każda firma ponieśliśmy straty w wyniku kryzysu rosyjskiego, ale obecnie systematycznie odbudowujemy swoją pozycję. To trudne, gdyż nastąpiły zmiany w modelu dystrybucji oraz wzrosły wymagania tamtejszego klienta. Z drugiej strony to rynek zmienny i ryzykowny, więc firmy chcące tam konkurować muszą być bardzo elastyczne. To szansa dla mniejszych producentów. Oczywiście ubezpieczamy swoje kontrakty na rynku wschodnim. Wschód to ogromny rynek, na którym jest jeszcze bardzo wiele miejsca do zagospodarowania i każda pomoc byłaby mile widziana, ale nie oczekuję jej ze strony rządu czy różnego typu agencji, musimy radzić sobie sami.

Katarzyna Janczukowicz

KUKE

- Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych oferuje dużą gamę ubezpieczeń dla polskich eksporterów. Jednak nie wszyscy rozumieją potrzebę ubezpieczania swoich kontraktów, co na rynku wschodnim jest bardzo istotne. Wychodzą z założenia, że ich nic złego nie spotka i dopiero po szkodzie zwracają się do naszej firmy. Nie jest także prawdą, że polisy są bardzo drogie, ceny systematycznie spadają, np. w kwietniu koszty ubezpieczeń dla rynku rosyjskiego zostały obniżone o 30 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Lesław Kretowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Eksporterzy nie doceniają szans w byłym ZSRR