Tym razem sporym rozczarowaniem okazały się wyniki polskiego handlu zagranicznego. Po pierwsze, dynamika roczna eksportu spadła w sierpniu 2014 r. z 6,2 do -1,8 proc. i jest na najniższym poziomie przynajmniej od początku 2012 r., od kiedy dostępne są porównywalne dane (jeśli zlekceważyć zmiany metodologii, to największy spadek od października 2009 r.). Słaby eksport to przede wszystkim skutek wyhamowania popytu z Niemiec, gdzie w ostatnich tygodniach dane również mocno rozczarowywały (Niemcy zawdzięczały problemy przede wszystkim osłabieniu popytu w Chinach). Po drugie, mocno osłabł import — dynamika roczna spadła z 4,8 do -1,1 proc., do poziomu najniższego od 10 miesięcy. To pokazuje, że również rynek krajowy doznaje osłabienia. To zaskakujące, bo dane o bezrobociu z ostatnich miesięcy sugerowały, że sytuacja na rynku pracy się poprawia i konsumpcja — główny element popytu krajowego — powinna się nasilać.

Bez obaw, zaraz przyspieszymy
PIOTR BUJAK, ekonomista PKO BP:
Spadek eksportu nie może cieszyć, ale pamiętajmy o dwóch kwestiach. Po pierwsze, to są dane za sierpień, a więc obrazujące dość odległą przeszłość. Od tego czasu prawdopodobnie sytuacja nieco się poprawiła. Po drugie, sierpień był wyjątkowo złym miesiącem, bo nastąpił silny jednorazowy spadek produkcji aut i mieliśmy wysyp bardzo złych danych z Niemiec, które — jak się wydaje — również miały charakter jednorazowy. Nie należy więc przesadnie niepokoić się ostatnim spadkiem polskiego eksportu. W kolejnych miesiącach dynamika powinna wrócić powyżej zera. Nie można wprawdzie oczekiwać, że eksport będzie silnym motorem rozwoju gospodarczego w Polsce, ale nie powinien być tak ciężką kulą u nogi, jak pokazują sierpniowe dane.