Ekstraklasa chce podwoić stawkę

Spółka zarządzająca najwyższą ligą piłkarską po pozyskaniu nowego sponsora szykuje się do przetargu na prawa telewizyjne. Tanio nie będzie

Piłkarze polskich klubów w lipcu rozpoczęli przygodę z europejskimi pucharami w takim stylu, że już wkrótce będą mogli skupić się na rozgrywkach krajowych. Ekstraklasa, która wystartowała 20 lipca, ma jednak powody do świętowania. W ubiegłym tygodniu w asyście premiera Mateusza Morawieckiego celebrowała pozyskanie nowego „partnera głównego”, którym został PKO BP. Dla klubów oznacza to powiększenie puli pieniędzy od sponsorów, wśród których w ubiegłym sezonie prym wiódł — jako sponsor tytularny — Totalizator Sportowy.

Piłka w grze:
Zobacz więcej

Piłka w grze:

Około 90 proc. wpływów Ekstraklasy, której prezesem od ubiegłego roku jest Marcin Animucki, pochodzi ze sprzedaży praw medialnych, przede wszystkim do transmisji meczów na antenach płatnej telewizji. Kontrakty wygasają po sezonie, a spółka i kluby oczekują, że na nowych zarobią dużo więcej.

— Trójstronne porozumienie z Totalizatorem Sportowym i PKO BP oraz współpraca z tymi spółkami to bardzo dobra wiadomość dla Ekstraklasy i klubów. W rozpoczynającym się sezonie wpływy z umów sponsorskich i partnerskich będą dwukrotnie wyższe niż rok wcześniej, na jeden klub z tego tytułu przypadną prawie 2 mln zł — mówi Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy.

Przetargowa karuzela

Przychody ze sponsoringu i umów partnerskich to tylko mały wycinek finansowego tortu Ekstraklasy. Najważniejsze są pieniądze, które nadawcy płacą za transmisje meczów. Obowiązujące od 2015 r. umowy wygasają po tym sezonie, a zarządzająca rozgrywkami spółka szykuje się do nowych przetargów.

— W grę wchodzą dwa scenariusze. Możemy, jak poprzednio, rozpisać przetargi na czteroletnie prawa do pokazywania rozgrywek, skrótów meczów itp. Rozważamy też sprzedaż praw na dwa lata, a potem rozpisanie kolejnego przetargu, tym razem już na cztery lata. Ten drugi scenariusz jest o tyle korzystniejszy, że wiedzielibyśmy dokładnie, co sprzedajemy — na mocy obowiązujących umów mamy pewność, że co najmniej do końca sezonu 2020/2021 Ekstraklasa będzie działała w obecnej formule i w sezonie rozgrywanych będzie 296 spotkań — mówi Marcin Animucki.

Niepewność, według prezesa Ekstraklasy, wynika z tego, że nieznany jest terminarz rozgrywek międzynarodowych po 2021 r., obejmujący Ligę Mistrzów, Ligę Europy oraz Ligę Narodów. Bardzo duży wpływ mają mieć też startujące w listopadzie 2022 r. Mistrzostwa Świata w Katarze.

— Do podpisania mamy także wciąż umowę z PZPN na zarządzanie rozgrywkami od sezonu 2021/2022 — mówi Marcin Animucki.

O dwa lata dłużej niż kontrakty z nadawcami obowiązuje też Ekstraklasę umowa z agencją MP & Silva, która doradza przy sprzedaży praw krajowych i zarządza prawami międzynarodowymi. Przy okazji poprzedniego przetargu agencja zagwarantowała Ekstraklasie minimalne wpływy w wysokości 1 mld zł w ciągu sześciu lat, a wszystkim, co udało się wynegocjować powyżej tego progu, dzieli się ze spółką. Tego, jak współpraca z agencją miałaby układać się w zależności od formuły przetargu, prezes nie ujawnia.

— Decyzja w sprawie tego, który scenariusz będzie realizowany, zapadnie w ciągu kilku tygodni. Jeśli zdecydujemy się na formułę 2+4, to do końca roku zrealizujemy pierwszy etap, a 12-18 miesięcy później kolejny — mówi Marcin Animucki.

Wiadomo już, że do wzięcia będzie więcej pakietów niż wcześniej. Najcenniejsze są prawa do pokazywania wszystkich meczów w kanałach płatnych, które obecnie należą do platformy nc+. Należąca do francuskiej grupy Vivendi platforma bez wątpienia będzie zainteresowana ich utrzymaniem, ale do walki z nią na pewno stanie grupa Zygmunta Solorza, która w tym roku powiększyła się o kanały sportowe Eleven. Miliarder w rozmowie z „PB” powiedział, że zmienił ostatnio podejście do trasmisji sportowych.

— Myślę, że nie warto o nie walczyć tak, jak dawniej, warto natomiast się podzielić: tak, by widzowie mogli oglądać sport wszędzie, a nadawcy wspólnie ponosili koszty — uważa Zygmunt Solorz.

W gronie zainteresowanych są też Eurosport i TVP.

— Poprzednio sprzedawaliśmy sześć pakietów, teraz będzie ich około dziesięciu. Chcemy rozszerzyć ofertę m.in. o krótkie klipy wideo z najciekawszymi akcjami, które będzie można np. pokazywać niemal od razu w aplikacji mobilnej. Myślimy też o formule rozgrywek e-sportowych, w tej sprawie będziemy musieli jednak wypracować formułę z EA Sports, właścicielem gry „FIFA” — mówi Marcin Animucki.

Wyższe oczekiwania

Potencjalnie największą rewolucję na rynku może wywołać nowy pakiet dla szeroko dostępnego kanału otwartego.

— Rozważamy zaoferowanie takiego pakietu w dużo szerszej formule niż dotychczas — mogłoby chodzić na przykład o jeden mecz w każdej kolejce — mówi Marcin Animucki.

Prezes Ekstraklasy spodziewa się, że ze sprzedaży praw w nowym rozdaniu spółka uzyska znacznie więcej pieniędzy niż poprzednio.

— Chcemy wskoczyć do pierwszej dziesiątki lig europejskich, pod tym względem doganiając Belgię i Holandię. Ostatnie przetargi w innych krajach, np. w Niemczech, pokazały, że nadawcy są gotowi niemal podwoić kwotę płaconą klubom. Kwota uzyskiwana przez Ekstraklasę ze sprzedaży praw telewizyjnych w tym roku zbliży się do 160 mln zł. Uważam, że już za kilka sezonów możemy zrównać się z krajami Beneluksu osiągając poziom 80-90 mln EUR, a może nawet przekroczyć 100 mln EUR rocznie — mówi Marcin Animucki.

Ekstraklasa ma też w planach inwestycje.

— Nasza spółka Ekstraklasa Live Park, która zajmuje się produkcją sygnału telewizyjnego, kupuje wóz transmisyjny 4K. Od przyszłego sezonu chcemy co najmniej 90 meczów pokazywać w tej technologii. Inwestujemy też w rozwój dobrze ocenianej aplikacji mobilnej Ekstraklasy. Toczy się również dyskusja nad modyfikacją zasad podziału pieniędzy między kluby. Obecnie 12 mln zł rocznie przekazujemy na szkolenie młodzieży — i te pieniądze trafiają do wszystkich klubów po równo. Wypracowujemy aktualnie program, na mocy którego więcej pieniędzy trafiałoby do drużyn, które faktycznie wystawiają w pierwszych składach młodych zawodników — mówi Marcin Animucki.

OKIEM EKSPERTA

Będzie popyt na Ekstraklasę

MICHAŁ GRADZIK, partner zarządzający w agencji Sponsoring Insight

Na nowy przetarg na prawa telewizyjne do Ekstraklasy trzeba patrzeć w kontekście europejskim. Ceny takich praw na całym kontynencie systematycznie i znacząco drożeją, a w przypadku Niemiec czy Anglii wzrost jest wręcz skokowy. Tego samego można się spodziewać w Polsce. Podstawowy powód jest prosty: przy rosnącej konkurencji ze strony serwisów VOD, takich jak Netflix czy Showmax, a w przyszłości zapewne Amazon Prime, nadawcy telewizyjni nie są w stanie zbudować przewagi na nielinearnym kontencie, czyli na czymś, co można równie dobrze obejrzeć w opcji „na żądanie”. Przewagę budują transmisje sportowe na żywo, które stają się bardzo łakomym kąskiem. W dodatku polski rynek się konsoliduje, Polsat umacnia pozycję, a TVP coraz mocniej interesuje się sportem i była zadowolona z wyników oglądalności oraz wpływów reklamowych podczas piłkarskich mistrzostw świata. To wszystko sprawia, że popyt na prawa telewizyjne do Ekstraklasy i walka konkurencyjna o nie mogą być znacznie większe niż w poprzednich latach, a wizja skokowego wzrostu przychodów ligi z tego tytułu jest realna.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Ekstraklasa chce podwoić stawkę