Elektrim radzi sobie na polu publikatorów

Tomasz Siemieniec
opublikowano: 1999-06-30 00:00

Elektrim radzi sobie na polu publikatorów

Wszystko wskazuje na to, że po tym, jak za sterami Elektrimu zasiadła Barbara Lundberg, polski konglomerat o wiele sprawniej porusza się na polu public relations. Nie oznacza to wcale, że poprzednicy prezes Lundberg w ogóle nie zwracali uwagi na ten bardzo pomocny w kierowaniu firmą element. Jest jednak kilka przykładów, które dobitnie świadczą o tym, że w ciągu ostatnich dwóch, trzech miesięcy Elektrim wiele zyskał na sprawnym manipulowaniu mediami i opinią publiczną, choć oficjalnie wcale tego przecież nie robił.

NAJBARDZIEJ JASKRAWYM przykładem takiej polityki polskiego holdingu giełdowego jest kampania rozpoczęta pod koniec marca 1999 roku pod hasłem: Elektrim tworzy największą grupę niezależnych operatorów w Polsce. Plany konsolidacji rynku lokalnych operatorów telekomunikacyjnych Elektrim ogłosił 30 marca 1999 r. Dzień później wszystkie dzienniki ogólnopolskie informowały, że giełdowy holding wyrósł na gracza numer dwa (po Telekomunikacji Polskiej) na rodzimym rynku telekomunikacyjnym. Część dziennikarzy zaczęła już spekulować, że Elektrim zatruje życie nawet narodowemu operatorowi.

TYLKO bardzo nieliczni analitycy odważyli się powątpiewać w szczerość intencji szefów giełdowego holdingu. Przypuszczali wówczas, że Elektrim — podpisując listy intencyjne w sprawie zakupu 100 proc. akcji PTO i Pilickiej Telefonii — chce tylko upozorować swoje zaangażowanie na rynku telekomunikacyjnym. „Sektor telekomunikacyjny cieszy się dużym zainteresowaniem. Jeśli spółka stworzy wrażenie, że jest dominującym graczem na rynku, to szanse korzystnego sprzedania obligacji czy nowych akcji zdecydowanie wzrosną” — powiedział nam 30 marca analityk polskiego banku.

NIE ROZWIĄZANA pozostawała ponadto kwestia licencji warszawskiej. Informacje o konsolidacji rynku pod egidą Elektrimu miały przekonać władze resortu łączności o wiarygodności tej firmy. I Elektrim osiągnął zamierzony cel. Przekonał media i inwestorów, że stworzy największą w Polsce grupę operatorów telekomunikacyjnych. Dziś wszystko wskazuje na to, że nic takiego się nie wydarzy. Bez PTO (Elektrim oficjalnie wycofał się z planów zakupu tej firmy) i niewykluczone, że również bez Pilickiej Telefonii (także ta akwizycja jest niepewna) grupa Elektrimu może ewentualnie pretendować do pozycji numer trzy na rynku lokalnych operatorów (pod względem zasobności w koncesje).

INNY PRZYKŁAD zgrabnej kampanii informacyjnej miał miejsce przy okazji publikacji raportu rocznego Elektrimu. Firma miała ogłosić wyniki finansowe za ubiegły rok 21 maja 1999 r. Nie zrobiła tego, tłumacząc, że audytor nie wywiązał się z terminu. Sprawozdanie finansowe Elektrimu zostało upublicznione 27 maja wieczorem. Dane finansowe były fatalne: ponad 300 mln zł straty netto. Giełda nie zdążyła jednak zareagować na te informacje, bo następnego dnia rano Elektrim ogłosił, że ma dwóch dużych nabywców na własne obligacje (Eastbridge i Acciona zadeklarowały objęcie 60 proc. całej emisji tych papierów). Rynek momentalnie zapomniał o słabych wynikach spółki. Mówiło się już wyłącznie o sukcesie emisji obligacji.

NIE MA POWODU, by oskarżać Elektrim o cokolwiek. Wręcz odwrotnie — trzeba docenić sprawną politykę public relations prowadzoną przez tę spółkę w ostatnich miesiącach. Profesjonaliści od PR i odpowiednie działy zachodnich koncernów przez lata wyszkolili się w tzw. crisis management. Ich zadaniem jest — w razie kłopotów w firmie — skierowanie uwagi mediów i opinii publicznej na zupełnie inne tory. W Polsce taka działalność dopiero raczkuje. Tym większe pochwały należą się władzom Elektrimu. A to, że odwracanie kota ogonem jest może nie do końca etyczne, to już zupełnie inna sprawa.