Elektrim: Vivendi stawia warunki
NWZA Elektrimu miało bardzo burzliwy przebieg. Po siedmiu godzinach obrad, gęsto przeplatanych długimi przerwami, akcjonariusze wybrali jedynie dwóch z dziewięciu członków nowej rady. W chwili zamknięcia wydania gazety nie wiadomo było, czy w ogóle uzupełnią jej skład. W trakcie obrad propozycję podziału spółki przedstawił obecny zarząd, który najpóźniej 30 czerwca zostanie uszczuplony o Barbarę Lundberg.
Jeszcze przed rozpoczęciem obrad Barbara Lundberg zapowiedziała, że do 30 czerwca — z powodów osobistych — zamierza zrezygnować z posady szefa spółki. Potwierdziła w ten sposób informacje, które jako pierwszy — 20 kwietnia — ujawnił „PB”. Również przed rozpoczęciem obrad Elektrim poinformował, że podpisał z Krakowską Fabryką Kabli umowę sprzedaży 70,5 proc. akcji Elektrimu Kable za co najmniej 100 mln USD (397 mln zł). I zaczęło się.
Huśtawka nastrojów
Obawy związane z ewentualnymi kłopotami przy wyborze przewodniczącego obrad czy też komisji skrutacyjnej okazały się zupełnie nieuzasadnione. Te dwie uchwały przeszły bez większych kłopotów. Było już zatem jasne, że zgromadzenie się odbędzie.
Pierwszy poważny kryzys na wczorajszym NWZA nastąpił podczas głosowania nad ustaleniem liczebności nowej rady nadzorczej spółki. Akcjonariusze byli bardzo blisko przegłosowania składu ośmioosobowego. Wymagane było 38 mln głosów, a do przyjęcia takiej uchwały zabrakło zaledwie około 1 mln głosów. W następnej kolejności odrzucone zostały projekty uchwał dotyczące powołania sześcioosobowej i pięcioosobowej rady. W tej sytuacji przewodniczący zarządził przerwę, aby dać czas na ustalenie kompromisu w tej sprawie. Według naszych informacji, obecny zarząd forsował wybór dziewięcioosobowej rady, a część zachodnich funduszy inwestycyjnych — ośmioosobowej. Po wznowieniu obrad zgromadzenia okazało się, że wygrał wariant promowany przez zarząd. Jasne stało się zatem, że do wyboru jednego przedstawiciela RN należy stworzyć grupę dysponującą 11,1 proc. głosów, czyli nieco ponad 5,270 mln akcji. Takim potencjałem w pojedynkę dysponowali jedynie Vivendi wraz z kilkoma stowarzyszonymi funduszami (12,6 mln akcji) oraz grupa funduszy pod szyldem Templeton — Franklin (7 mln akcji).
Szybka prezentacja
Przed wyborami ogłoszono jednak kolejną przerwę, tym razem na zawiązanie grup do wyboru rady nadzorczej. Akcjonariusze udali się do pięciu oddzielnych salek, a w ruch poszły kalkulatory. Runął bowiem misternie tkany plan, układany z myślą o ośmioosobowej radzie nadzorczej. Arytmetyka jest okrutna i wiele wskazywało na to, że akcjonariusze nie zdołają podzielić się na dziewięć równych grup.
Korzystając z kolejnej przerwy w obradach, zarząd Elektrimu zaprezentował propozycję polubownego rozwiązania sporu między akcjonariuszami,
— Chcemy, by doszło do porozumienia między Vivendi a Deutsche Telekom. Możliwy wówczas byłby podział spółki na część energetyczną i telekomunikacyjną, a w przyszłym roku PTC będzie mogło zadebiutować na warszawskim parkiecie — powiedział Jacek Walczykowski, wiceprezes Elektrimu.
Do decyzji o podziale mogłoby już w takim wariancie dojść 27 września, na następnym walnym zgromadzeniu. Wiceprezes zaznaczył, że Elektrim nie jest uprzedzony do żadnej ze stron sporu, a czynnikiem decydującym w rozmowach z Francuzami i Niemcami są kwestie finansowe.
— Wartość PTC wzrośnie w ciągu roku z 6 do 8 mld USD. Spółka potrzebuje jednak dofinansowania na wdrożenie UMTS. Dlatego konieczne jest podniesienie kapitału akcyjnego — tłumaczy prawdopodobną strategię Jacek Walczykowski.
Podniesienie kapitału odbyłoby się poprzez wniesienie przez Elektrim wszystkich operatorów stacjonarnych do PTC. Vivendi i Deutsche Telekom musiałyby natomiast wyłożyć dodatkowe środki finansowe.
Tylko dwóch
Obrady zostały wznowione o 16.30 i od razu okazało się, że akcjonariusze spółki zdołali utworzyć tylko dwie grupy w ramach procedury głosowania grupami do rady nadzorczej. Jedną stanowi Chemia Polska razem z InterElektrą Holding i Międzynarodową Korporacją Gwarancyjną. Druga to przedstawiciele PZU (PZU SA, PZU Życie, OFE PZU) razem z kilkoma funduszami emerytalnymi: Bankowy OFE, OFE NN i AIG OFE. Obie dysponowały głosami wystarczającymi do wyboru jednego członka rady. I tak się stało. Grupa skupiona wokół PZU wybrała Aleksandra Kotłowskiego, a grupa skupiona wokół Chemii Polskiej Ludwika Klinkosza i w tym momencie ogłoszono kolejną przerwę w obradach.
Największym zaskoczeniem do tego momentu był fakt, że z możliwości powołania grup zrezygnowało Vivendi. Nieoficjalnie wiadomo było, że 9-osobowa rada nadzorcza nie jest na rękę Francuzom. Optowali oni raczej za radą 5-osobową, bo tylko przy takiej liczebności mogliby zdominować ten organ, a taki był ich cel. Francuzi próbowali jeszcze ratować sytuację namawiając fundusze emerytalne do stworzenia silnej grupy, ale te wybrały współpracę z PZU. Po 17. zaczęły się jednak spekulacje, że Vivendi zablokuje wybór pozostałych siedmiu członków rady.
— Wybrani przedstawiciele PZU i Chemii Polskiej są stronnikami Francuzów. Walczą oni jednak o kontrolę nad radą, a więc chcą mieć pięć osób, a na tyle nie starczy im głosów. Żaden inny scenariusz z kolei ich nie interesuje, dlatego jeśli nie ustąpią im przedstawiciele zagranicznych funduszy zablokują wybór pozostałych siedmiu członków i spowodują zerwanie walnego. Fundusze natomiast dążą, aby w radzie były reprezentowane przez pięciu członków łącznie z przewodniczącym. Powstał zatem klasyczny pat — zapewniał o 17.30 nasz rozmówca.
Co więcej na sali powstał spór prawny, czy do wyboru każdego z siedmiu brakujących członków potrzeba 51 proc. czy 75 proc. głosów. W momencie zamknięcia wydania gazety problem nie został rozwiązany. Istniało natomiast realne ryzyko, że z pełnionej funkcji zrezygnuje Gabriel Wujek, przewodniczący obrad.
O 18.45 fundusze zagraniczne przedstawiły pięciu kandydatów na do nowej rady. Byli nimi: Jerzy Tobolewski, Jacek Krawiec, Waldemar Siwak, Andrzej Choroszczuk oraz Mariusz Dąbkowski.
Następnie z sali padł wniosek o przerwanie walnego i wznowienie go dopiero 29 maja.