Telefon pokazujący, gdzie są korki, ostrzegający o patrolach i pozwalający płacić za parkowanie. Samochód automatycznie wzywający pomoc na miejsce wypadku. Urządzenie w aucie, pozwalające rozliczać się z fiskusem z przejazdów służbowych i prywatnych... Rośnie liczba rozwiązań dla kierowców, którzy cenią wygodę, bezpieczeństwo i nowoczesne gadżety.

Dla Kowalskiego…
Do końca 2020 r. na świecie będzie 370 mln pojazdów wyposażonych w systemy connected cars, czyli łączące pokładowe komputery ze sprzętem i aplikacjami mobilnymi — szacują analitycy IHS Automotive.
— Za większość trzeba płacić. Nie tylko za zamówienie konkretnego rozwiązania podczas konfigurowania samochodu. Dla niektórych funkcji w grę wchodzi abonament — informuje Marcin Kawka, menedżer sprzedaży w Gannet Guard Systems.
Przykładem może być dostępna w BMW usługa Concierge Service — całodobowa infolinia, dzięki której kierowca może korzystać m.in. z pomocy w odnalezieniu miejsca docelowego i w planowaniu podróży, rezerwacji noclegu, poznać repertuar kin, zamówić bilet. Uzyska też informacje o wymaganych w jakimś kraju szczepieniach, wynikach sportowych, pogodzie.
Za pierwsze trzy lata zapłaci za to 1092-1268 zł. Szczególnie popularne są rozwiązania nawigacyjne ostrzegające o kontrolach policji i pozwalające płacić za parkowanie. Niektóre są darmowe, jak Mapy Google, ale wielu kierowców woli płacić za prowadzenie do celu.
— Jeśli nawigacja znacznie przewyższa rozwiązania darmowe, np. jakością proponowanych tras, które omijają korki, aktualnością informacji o fotoradarach i kontrolach drogowych czy po prostu dokładniejszymi mapami, to klienci zechcą za nią zapłacić — twierdzi Adam Bąkowski, prezes Navi-Expert. Dodaje, że producenci, którzy doskonalą swoje rozwiązania i mają efektywną dystrybucję, nie muszą się obawiać braku klientów. Pokazuje dane za 2014 r., które dowodzą, że rynek płatnych nawigacji w Polsce jest na fali wznoszącej.
— Dla mojej spółki rok 2014 był najlepszy w historii — odnotowaliśmy ponad 30-procentowy wzrost przychodów. To m.in. dzięki bezpłatnej aplikacji Rysiek, pełniącej funkcję ostrzegacza, która przynosi nam znaczące zyski z reklam — zdradza szef NaviExpert.
Zdaniem Marka Krygiera, menedżera marki nawigacyjnej Becker na Europę Wschodnią, dochodowe są też tradycyjnenawigacje, określane mianem PND (Personal Navigation Device). — Nie wszyscy chcą korzystać ze smartfona do nawigacji, szczególnie podczas wyjazdów za granicę. W Polsce powodzeniem cieszy się tańszy sprzęt, ale rośnie zainteresowanie produktami z wyższej półki. Wybieramy nawigacje za około 90 euro, gdy średnia w Niemczech to 150 euro — opowiada Marek Krygier.
Podkreśla też, że kiedyś zarabiano na mapach, a dziś częściej na usługach, do których mapy się wykorzystuje, np. na geolokalizowanych reklamach albo systemach ostrzegających o drogowych incydentach lub kontrolach prędkości.
… i klientów flotowych
Firmy upodobały sobie usługi telematyczne, które pozwalają sprawniej zarządzać flotami. Monitoring zapewnia m.in. stałą kontrolę pozycji i przebiegu pojazdów wraz z określeniem miejsc i czasu postojów. Pozwala stwierdzić, jak długo wóz pracuje, gdzie jeździ i do jakich celów jest wykorzystywany — prywatnych czy służbowych. Umożliwia także nadzór nad terminowością usług, dostaw, serwisów i zużycia paliwa.
— System monitoringu to klucz do wzrostu przychodów wynikający z optymalizacji działań i wydatków. Ma to znaczenie w uzyskiwaniu przewagi konkurencyjnej. Za to właśnie klienci biznesowi są skłonni płacić — wyjaśnia Kamil Jakacki, dyrektor sprzedaży na Europę Środkową i Wschodnią w firmie Cartrack. Monitoring wykorzystujący sygnały GPS i radiowe doskonale nadaje się też do namierzania skradzionych aut, maszyn budowlanych i rolniczych.
— Coraz więcej towarzystw asekuracyjnych zaleca stosowanie takiego rozwiązania. Klient, który z nich korzysta, może dostać zniżkę na ubezpieczenie komunikacyjne — podkreśla Marcin Kawka, menedżer sprzedaży w Gannet Guard Systems. Opłacalne może być połączenie systemów lokalizacyjnych z technologiami inteligentnego domu i miasta.
Jarosław Królewski, dyrektor zarządzający HG Intelligence, uważa, że kalkulowanie składki ubezpieczenia na podstawie stylu jazdy i analizy ryzyka to początek. Informacje z pokładowych komputerów trafiają do serwerów instytucji kontrolujących ruch i służą do rozładowywania korków i zwiększania bezpieczeństwa na drogach.
— Wraz z rozwojem internetu rzeczy i smart cities dane na temat jazdy zasilą także inteligentne systemy wnioskujące np. o nastroju lub planach kierowcy. Zanim pojawi się on w swoim inteligentnym domu, system włączy odpowiednie oświetlenie, muzykę, a nawet zacznie przygotowywać obiad — prognozuje Jarosław Królewski. Bo dla producentów elektroniki kierowcy to coraz ważniejsze źródło zysków.
