Globalna moda na tzw. elektronikę wearable, czyli ubieralną, wdarła się do Polski. Po kilku kwartałach ostrożnego przyglądania się inteligentnym zegarkom, okularom i opaskom Polacy ruszyli na zakupy. Ostatni kwartał jest czasem żniw. Dzięki Gwiazdce nasz rynek elektroniki ubieralnej zamknie rok z wynikiem ponad 100 tys. sprzedanych urządzeń, a jego wartość przekroczy 40 mln zł.
— Elektronika ubieralna sprzedaje się coraz lepiej, a czwarty kwartał był bardzo udany. Widać, że tego typu urządzenia mogą być idealnym prezentem gwiazdkowym. Dzięki temu sprzedamy w tym roku kilkadziesiąt tysięcy urządzeń — mówi Tomasz Nowak, pełnomocnik zarządu Actiona ds. rozwoju biznesu mobilnego.
W zdrowym ciele
Wzrost popularności elektroniki ubieralnej to efekt mody na zdrowy tryb życia wśród młodych ludzi, głównie z dużych miast. Choć symbolem tego segmentu rynku jest smartwatch, czyli zegarek, który umożliwia korzystanie ze smartfona bez wyciągania go z kieszeni, największy udział w sprzedaży elektroniki ubieralnej mają wszelkiego rodzaju opaski i zegarki, które umożliwiają śledzenie aktywności fizycznej. W 2013 r. należałado nich połowa rynku. Resztę dzielą urządzenia typu smartwatch oraz inteligentna galanteria, która nie wymaga połączenia z telefonem (np. okulary). Polski rynek elektroniki ubieralnej dopiero raczkuje. Mimo że oferta sklepów jest już szeroka, nadal polscy klienci nie mają dostępu do dużej części dostępnych w USA czy w Europie Zachodniej urządzeń. Kluczowa dla tego rynku platforma Android Wear nie obsługuje na razie języka polskiego.
— W listopadzie wprowadziliśmy nasz flagowy produkt wearable Asus ZenWatch na rynek amerykański. Na polską premierę będziemy musieli jednak poczekać. Urządzenie jest oparte na Android Wear i data jego wprowadzenia do Polski jest zależna od Google’a — mówi Szymon Winciorek z Asus Polska.
Nad Wisłę wkraczają kolejni producenci. W sklepach są dostępne urządzenia np.: Samsunga, Sony i Huawei. Tuż przed świętami LG wprowadziło na polski rynek smartwatcha (za pośrednictwem sieci Play). Kilka tygodni wcześniej ta sama firma rozpoczęła sprzedaż opaski dla dzieci Kinzon, która umożliwia ich lokalizację za pomocą smartfona.
— W przyszłym roku portfolio produktów wearable powiększy się jeszcze bardziej. Na rynku pojawią się nie tylko nowe modele, ale i producenci. Wiele firm dotychczas znanych z segmentu tabletów i smartfonów rozszerzy asortyment o takie urządzenia. Liczymy również, że poszerzy się oferta sprzętu z niższych kategorii cenowych, przeznaczonych dla młodzieży — uważa Filip Kałas, dyrektor dywizji mobile w Komputroniku.
Polak wykorzysta szansę
Szansy na rodzącym się rynku szukają także mniejsze firmy. W październiku do Polski trafiły inteligentne zegarki szwajcarskiej firmy MyKronoz. Miesiąc później na rynek wkroczyła pierwsza polska firma. Goclaver wypuścił własny „zegarek”. Chronos Eco można było kupić za 169 zł (to dwa razy taniej od najtańszych dostępnych na rynku e-zegarków) w sieci marketów Kaufland. Poznańska firma chciała powtórzyć manewr z rynku tabletów i trafić z nową kategorią sprzętu pod strzechy.
— Pierwsza dostawa Chronos Eco rozeszła się błyskawicznie. Polacy widzą już przydatność urządzeń wearable i chcą z nich korzystać — uważa Daniel Michalski z Goclavera. Spółka interesuje się tym rynkiem od dwóch lat, a nad pierwszymi smartwatchami rozpoczęła prace na początku 2013 r. W te ślady w połowie grudnia poszła Manta, która także rozpoczęła sprzedaż inteligentnego zegarka, choć jej szef sceptycznie podchodzi do nowego segmentu rynku.
— To, że w elektronice użytkowej dana kategoria jest nowa, nie oznacza, że do razu będzie na nią popyt. Polski rynek nie jest łatwy i należy do maksymalnie trzech globalnych marek, które ze względu m.in. na ogromne budżety marketingowe mają największy wpływ na klientów. Na razie nie wiążemy większej nadziei z urządzeniami związanymi z prowadzeniem aktywnego trybu życia — mówi Bogdan Wiciński, prezes Manty. Innego zdania są przedstawiciele polskich oddziałów globalnych producentów.
— Dla nas inteligentna galanteria staje się tak samo ważna jak smartfony. Na pewno będziemy obecni na tym rynku — podkreśla Agnieszka Jaśkiewicz, dyrektor marketingu w Sony Mobile Polska. Podobnie sądzi Szymon Winciorek z Asus Polska. Według niego, w 2015 r. sprzedaż elektroniki ubieralnej może sięgnąć nawet 900 tys. sztuk urządzeń. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, za dwanaście miesięcy rynek może być już wart ok. 350 mln zł.
Rynek elektroniki można podzielić na trzy kategorie. Każda z nich jest adresowana do innego klienta i sprzedawana w innym kanale. Największym segmentem jest tzw. Passive Wearable Electronics — mieszczą się tu wszelkiego rodzaju urządzenia do rejestrowania aktywności fizycznej. Część ekspertów nie zalicza ich do kategorii wearable ze względu na to, że są za mało „smart”. Drugą kategorią są Wearable Electronics. To serce nowego rynku — wszystkie inteligentne zegarki i urządzenia, które można zintegrować ze smartfonem. Kolejną są tzw. Autonomous Wearable Electronics. To wszystkie pozostałe urządzenia, które działają samodzielnie. Do tej kategorii zaliczają się m.in. inteligentne okulary, np. słynne Google Glass.