Elektrownie mogą napalić drewnem

Na drewno z wiatrołomów apetyt ma nie tylko branża drzewna, ale również… wielka energetyka. Decyzja w rękach Lasów Państwowych

Sprzedaż drewna z tegorocznych wiatrołomów idzie coraz gorzej. W ostatnich tygodniach Lasy Państwowe (LP) próbowały kilkakrotnie znaleźć na nie nabywców.

LEŚNY KATAKLIZM:
Zobacz więcej

LEŚNY KATAKLIZM:

Tegoroczne wichury wywołały największą klęskę w dotychczasowej historii Lasów Państwowych. To dla firmy wielki problem. Uprzątnięcie powalonych drzew będzie trwało miesiącami. DANIEL FRYMARK/ RADIO WEEKEND/FORUM

Na pierwszy ogień

Najpierw — o czym pisaliśmy już w połowie października — z zaoferowanych 1,664 mln m sześc. udało się sprzedać niespełna 400 tys. m sześc. (24 proc.), a w kolejnym podejściu już tylko 65 tys. m sześc. (5,1 proc.). W ostatnich tygodniach — jak wynika z naszych informacji — podjęto jeszcze dwie próby, z których jedna zakończyła się sprzedażą 10 tys. m sześc. (0,8 proc.) surowca, a kolejna raptem… 30 m sześc., czyli 0,0025 proc. zaoferowanego drewna.

— Podejmujemy kolejne próby, żeby sprzedać jak najwięcej. Drewno, które jeszcze nie znalazło nabywców, będzie nadal oferowane na aukcjach — deklaruje Anna Malinowska, rzeczniczka prasowa firmy.

Bogdan Czemko, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego (PIGPD), uważa, że nabywców nie ma, bo LP wystawiają drewno z wiatrołomów po cenach bliskich cenom pełnowartościowego surowca. Byłoby inaczej, gdyby jego cena była niższa. Lasy odpowiadają, że ceny są korygowane, ale nie można ich obniżać drastycznie.

— Są ciągłe naciski na nas z tego powodu, ale nie poddamy się takiej presji. To, że część drewna się jeszcze nie sprzedała, jest spowodowane tym, że rynek drewna jest nasycony m.in. z tego powodu, że w tym roku mieliśmy wysokie pozyskanie, a firmom drzewnym o tej porze roku kończą się kontrakty. Nie kupują więc surowca, na który nie będą mieli zbytu. Dlatego wystawienie drewna w tej chwili nawet za przysłowiową złotówkę nic nie da — uważa Anna Malinowska.

Zdaniem przedstawicieli przemysłu drzewnego, sposobem na to może być wydłużenie terminu zapłaty za drewno. Wtedy przedsiębiorstwa z pewnością podjęłyby ryzyko i zdecydowałyby się na zakup surowca. Tymczasem — jak argumentują — kolejne przetargi są organizowane właśnie po to, żeby wykazać, że rynek jest nasycony. To otworzyłoby drogę tego, aby tzw. poklęskowy surowiec sprzedać jako drewno energetyczne.

Gorący temat

O takim jego przeznaczeniu coraz częściej mówi się zresztą też w sektorze energetycznym. — To teraz gorący temat. Trwają dyskusje, scenariuszy jest wiele — potwierdza w rozmowie z „PB” przedstawiciel jednej z państwowych grup energetycznych. Z naszych informacji wynika, że zakupem drewna energetycznego, w dobrej cenie, interesuje się m.in. elektrownia Połaniec, należąca do państwowej grupy Enea. W 2013 r. poprzedni właściciel elektrowni, czyli francuski koncern Engie, uruchomił tam Zielony Blok, czyli blok biomasowy o mocy 205 MW.

Był to wówczas największy taki blok na świecie. Szybko się jednak okazało, że z dostępem do biomasy w dużych ilościach jest w Polsce problem. Blok pracował więc na niepełnych obrotach, a Engie rozważał nawet przebudowanie go na blok współspalający węgiel z biomasą. Dziś w Połańcu rządzi Enea i też potrzebuje surowców do spalania. Potrzebuje ich również dla swojej elektrociepłowni w Białymstoku.

Poza Eneą, jak ustaliliśmy, drewnem z wiatrołomów interesuje się PGE, która w Szczecinie ma blok na biomasę. Wśród zainteresowanych miałyby być też Tauron i Energa. — Koncepcja na pierwszy rzut oka wydaje się interesująca. Z naszego punktu widzenia istotne są jednak stałe i regularne dostawy drewna o określonych parametrach. Jednorazowy, nawet okazyjny zakup dużej partii surowca nie spełnia tych wymagań, a mógłby spowodować problemy związane ze składowaniem czy suszeniem — mówi Henryk Baranowski, prezes PGE.

— Sprawdzamy możliwości zastosowania drewna z wiatrołomów do produkcji energii w bloku biomasowym w Połańcu — potwierdza Paweł Antończyk, rzecznik Enei Połaniec. Tauron nie odpowiedział na nasze pytania, a Energa zaprzeczyła. — W grupie Energa nie ma spółek, które dysponowałyby technologią spalania i wytwarzania energii z drewna. W związku z tym nie jesteśmy w stanie odnieść się do pogłosek o sprzedaży surowca z wiatrołomów grupom energetycznym — mówi Adam Kasprzyk, rzecznik Energi.

W ogniu pytań

Nasi rozmówcy obawiają się, że kłopotem mogą być kwestie logistyczne i wynikająca z nich cena. Energetyka przyzwyczajona jest do kupowania biomasy wraz z dowozem „do bramy”, a Lasy — do sprzedawania drewna wraz z odbiorem. Energetyka nie pali się do organizowania sobie transportu, a nasi rozmówcy wyrażają obawę, czy cena drewna będzie w tej sytuacji atrakcyjna.

— Już kiedyś, gdy to było dozwolone, Lasy Państwowe sprzedawały drewno energetyce i nie było problemu z jego odbiorem u nas na miejscu. Co do ewentualnej sprzedaży drewna energetycznego, to miało to wyglądać tak, że najpierw wystawiamy ofertę negocjacji klastrom samorządowym, a jeśli drewno nie zostanie kupione, to będzie oferowane w ramach negocjacji przemysłowi — mówi nam Anna Malinowska.

Reprezentanci branży energetycznej przypominają też, że po spadku cen zielonych certyfikatów (to element systemu wsparcia dla zielonych źródeł) cena biomasy na rynku spadła. Pytanie, ile musiałoby kosztować drewno, by elektrownie chciały je kupować do spalenia. Na rynku mówi się, że LP byłyby gotowe sprzedawać je nawet po cenie pozyskania. To mogłoby oznaczać mniej niż 100 zł za 1 m sześc., podczas gdy cena dla przemysłu przewyższa obecnie 200 zł za 1 m sześc. Rzeczniczka LP uważa jednak, że póki nie ma definicji drewna energetycznego, dywagacje o jego cenie są bez sensu.

Słomiany ogień

Właśnie w kwestii definicji już kilka miesięcy temu miało się porozumieć kilka resortów. Choć początkowo wydawało się, że uda się to zrobić szybko, takiego porozumienia wciąż nie ma. W Ministerstwie Energii trwają prace nad nowelizacją ustawy o OZE, która będzie regulowała m.in. kwestie związane z drewnem energetycznym. Z naszych informacji wynika, że obecny plan zakłada uznanie drewna, którego trzy razy nie udało się sprzedać w aukcji, za drewno energetyczne. Słychać też, że międzyresortowa dyskusja na temat jest gorąca, zwłaszcza pomiędzy Ministerstwem Energii i Ministerstwem Rozwoju.

Resort rozwoju ujmuje się podobno za przemysłem meblarskim i domaga się szczegółowych zasad, najlepiej ujętych w rozporządzeniach, segregowania drewna na mniej i bardziej zniszczone („zasinione”). Natomiast ME uważa ten pomysł za zbyt skomplikowany, blokujący proces sprzedaży surowca. Bliska jest mu koncepcja, by część tego drewna trafiła do energetyki. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że drewna jest tyle, że byłoby zapewne kupowane na bazie kontraktów długoterminowych. A w 2020 r. Polska będzie musiała wykazać, że OZE mają 20 proc. udziału w miksie energetycznym.

Biomasa ma tu rolę do odegrania. To, jak wykorzysta się drewno, może mieć bardzo różne skutki dla gospodarki, w tym dla wpływów podatkowych, rynku pracy itd. Na przykład — jak wynika z informacji Stowarzyszenia Producentów Płyt Drewnopochodnych w Polsce — 1 tona drewna wykorzystana w przemyśle papierniczym przekłada się na aż 124 roboczogodziny. Jeśli ta sama tona surowca trafi do fabryki płyt drewnopochodnych — przełoży się na 54 roboczogodziny. A najsłabiej pod tym względem wypada wykorzystanie drewna jako paliwa: 1 tona to raptem 2 roboczogodziny. © Ⓟ

Powalone tysiące hektarów

Wieczorem 11 sierpnia przez północne województwa przeszły nawałnice, w wyniku których powalone zostały dziesiątki tysięcy hektarów lasu. Lasy Państwowe szacują, że największe szkody odnotowano w nadleśnictwach Rytel, Czersk, Runowo, Zamrzenica, Woziwoda, Szubin, Przymuszewo i Gołąbki w województwach pomorskim i kujawsko-pomorskim. Uszkodzone zostały tam 79,7 tys. ha lasu, przy czym całkowicie zniszczone i wymagające odnowienia są aż 39,2 tys. ha. Początkowo straty oszacowano na ok. 7 mln m sześc. drewna, potem jednak okazało się, że są one większe i sięgają co najmniej 9,8 mln m sześc. Ostatnio pojawiły się informacje o tym, że straty mogą być jeszcze większe i mogą sięgać kilkunastu milionów metrów sześciennych. Uprzątnięcie, zwiezienie i sprzedaż powalonego przez wichury drewna potrwa zapewne kilkanaście miesięcy. W przyszłym roku LP planują sprzedać ok. 4 mln m sześc. drewna z wiatrołomów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska,Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Elektrownie mogą napalić drewnem