Emisja obligacji wymaga podjęcia wielu decyzji

Kamil Kosiński
opublikowano: 28-11-2011, 00:00

Ustalenie oprocentowania, zabezpieczenia czy decyzje organów nadzorczych mogą istotnie wpłynąć na efekt emisji papierów dłużnych

Na warszawskiej giełdzie notowane są obligacje służące finansowaniu tak dużych podmiotów, jak PKO Bank Polski i Polkomtel. Giełda zapowiedziała też emisję własnych papierów dłużnych, które posłużą jej do sfinansowania przejęcia Towarowej Giełdy Energii.

Ma to być modelowa emisja stanowiąca wzór dla innych emitentów. Jednak już teraz na rynku Catalyst notowana jest spora grupa instrumentów dłużnych małych i średnich firm z różnych branż, których droga na giełdę może być dla ich odpowiedników bardziej pouczająca niż emisje tuzów biznesu.

Tym bardziej że zdarzają się sytuacje utrudniające wprowadzenie obligacji na Catalyst. Tak było w przypadku Bałtyckiego Banku Spółdzielczego w Darłowie. Pod koniec 2010 r. bank wyemitował 15-letnie obligacje, z których zyskał 3,2 mln zł. Do obrotu na Catalyst trafiły jednak instrumenty o wartości nominalnej 2,9 mln zł.

— Pieniądze uzyskane z emisji obligacji tej samej serii trafiły do dwóch różnych typów kapitałów. Ze względu na różny status obligacji względem naszych kapitałów, świadomie nie wprowadziliśmy na Catalyst całej emisji — informuje Beata Kuchta, wiceprezes Bałtyckiego Banku Spółdzielczego w Darłowie.

Pośrednią przyczyną niewprowadzenia ponad 9 proc. wyemitowanych papierów na giełdę, było to, że w momencie emisji bank nie mógł jeszcze zaliczyć do kapitałówzysków z 2010 r. Z kolei Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zezwalała wtedy na zaliczanie do kapitałów własnych obligacji w kwocie nie większej niż 35 proc. tych funduszy, czyli w tym przypadku 2,9 mln zł. Z początkiem 2011 r. regulacje KNF zmieniły się zaś w ten sposób, że pieniądze uzyskane przez banki spółdzielcze ze sprzedaży obligacji można zaliczać jedynie do funduszy własnych lub uzupełniających. Tego typu problem to jednak specyfika sektora finansowego. Zobowiązanie do wprowadzenia papierów na rynek Catalyst jest jednak zazwyczaj istotnym warunkiem powodzenia każdej emisji obligacji długoterminowych.

Ale również w przypadku papierów o typowym terminie wykupu może być ważnym elementem powodzenia emisji. Tak było w przypadku papierów oferowanych przez spółkę Mo- Bruk z Niecwi w powiecie nowosądeckim. Zajmująca się przetwarzaniem odpadów i budową nawierzchni betonowych firma chciała z emisji trzyletnich papierów dłużnych uzyskać 50 mln zł. — Wprowadzenie obligacji na Catalyst miało znaczenie dla Otwartych Funduszy Emerytalnych. To spore fundusze i chcieliśmy je zachęcić do objęcia naszych obligacji — tłumaczy Józef Mokrzycki, prezes i główny akcjonariusz Mo-Bruku. Dodaje jednocześnie, że notowanie obligacji na giełdzie było też częścią budowy wizerunku Mo-Bruku jako firmy transparentnej.

— Każdy wytwarza śmieci i każdy chce mieć czyste środowisko. Ale nikt nie chce mieć w swojej okolicy zakładu przetwarzania odpadów. My chcemy rozwiać podejrzliwość wobec biznesu odpadowego, którym się zajmujemy. Dlatego zarówno akcje, jak i obligacje wprowadziliśmy na giełdę — dodaje Józef Mokrzycki.

Pewniejsze od kredytu

Powodem, dla którego firmy emitują papiery dłużne, jest zazwyczaj niemożność uzyskania finansowania w inny sposób. Bankom spółdzielczym utrudnia to forma prawna zniechęcająca udziałowców dysponujących większym kapitałem. Firmom z innych branż — brak zdolności kredytowej. Mo-Bruk jest jednak przykładem firmy, która obligacje uznała za bezpieczniejszą formę zyskania kapitału niż kredyt — mimo że zaciągnięty w ten sposób dług jest dość drogi. Oprocentowanie instrumentów wyemitowanych przez firmę z Niecwi jest w skali roku równe stawce WIBOR 6M powiększonej o pięć punktów procentowych marży. Dla porównania, obligatariusze Bałtyckiego Banku Spółdzielczego z Darłowa zadowolili się trzema punktami procentowymi marży.

— Planowaliśmy inwestycje za 240 mln zł. Około 100 mln zł mieliśmy przyznane w formie dotacji unijnej, 26 mln z emisji akcji. By spiąć cały proces inwestycyjny, musieliśmy zabezpieczyć resztę pieniędzy. Mogliśmy znów wyemitować akcje, obligacje lub zaciągnąć kredyt. Nowe akcje to rozwodnienie kapitału. Wybieraliśmy więc między kredytem a obligacjami. Postawiliśmy na obligacje, bo pieniądze wpływają na konto i nie ma praktycznie ryzyka wypowiedzenia umowy przez pożyczkodawców. Z bankami bywa zaś różnie. A przedsiębiorca planujący inwestycje musi mieć pewność finansowania do jej końca. Obligacje dają tą pewność, a ona rekompensuje z kolei koszt pieniądza nieco wyższy od tego, który można uzyskać z kredytu — opowiada Józef Mokrzycki.

Gwoli ścisłości należy jednak zaznaczyć, że obligatariusze Mo-Bruku mogą zażądać przedterminowego wykupu papierów. Katalog warunków, w jakich mogą tego oczekiwać, liczy 22 punkty. Wiele z nich dotyczy pogorszenia sytuacji finansowej emitenta, ale są też takie jak skup akcji własnych celem umorzenia lub zbyt wysokie premie dla zarządu.

— Tylko nieodpowiedzialny zarząd z osobistej łapczywości złamie umowę z obligatariuszami. A poza tym, na taką decyzję miałbym wpływ. Na wypowiedzenie umowy kredytowej przez bank nie miałbym żadnego — zaznacza Józef Mokrzycki.

Ustalenie ceny

Samą emisję Mo-Bruku poprzedziły spotkania z potencjalnymi inwestorami. W ich trakcie sądowane były ich oczekiwania dotyczące oprocentowania.

— Oczekiwana marża wynosiła 3,5-9 punktów procentowych. Gdy ktoś oczekiwał marzy na poziomie 8-9 proc., to rozmowy się kończyły. Z tymi, którzy mieli skromniejsze apetyty, dalej rozmawialiśmy — ujawnia Józef Mokrzycki. Szef Mo-Bruku deklaruje, że spotkał się ze wszystkimi, którzy ostatecznie objęli obligacje. Bezpośrednie rozmowy przedstawiciela emitenta z potencjalnymi inwestorami nie zawsze są jednak potrzebne.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

— Byłem przygotowany na spotkania z inwestorami, ale nie było takiej konieczności — wspomina Krzysztof Wieczorek, prezes częstochowskiej spółki Polsport Group, handlującej rowerami i częściami do nich.

Polsport Group chciał zyskać z emisji rocznych obligacji 2 mln zł. Znalazł jednak chętnych na papiery o wartości jedynie 1,3 mln zł. Nie pomogło nawet bardzo wysokie oprocentowanie — 15 proc. Być może zaważyło zabezpieczenie. Jest nim poręczenie Domu Inwestycyjnego Taurus, który pilotował emisję.

— Firma nie mogła zaoferować zabezpieczenia na nieruchomościach. Inwestorzy nie byli zainteresowani zastawem na zapasach magazynowych, gdyż są one zmienne w czasie. W trakcie rozmów okazało się, że nam ufają i są gotowi wyłożyć pieniądze, jeśli my poręczymy za spółkę. Oczekiwali jednak oprocentowania na poziomie 15 proc., podczas gdy przy zabezpieczeniu w postaci hipoteki wystarczyłoby im 12 proc. — ujawnia Sebastian Bogus, prezes Domu Inwestycyjnego Taurus. Mo-Bruk zaoferował zabezpieczenie w postaci hipotek i zastawu rejestrowego na linii technologicznej w swoim zakładzie. Oferta rozeszła się na pniu. Inwestorzy chcieli kupić o 42 proc. więcej obligacji niż spółka emitowała.

Wybór partnerów

Zabezpieczenie w postaci hipotek lub zastawów wymaga powołania administratora. W przypadku Mo-Bruku została nim Kancelaria Prawna Łuczyński i Wspólnicy, jedna z trzech kancelarii prawnych zaproponowanych przez doradcę Mo-Bruku. — Wybierając administratora, zwracałem uwagę na jego szacunek dla prawa.

To daje się wyczuć w trakcie rozmowy. Drugim argumentem była cena, bo przecież jest niebagatelna — mówi Józef Mokrzycki. Argumenty za wyborem doradców, którzy w praktyce przejmują na siebie cały proces organizacji emisji papierów dłużnych, są zróżnicowane. Na pewno liczy się cena ich usług, ale nie tylko.

Mo-Bruk obsługiwała spółka Grant Thornton Frąckowiak, z którą przedsiębiorstwo współpracowało przy wprowadzaniu na giełdę akcji. Polsport Group sięgnął po pomoc doradcy z tego samego miasta, czyli Częstochowy. — Rozmawiałem także z firmami Katowic, Krakowa, Warszawy i Wrocławia. Ale ich oferty były porównywalne. Dom Inwestycyjny Taurus był troszeczkę tańszy, a do tego na miejscu, co ułatwia kontakt — relacjonuje Krzysztof Wieczorek.

Banki spółdzielcze najchętniej korzystają ze wsparcia doradców poleconych przez banki zrzeszające. Stąd liderem w plasowaniu emisji obligacji banków spółdzielczych jest Dom Maklerski Banku BPS. Najwięcej papierów dłużnych wypuściły bowiem banki zrzeszone właśnie w Banku BPS. Bałtycki Bank Spółdzielczy z Darłowa współpracował z Domem Maklerskim AmerBrokers. Wskazała go centrala Spółdzielczej Grupy Bankowej, w której jest zrzeszony.

OKIEM EKSPERTA

Droga na Catalyst krok po kroku

ROBERT KWIATKOWSKI

wicedyrektor Działu Rozwoju Rynku GPW

Emisja obligacji może stanowić atrakcyjną formę uzyskania pieniędzy na rozwój przedsiębiorstwa i staje się coraz bardziej istotną alternatywą dla kredytu bankowego. Do takiego wniosku dochodzi coraz więcej przedsiębiorstw, które decydują się na emisje papierów dłużnych na rynku Catalyst.

— Słyszałam o Domu Maklerskim Banku BPS, ale z porównania ofert wynikało, że Dom Maklerki AmerBrokers będzie lepszy. Jego oferta była korzystniejsza cenowo, a czas przeprowadzenia emisji był zdecydowanie krótszy. Nam zależało na czasie, by przeprowadzić emisję jeszcze przed końcem 2010 r. — wspomina Beata Kuchta. Z usług DM Banku BPS skorzystał natomiast Krakowski Bank Spółdzielczy — na tyle duży, że nie musi uczestniczyć w zrzeszeniu.

Jakie warunki muszą spełnić te firmy, aby móc zyskać kapitał poprzez Catalyst i jak wygląda proces wprowadzania obligacji do obrotu?

Podstawą do emisji obligacji korporacyjnych jest uchwała odpowiedniego organu spółki. W praktyce najczęściej taką decyzję podejmuje walne zgromadzenie spółki, nieco rzadziej — rada nadzorcza. Kolejnym krokiem jest nawiązanie współpracy z domem lub biurem maklerskim, pełniącym funkcję oferującego. Procesem wymagającym poświęcenia większej uwagi emitenta jest kolejny etap obejmujący przygotowanie dokumentacji ofertowej związanej z emisją obligacji. W zależności od formy oferty — publicznej lub prywatnej, spółka przygotowujeprospekt emisyjny lub dokument informacyjny, które podlegają zatwierdzeniu bądź w KNF lub przez autoryzowanego doradcę. Gdy emisja dojdzie już do skutku, a instrumenty znajdą nabywców, emitent rejestruje obligacje w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. W dalszej kolejności składa wiosek do GPW o dopuszczenie obligacji do obrotu i wyznaczenie pierwszego dnia notowania. Cały proces trwa przeciętnie 2-3 miesiące i zależy od wielu czynników. Najwięcej czasu zajmuje etap związany z przygotowaniem dokumentu ofertowego oraz samym plasowaniem instrumentów na rynku. Przedsiębiorstwa przygotowujące się do emisji obligacji muszą pamiętać, że o popularności tych instrumentów wśród inwestorów decyduje bez wątpienia ich cena. To znaczy ile punktów bazowych ponad stawkę WIBOR za dany okres odsetkowy jest w stanie zapłacić firma w formie odsetek od obligacji oraz jakie zabezpieczenie oferuje na wypadek ewentualnych problemów z wykupem obligacji. Dla inwestorów ważna jest też możliwość swobodnego zarządzania posiadanymi aktywami, czyli zbycie obligacji w dowolnym momencie, do czego bezpośrednio przyczynić się może właśnie notowanie papierów dłużnych na rynku Catalyst.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane