Empik obiecuje setki sklepów

GRA
opublikowano: 2010-04-15 00:00

900 lokali w pięć lat. Na tyle swój potencjał szacuje grupa Empik pod rządami nowego prezesa.

900 lokali w pięć lat. Na tyle swój potencjał szacuje grupa Empik pod rządami nowego prezesa.

Maciej Szymański, nowy szef grupy NFI Empik Media Fashion (NFI EMF), sześć miesięcy pracował nad strategią dla firmy. Wczoraj przedstawił ją światu. Rewolucji nie ma, ale długofalowe plany — owszem.

— Szacujemy, że w ciągu najbliższych pięciu lat będziemy w stanie otworzyć 900 sklepów. To nie znaczy, że tyle właśnie otworzymy, ale że taki jest nasz potencjał. Ostateczna liczba otwarć będzie zależała m.in. od koniunktury — mówi Maciej Szymański.

To oznacza wzrost liczby placówek o 150 proc. do 200 lub więcej lokali w każdym z segmentów: Empik, Smyk, szkoły językowe i moda (sklepy z ubraniami pod markami m.in. New Look i Peacocks). Na koniec 2009 r. sieć liczyła 663 lokale.

— Te plany uważam za neutralne dla spółki. Już wcześniej rozwijała się szybko, zarówno organicznie, jak i przy pomocy przejęć. Wygląda więc na to, że nie doszło do żadnych radykalnych zmian — zauważa Kamil Szlaga, analityk KBC Securities.

Plan na 2010 r. zakłada otwarcie od 80 do 100 placówek. Firma szacuje, że będzie ją to kosztowało 120 mln zł, przy czym w tej kwocie uwzględnione są też inwestycje w systemy logistyczne i informatyczne. NFI EMF sięgnie przy tym po środki własne.

Szczególne nadzieje nowy prezes wiąże z siecią Empik. A przede wszystkim — z konceptem salonów partnerskich. Chodzi o księgarnie w mniejszych miastach, które nawet nie muszą działać pod szyldem Empiku, ale są z siecią stowarzyszone. Obecnie takich salonów jest 27, a w ciągu pięciu lat ich liczba mogłaby wzrosnąć do około 200.

— Planujemy też rozwijać empik. com. Teraz przychody tego projektu internetowego wynoszą 55 mln zł rocznie, a szacuję, że mogą rosnąć o 30 proc. średniorocznie. Będziemy inwestować w marketing, sprzedaż i akwizycje — zapowiada Maciej Szymański.

Rozwijana będzie też sieć Smyków i szkół języków obcych.

— Wielki potencjał dla szkół widzimy w Rosji i na Ukrainie. Angielski zna tam zaledwie 5 proc. społeczeństwa — podkreśla Maciej Szymański.