Wszystko wskazuje na to, że w poniedziałek rada nadzorcza wybierze tylko wiceprezesa grupy odpowiedzialnego za handel.
Rada nadzorcza Enei zbierze się w najbliższy poniedziałek, by rozstrzygnąć konkurs na dwa wakujące stanowiska w zarządzie grupy. Wolny jest fotel prezesa, z którego w kwietniu na wniosek właściciela rada odwołała Pawła Mortasa. Do obsadzenia jest też funkcja członka zarządu odpowiedzialnego za sprawy handlowe, którą wcześniej pełnił Marek Hermach odwołany razem z Mortasem.
Z obsadą tego drugiego stanowiska nie powinno być dużych problemów. Jak dowiedział się "Puls Biznesu", po przesłuchaniach, w których wzięło udział kilkunastu chętnych, prowadził Sławomir Stelmasiak, prezes BHU, spółki z grupy Enei handlującej materiałami i urządzeniami elektrotechnicznymi i elektroenergetycznymi. Według nieoficjalnych informacji, szef BHU ma poparcie polityczne, ale podobno nie jest jeszcze przesądzone, że to właśnie jemu rada w poniedziałek wręczy nominację do zarządu grupy, bo — jak usłyszeliśmy od osoby zbliżonej do akcjonariuszy Enei — "pojawił się jakiś haczyk".
Trudniej będzie z wyborem prezesa. Nieliczni kandydaci nie zachwycili rady podczas przesłuchań. Lepiej od pozostałych wypadli dwaj. Jednym z nich jest Eryk Kosiński, prawnik z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, specjalista w zakresie prawa gospodarczego. Drugi to szef polskiego oddziału jednego z dużych niemieckich banków, który prosił o anonimowość w czasie trwania konkursu, a także po jego zakończeniu, gdyby jego kandydatura została odrzucona.
— Piętą achillesową obu kandydatów jest brak doświadczenia w branży energetycznej — mówi anonimowo osoba zbliżona do rady nadzorczej Enei.
Taki kandydat, nawet gdyby został wybrany, miałby minimalne szanse utrzymać się w spółce po prywatyzacji, która — według rządowych planów — powinna nastąpić do końca października. Dlatego, jak usłyszał nieoficjalnie "Puls Biznesu", rada prawdopodobnie nie rozstrzygnie konkursu na to stanowisko, a obowiązki prezesa będzie nadal pełnił Piotr Koczorowski, członek zarządu ds. korporacyjnych.
— Taki stan rzeczy może potrwać do końca kadencji [która upływa w czerwcu — red.] albo do prywatyzacji — zależy, co nastąpi szybciej — mówi nasz anonimowy rozmówca.