Podpisana i zrealizowana została pierwsza transakcja, którą zaklasyfikować można jako repolonizację energetyki. Państwowa Enea dokończyła proces zakupu elektrowni Połaniec, należącą dotychczas do francusko-belgijskiego koncernu Engie (dawny GDF Suez).

Drugi etap repolonizacji obejmie polskie aktywa EDF. Kolejnych etapów na razie nie zaplanowano.
Elektrownia dobra i młoda
Engie, czyli jeden z największych koncernów energetycznych na świecie był właścicielem Połańca od 2003 r. Wystawił go na sprzedaż, bo na poziomie globalnym podjął decyzją o odejściu od wykorzystania węgla. Połaniec, jako elektrownia składająca się z siedmiu bloków węglowych i jednego „zielonego” (spalającego biomasę), został więc wystawiony na sprzedaż.
Enea kupiła Połaniec za 1,264 mld zł i zorganizowała w środę specjalną konferencję, by opowiedzieć o zaletach przejętej elektrowni.
- Stajemy się właścicielem bardzo dobrej elektrowni, jednej z najmłodszych w kraju, niezadłużonej, generującej gotówkę, która ponadto w latach 2012-2014 przeszła wielkie inwestycje – mówi Mirosław Kowalik, prezes Enei.
Sprawność bloków w Połańcu to ok. 37,7 proc., czyli lepiej od średniej krajowej, ponadprzeciętne jest też liczba godzin „pracujących” w roku. Wynika to z dobrego miejsca Połańca w tzw. merit order (uszeregowanie elektrowni pod względem kosztów wytwarzania; kto tańszym, ten chętniej wzywany jest przez operatora do pracy).
Szef Enei podkreślał też, że dzięki przejęciu moc wytwórcza grupy wzrasta o połowę, a Enea staje się wiceliderem krajowego rynku wytwarzania, plasując się za PGE. Według danych za 2015 r., moc zainstalowana brutto Enei wzrasta z 3,3 GW do 5,2 GW (PGE ma 12,7 GW, a Tauron – też 5,2 GW), a produkcja energii – z 13,1 TWh do 22,1 TWh (PGE osiągnęła 22,1 TWh).
Eneę cieszy też przejęcie nieruchomości, m.in. przy kopalni Bogdanka. Może zostać wykorzystana pod budowę nowych mocy wytwórczych.
Co do planów, to Enea podała na razie, że przez trzy lata będzie inwestować w Połańcu 100 mln zł rocznie, by dostosować elektrownię do konkluzji BAT.
Z EDF wydzielą ciepło
Kolejny akt repolonizacji energetyki jest już blisko. Cztery państwowe firmy energetyczne, czyli PGE, Enea, Energa i PGNiG Termika, badają polskiego aktywa należące do francuskiego EDF, innego globalnego koncernu energetycznego. Chodzi o elektrownię Rybnik i kilka elektrociepłowni.
- Negocjacje są w toku, prowadzą je spółki, a liderem jest PGE – mówi Krzysztof Tchórzewski, minister energii.
Minister nie chce ujawniać, czy w przyszłości cztery firmy miałyby zawiadywać aktywami EDF wspólnie, czy może je podzielić. Podkreśla jednak, że istotne jest dla niego to, by ceny ciepła nie wzrosły w wyniku zmian właścicielskich.
- Nie mam ugruntowanego poglądu w tej sprawie. Mogę jedynie powiedzieć, że istnieje koncepcja wydzielenia spółki ciepłowniczej – wskazuje Krzysztof Tchórzewski.
Ostatni prywaciarz
Repolonizacja Połańca oraz aktywów EDF będzie miała strategiczne konsekwencje dla Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, kontrolowanego przez Zygmunta Solorza-Żaka. PAK będzie piątym największym wytwórcą energii w Polsce i… jedynym prywatnym podmiotem w tej piątce.
PAK produkuje energię w oparciu o węgiel brunatny. Przeżywał trudno chwile, kiedy ceny węgla kamiennego spadały, bo to obniżało konkurencyjność jego elektrowni. Teraz, kiedy ceny węgla kamiennego są wysoko, PAK zarabia pieniądze, ale perspektywy nie zachwycają. Groźnie wygląda perspektywa wzrostu cen uprawnień do emisji CO2, problemem jest też zapewnienie surowca do produkcji. Dwa dni temu PAK dostał odmowną decyzja RDOŚ dla odkrywki Ościsłowo.
- Nie prowadzimy rozmów o repolonizacji energetyki. Reagujemy po prostu, gdy widzimy plany sprzedaży aktywów, które są ważne dla bezpieczeństwa energetycznego. W przypadku PAK nie odnotowuję sygnałów dotyczących sprzedaży – mówi Krzysztof Tchórzewski.
Innogy nie budzi emocji
Nie w każdym przypadku Ministerstwo Energii widzi potrzebę reagowania. Spokojnie minister podchodzi do informacji agencji Bloomberg, która podała, że na poziomie globalnym koncern Engie mogłby rozważyć przejęcie Innogy, czyli części niemieckiego koncernu RWE. Innogy ma w Polsce spółkę, która zajmuje się m.in. dystrybucją prądu w Wraszawie.
- To informacje niepotwierdzone, jak rozumiem. Obie firmy są państwowe, co oznacza, że inaczej rozumieją odpowiedzialność. Dlatego nie widzę zagrożenia. Działalność RWE w Warszawie jest odpowiedzialna, nie mm zasadniczych uwag. Engie też dbało o inwestycje i o gotowość energetyczną. Jeśli mówimy o transakcji między takimi podmiotami, to powodów do niepokoju nie widzę – podkreśla Krzysztof Tchórzewski.