Energetyczna mikrorewolucja na wsi

Energetyka: Pilotaż małych OZE, szykowany przez resort rolnictwa, to prawdziwy przełom. Branża mu przyklaskuje

Pilotażowo po jednej gminie z każdego województwa, maksimum 40 kW i 500 tys. EUR na jedną inwestycję. Do tego żadnych preferencji dla konkretnych źródeł wytwarzania energii i warunek, by połowę uczestników stanowiły osoby fizyczne inwestujące na własne cele. To założenia pilotażowego projektu mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii (OZE). Lada moment zgodę na rozpoczęcie wartego 17 mln EUR projektu ma dać Komisja Europejska, jak zapowiedział w tym tygodniu Marek Sawicki, minister rolnictwa. To wielka zmiana — ocenia branża OZE.

W pilotażowym projekcie znajdą się pieniądze na około 34 mikroinstalacji OZE. W sumie w Polsce działa ponad 200 tys. prosumentów. Do sieci podłączonych jest jednak tylko 320 małych instalacji.
Zobacz więcej

MAŁO W SIECI:

W pilotażowym projekcie znajdą się pieniądze na około 34 mikroinstalacji OZE. W sumie w Polsce działa ponad 200 tys. prosumentów. Do sieci podłączonych jest jednak tylko 320 małych instalacji. [FOT. FOTOLIA]

— Chcielibyśmy, aby przynajmniej jedna gmina z danego województwa skorzystała z tego projektu pilotażowego, a wtedy pozostanie nam jeszcze 15-16 gmin, które będą mogły dodatkowo w trybie konkursowymw tym projekcie wziąć udział — mówił Marek Sawicki. Resort rolnictwa nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące założeń projektu. Niedawno deklarował, że szczegóły są dopiero opracowywane. Jednak nawet upublicznione już ogólniki pokazują, że będzie to projekt inny niż wszystkie dotychczasowe.

— To przełom. Brak preferencji co do źródła i rodzaju (czyli bez wskazania, czy mają to być instalacje fotowoltaiczne, mikrowiatraki, biogazownie itd. oraz rozróżnienia na energię cieplną i elektryczną) to nowe rozwiązanie, którego do tej pory nie było w Polsce. Dla gospodarstw domowych czy rolnych to szansa na zaoszczędzenie na zakupie paliw i energii, ale też możliwość na zwiększenie przychodów, jeśli nadwyżki wytworzonej energii sprzedadzą do sieci — mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO). Inny ciekawy aspekt, jego zdaniem, to inwestycje w grupie, wspólnie z samorządem.

— Pojedynczo małemu inwestorowi w naszym dość nieprzyjaznym systemie prawnym trudniej jest działać niż w grupie, więc to słuszne rozwiązanie — dodaje szef IEO. — Zachęcanie do inwestycji osób fizycznych to dobry ruch, który propaguje przedsiębiorczość. Dodatkowo buduje postawy ekologiczne i prosumenckie [czyli konsumenta energii, który równocześnie też ją produkuje — red.] — dodaje Krzysztof Podhajski, ekspert Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej (EFRWP). Jego zdaniem, kluczowe będą też doradztwo i edukacja mieszkańców wsi.

— Dotrzeć do świadomości typowego Kowalskiego, mieszkańca polskiej wsi — to tylko jedno z wielu koniecznych działań. Inne to pokazanie, jak wybrać, kupić, zamontować i korzystać z mikroinstalacji, a w końcu uzyskać zwrot z tej inwestycji. Dlatego właśnie realizujemy projekt edukacyjny uruchomienia siedmiu ogniw fotowoltaicznych w różnych częściach Polski, których działania będzie można podglądać cały czas u nas na stronie — opowiada ekspert EFRWP.

O odnawialnych źródłach na wsiach sporo się mówiło, również w kręgach politycznych. Tam też przed laty ukute zostało hasło „biogazownia w każdej gminie”, które do dzisiaj pozostaje niezrealizowane.

— Dotychczas pokutowało u nas podejście, że rolnik ma wyprodukować biomasę, a ktoś inny ją sprzedaje, spala itd. Tymczasem w krajach unijnych już dawno energetyka na wsi oznacza zaangażowanie się rolnika, który ma dzięki temu energię na własne potrzeby. Oznacza to również poprawę jego warunków życia, pracy, ale też daje mu dodatkowe przychody. W UE już dawno uznano, że nie ma sensu, by rolnik produkował biomasę dla energetyki, bo znacznie ważniejsza jest produkcja żywności. Z tego też powodu musi mieć zapewniony dostęp do energii — twierdzi Grzegorz Wiśniewski.

Tłumaczy, że średnio w koszcie produkcji rolnej w UE energia stanowi 5 proc., a u nas to ponad dwa razy więcej. — To kwestia rozproszenia i wyższych kosztów dystrybucji energii, ale też zbyt małych inwestycji na terenach wiejskich.

Przerwy w dostawach prądu są znacznie wyższe niż w miastach, napięcie w sieci nie spełnia norm dla bezpiecznej pracy urządzeń itp. Ten pilotażowy program traktuję więc jako przełamanie myślenia o energetyce na wsi — zaznacza szef IEO.

W Polsce brakuje oficjalnej statystyki liczby mikroinstalacji OZE, dane podawane przez Urząd Regulacji Energetyki dotyczą tylko źródeł elektrycznych przyłączonych do sieci. Jeśli więc ktoś sam zużywa wytworzoną energię, a więc nie sprzedaje jej dalej, nie jest w nich widoczny.

— Do połowy 2014 r. tylko 320 prosumenckich instalacji o mocy poniżej 40 kW, głównie fotowoltaicznych, było podpiętych do sieci. W Niemczech to około 3 mln. To pokazuje, jak trudno jest dzisiaj zostać prosumentem. Ale z naszych ostatnich badań rynku OZE wynika, że na koniec 2012 r. w sumie działało 223 tys. mikroinstalacji — 220 tys. cieplnych (wśród których dominowały kolektory słoneczne — głównie na wsi) i 3 tys. źródeł elektrycznych (głównie mikrowiatraki) — wylicza szef IEO.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu