Energetyczne debiuty zelektryzują trochę później

Agnieszka Berger
opublikowano: 2009-02-02 00:00

PGE — może w maju, Bogdanka — może w kwietniu. Resort skarbu zauważył, co się dzieje na giełdzie. Nie powinien jednak tracić ducha.

Inwestorzy finansowi dodają otuchy ministrowi skarbu

PGE — może w maju, Bogdanka — może w kwietniu. Resort skarbu zauważył, co się dzieje na giełdzie. Nie powinien jednak tracić ducha.

W I kw. nie ma szans na zapowiadane pod koniec ubiegłego roku oferty publiczne państwowych spółek. Największy z przyszłych debiutantów, Polska Grupa Energetyczna (PGE), wręcz zawiesił postępowanie w Komisji Nadzoru Finansowego, żeby nie tracić czasu na nieustanne aktualizowanie sprawozdań finansowych. Mniejsza Bogdanka, kopalnia węgla kamiennego, wciąż pracuje nad prospektem (jest pod drugiej turze poprawek) i optymistycznie liczy, że wprowadzi akcje na giełdę już w kwietniu.

Giełdy pod obserwacją

— W przypadku PGE realny termin debiutu to maj. Spółka wciąż się do niego przygotowuje. Zawieszenie procedury zatwierdzania prospektu emisyjnego to tylko zabieg techniczny — zapewnia Joanna Schmid, wiceminister skarbu odpowiedzialna za giełdowe prywatyzacje państwowych spółek.

Jej zdaniem, wszystko zależy od sytuacji na rynkach finansowych.

— Ostatecznie to popyt ze strony inwestorów przesądzi o powodzeniu ofert. Dopóki na rynku nie pojawi się większy kapitał, dopóty będziemy obserwować spadki i silne wahania koniunktury, co nie sprzyja prywatyzacji giełdowej — mówi Joanna Schmid.

Wiceminister dodaje, że ogólna sytuacja na rynku finansowym będzie miała wpływ przede wszystkim na ofertę PGE. Po pierwsze, dlatego, że spółka liczy aż na 4 mld zł (Bogdanka sięga po 300-600 mln zł). Po drugie, ofertę kieruje wyłącznie do inwestorów finansowych, bo w myśl strategii rządu, docelowo ma pozostać pod kontrolą państwa.

Na rychłą poprawę ogólnoświatowej koniunktury raczej nie ma co liczyć.

Klucz w rękach rządu

Mimo to, zdaniem inwestorów finansowych, powodzenie ofert spółek energetycznych jest realne. Można je przeprowadzić nawet w II kw. Wszystko w rękach rządu.

— Naszym zdaniem, kryzys raczej się pogłębi. Nie oznacza to jednak, że giełdowa prywatyzacja jest skazana na niepowodzenie — uważa Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

Jego zdaniem, energetyka to świetny sektor dla długoterminowych inwestorów — zwłaszcza w dobie kryzysu. Krajowe spółki można kupić relatywnie tanio, ale…

— Inwestorzy muszą wiedzieć, że w długiej perspektywie wartość tych spółek będzie rosła. Jeden z warunków to deregulacja branży, aby firmy działały na zasadach rynkowych. Drugim jest gwarancja ich restrukturyzacji zmierzającej do poprawy efektywności. Wszystko zależy od polityki rządu. Kryzys finansowy nie będzie decydujący — podkreśla Sebastian Buczek.

Największa planowana na ten rok prywatyzacja giełdowa, oferta PGE, to dla skarbu nie lada wyzwanie. Większe niż w przypadku poznańskiej Enei — tu kryzys finansowy skutecznie przepłoszył inwestorów finansowych. Ostatecznie udało się jej zebrać 2 mld zł, czyli minimalną kwotę. Prywatyzację uratował jednak inwestor branżowy, szwedzki Vattenfall, który objął prawie 20 proc. akcji w nadziei, że w przyszłości kupi pakiet kontrolny. W PGE taki awaryjny scenariusz nie zadziała, bo spółka ma pozostać pod kontrolą państwa. To oznacza wyeliminowanie z gry inwestorów branżowych. Z punktu widzenia funduszy brak inwestora strategicznego też będzie słabym punktem oferty.

Agnieszka Berger