Energetyka boi się suchej zimy

Magdalena Graiszewska
opublikowano: 26-08-2015, 22:00

Jeśli nadal nie będzie opadów, zimą rzeki zamarzną. To byłby cios dla elektrowni.

Winter is coming — to motto mogą wziąć polscy energetycy ze znanego serialu „Gra o Tron”. To dlatego, że ledwo krajowy system elektroenergetyczny przetrwał sierpniowy kryzys związany z upałami i suszą, a już szykuje się na kolejny — zimowy.

— Jeśli jesień będzie bezdeszczowa, a potem przyjdzie wczesna zima, to będzie to wyzwanie. Odpowiednie służby na bieżąco monitorują te ryzyka — zapewniał wczoraj Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki.

Problemem w takiej sytuacji byłby, tak samo jak w sierpniu, brak wody do chłodzenia blokówenergetycznych. Latem brak opadów zaowocował tym, że wód w rzekach było mało i była ciepła. Zimą odpadnie kwestia zbyt ciepłej wody, ale jeśli — przy niskim stanie — rzeki zamarzną do dna, wody do chłodzenia po prostu nie będzie. Zanim przyjdzie zima, eksperci mają czas na analizę tego, czy awaryjne działania PSE (operator krajowego systemu elektroenergetycznego) zadziałały jak trzeba. Ministerstwo Gospodarki, nadzorujące PSE, ma już wstępne wnioski.

— Na pewno zwiększymy tzw. rezerwę zimnych mocy oraz opóźnimy wyłączenia niektórych bloków, których ekonomika jest niska. Poza tym PSE musi poprawić komunikację z odbiorcami, bo tylko mniejszość odpowiedziała na wezwanie do ograniczenia poboru. Dziś mogą zawsze argumentować, że nie słyszeli wezwań w radio albo że nie czytali faksów. Nad tym musimy popracować — tłumaczy Janusz Piechociński.

Poza tym w planach są działania długoterminowe, obejmujące zróżnicowanie cen energii dla odbiorców w szczycie i poza nim.

— Trzeba rozcieńczyć szczyty zimowe i letnie, z godzin 17-22 — zapowiada Janusz Piechociński.

Zdaniem wicepremiera, sierpniowy kryzys energetyczny pokazał też, że Polska nie może liczyć na awaryjne dostawy prądu z zagranicy. Połączenie z Niemcami było praktycznie zablokowane z powodu tzw. przepływów kołowych, czyli dostaw prądu z Niemiec do Czech lub Austrii (te dostawy przechodzą przez polską sieć).

Na przygotowanie oficjalnego raportu dotyczącego sierpniowego kryzysu PSE ma 60 dni. Zdaniem ekspertów z branży energetyki odnawialnej, na kryzysie zaciążyły opóźnienia w rozwoju OZE.

— Podaż energii elektrycznej ze źródeł słonecznych, wprowadzonej do sieci w kryzysowych dniach szczytu letniego, mogłaby być wystarczająca do uniknięcia skoku cen energii i nadmiernych kosztów (bo dodatkowe przychody firm energetycznych wyniosły w ciągu 6 godzin ponad 10 mln zł — szacunek IEO). Ponadto zapobiegłaby konieczności wprowadzenia 20. stopnia zasilania oraz mogłaby stanowić trwałe zabezpieczenie na szczyty letnie w kolejnych latach — komentuje Grzegorz Wiśniewski, szef Instytutu Energetyki Odnawialnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graiszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu