Energia: złe taryfy
Zła konstrukcja taryf spółek dystrybucyjnych to jedna z barier uniemożliwiających rozwój wolnego rynku energii — twierdzą przedstawiciele firm obrotu i Giełdy Energii. Dystrybutorzy bronią się, zapewniając, że na wysokie koszty przesyłu prądu prawie nie mają wpływu, a rynek nie rozwija się głównie z powodu nieprzygotowania odbiorców energii.
Subsydiowanie przez spółki dystrybucyjne obrotu energią kosztem działalności przesyłowej to — według Jacka Brandta, wiceprezesa Giełdy Energii — jedna z ważniejszych barier dla wolnego rynku prądu.
— W 2000 r. ceny przesyłu 1 MWh energii przez sieci spółek dystrybucyjnych wahały się od niespełna 7 zł w Zielonej Górze do blisko 97 zł w ZE Łódź-Teren. W tym roku najtaniej jest w Wałbrzychu (27 zł), a najdrożej w Lublinie (127 zł). Tak ogromne różnice w opłatach przesyłowych świadczą o tym, że dystrybutorzy z dużą dowolnością rozdzielają koszty pomiędzy przesył i obrót energią — uważa Jan Kurylczyk, wiceprezes toruńskiej spółki obrotu P-Line.
Jego zdaniem, subsydiowanie obrotu przez przesył to istotna przeszkoda w liberalizacji rynku energii. Wielu dużym odbiorcom, którzy mają prawo wyboru dostawcy (tzw. odbiorcy pozataryfowi), taka zmiana się nie opłaca, bo łączny koszt zakupu energii na rynku i jej przesyłu przez dystrybutora byłby wyższy, niż w przypadku korzystania tylko z usług spółki dystrybucyjnej.
Dariusz Lubera, prezes Zakładu Energetycznego Tarnów oraz Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (zrzeszającego dystrybutorów), przyznaje, że z roku na rok wzrasta udział opłat przesyłowych w całości kosztów ponoszonych w związku z odbiorem energii. Nie jest to jednak — w jego opinii — efekt polityki cenowej zakładów energetycznych.
— W 75 proc. taryfa przesyłowa dystrybutorów składa się z kosztów przesyłu energii po liniach wysokich napięć należących do Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Koszty przesyłu przez spółki dystrybucyjne to tylko 25 proc. taryfy — twierdzi prezes Lubera.
Jego zdaniem, zjawisko subsydiowania obrotu energią przez przesył, jeśli w ogóle istnieje, to stanowi margines.
Według Andrzeja Kądzielawy, doradcy prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, przynajmniej część dystrybutorów przenosi niektóre koszty zakupu energii na działalność przesyłową. Jego zdaniem, jest to reakcja na pojawiającą się konkurencję.
— Spółki dystrybucyjne mają ograniczone możliwości podnoszenia cen energii — zwłaszcza dla najmniejszych odbiorców. Dlatego część kosztów próbują przenosić na dużych klientów. Ci ostatni mają jednak, zgodnie z tzw. zasadą TPA, swobodę wyboru dostawcy prądu. Zakłady energetyczne, broniąc się przed utratą największych klientów, starają się zniechęcić ich do zmiany, m.in. poprzez odpowiednią konstrukcję taryf — uważa Andrzej Kądzielawa.
Z ankiety przeprowadzonej na zlecenie firmy P-Line wynika, że dostawcę energii chciałoby zmienić aż 67 proc. spośród około 680 podmiotów, które będą miały taką możliwość w 2002 r. (obecnie istnieje 184 odbiorców pozataryfowych). Na razie jednak z usług spółek obrotu korzystają tylko nieliczni.
Komentarz
Obecny sposób stanowienia taryf na przesył i dystrybucję energii elektrycznej przez firmy sieciowe utrwala subsydiowanie działalności związanej z obrotem energią przez działalność sieciową. Pozostaje to w sprzeczności zarówno z zapisami ustawy Prawo energetyczne (narzucającej obowiązek ścisłego rozdzielenia księgowego obu tych działalności) jak też z zapisami ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów — ponieważ jest to działanie wymierzone przeciw ukształtowaniu się warunków niezbędnych do powstania i rozwoju konkurencji w obszarze obrotu energią elektryczną. Przenoszenie znaczącej części kosztów związanych z zakupem energii na działalność sieciową generuje dodatkowo wypaczone sygnały cenowe dla uczestników rynku — przede wszystkim dla odbiorców pozataryfowych, którzy mają być beneficjentami rozwiązań rynkowych, oraz dla spółek obrotu, które ponosząc opłaty koncesyjne, nie mogą z powodu nierównych warunków w tym obrocie uczestniczyć. Żeby uzdrowić tę sytuację niezbędne jest jak najszybsze oddzielenie działalności sieciowej (operatorskiej) prowadzonej zarówno przez operatora systemu przesyłowego (PSE) jak i operatorów systemów rozdzielczych (spółki dystrybucyjne) od innych działalności — takich jak obrót energią elektryczną. Tylko wtedy Polska wywiąże się z uzgodnień dokonanych z Komisją Europejską dotyczących energetyki.
Jacek Brandt
wiceprezes Giełdy Energii