Enfante terrible jest z Bordeaux

Weronika KosmalaWeronika Kosmala
opublikowano: 2016-04-03 22:00

Ostatnie kampanie en primeur raczej nie dawały zarobić, ale analitycy londyńskiej giełdy Liv-ex są zdania, że rocznik 2015 przyniesie zmianę.

W Bordeaux rusza tegoroczna kampania en primeur, podczas której krytycy ocenią młode wino, w które zainwestować będzie można na wiele miesięcy przed wprowadzeniem butelek do obiegu. Z założenia, system ma jednocześnie zwiększać płynność finansową winiarzy i dawać zarobić kolekcjonerom na późniejszej odsprzedaży — pod warunkiem że ceny początkowe nie będą na takim poziomie, na jakim ustaliłoby je rozkapryszone dziecko, łamiące zasady jedną po drugiej.

Inwestorzy stracili podczas pięciu z ostatnich ośmiu bordoskich kampanii, a w piwnicach pośredników wciąż zalegają zakurzone skrzynki poprzednich roczników, wynika z danych „Decantera”. Analitycy platformy Liv-ex, na której handluje się inwestycyjnymi winami, stwierdzają jednak w najnowszym raporcie, że jeśli tylko krytycy potwierdzą swoje wcześniejsze przychylne oceny, tegoroczna sprzedaż może być dla inwestorów szansą nie do przegapienia. Dokuczliwe skutki poprzednich edycji również nie są pominięte w raporcie, a poza ogólnym zniechęceniem kolekcjonerów zalicza się do nich sporą nadwyżkę podaży tworzoną szczególnie przez butelki z roczników 2011 i 2012.

Marże samych bordoskich pośredników — négociants — też nie pozostały bez zmiany, bo dane Creditsafe pokazują, że w okresie 2011-14 spadły nawet o połowę. Zawyżanie cen, psujące system en primeur właściwie od podstaw, nie mogło nie spotkać się z odzewem ekspertów, ale o tym, czy ubiegłoroczne apele rzeczywiście dotarły do winiarzy, będzie się można przekonać dopiero w czasie trwania kampanii. Na zamówienia inwestorów spoza strefy euro przełożą się prawdopodobnie też wahania kursowe — euro umacniające się do dolara może ostudzić zapał Amerykanów, a niepewności dotyczące wartości funta już budzą wątpliwości w gronie brytyjskich pośredników, którzy nie są pewni, czy po referendum o wystąpieniu z UE kurs spadnie, czy może się umocni.

Skoro krytycy wypowiadają się na podstawie niedojrzałych win, kupcy wnioskują o opłacalności, bazując na nieprzewidywalnym rynku walut, przed samą kampanią nie mogli nie zabrać głosu obserwatorzy pogody. Opublikowany pod koniec marca szczegółowy raport opisuje warunki dojrzewania i zrywania winogron w Bordeaux z taką skrupulatnością, że nawet drobny opad deszczu czy kilka minut więcej nasłonecznienia wygląda na czynnik o istotnym znaczeniu.

Z pomiarów wynika, że owoce zbierane były z gałęzi w bardzo dobrym stanie, a całkowita bordoska produkcja nie jest niższa od 10-letniej średniej. W regionie wyprodukowano ponad 0,5 mld litrów wina, z czego powyżej 85 proc. jest czerwonych, 10,4 proc. białych, a blisko 4 proc. to rosé, wskazują analizy Gavina Quinneya z Château Bauduc. Wrażenie nieprawdopodobnego urodzaju zwiększy w dodatku informacja, że sporo z najlepszych winnic — czyli tych, które oferowały niezabutelkowane wina w ramach en primeur — dawno nie miało tak wysokiej produkcji jak teraz. Inwestorów zyskujących na rzadkości na rynku można jednak uspokoić, bo wspomniane apelacje odpowiadają tylko za 10 proc. win z etykietą z Bordeaux. Pozostałe można otwierać bez zwiększania alternatywnych kosztów.