Do 2020 r. powstaną w Polsce elektrownie jądrowe. Są już chętni do ich budowy. Brakuje jednak decyzji na szczeblu rządowym.
Temat budowy elektrowni jądrowych wraca jak bumerang po blisko 25 latach. Na początku lat 80. planowano budowę takiego obiektu w Żarnowcu. Jednak w roku 1990 projekt ten zarzucono, głównie z powodu protestów okolicznych mieszkańców.
Dziś jesteśmy jednym z niewielu krajów w Europie, które nie korzystają z energii jądrowej.
Elektrownie atomowe mają dziś nie tylko nasi bliscy sąsiedzi — Czesi, Niemcy i Litwini. Z tego źródła pochodzi także ponad 50 proc. energii wykorzystywanej w Belgii oraz Szwecji i przeszło 70 proc. we Francji.
Kto zapłaci?
Zdaniem wielu ekspertów, budowa elektrowni jądrowych w Polsce jest tylko kwestią czasu. Powód? Z roku na rok rośnie zapotrzebowanie na energię. Rosną także koszty wydobycia węgla kamiennego i importu gazu. Wyczerpują się zasoby ropy, a jej ceny dramatycznie idą w górę.
Na świecie odżywa więc zainteresowanie energetyką jądrową.
— Jest wiele czynników przemawiających za budową elektrowni atomowych. To przede wszystkim bezpieczeństwo energetyczne kraju, a także aspekty ekologiczne i ekonomiczne. Opieranie naszego rozwoju na węglu i importowanym gazie nie zapewnia nam bezpieczeństwa nie tylko w sferze gospodarczej, ale również politycznej. Potwierdza to zwłaszcza podjęta ostatnio decyzja o budowie gazociągu pod dnem Bałtyku — uważa prof. Andrzej Hrynkiewicz z Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie.
Atrakcyjność elektrowni nuklearnych wynika głównie z niskich i stabilnych cen paliwa jądrowego. Niestety, koszty ich budowy są stosunkowo wysokie. Wiąże się to przede wszystkim z koniecznością stosowania rozbudowanych systemów bezpieczeństwa, zapobiegających awariom. Eksperci szacują, że polska elektrownia będzie kosztować 3 mld USD. Jednak chętnych do budowy takich obiektów w naszym kraju nie brakuje. Wstępne zainteresowanie wyraziły już m.in. belgijski Electrabel i francuski potentat jądrowy Eléctricité de France. Zastanawiają się nad tym także rodzime — Polskie Sieci Elektroenergetyczne oraz największy w kraju koncern wytwórczy BOT Górnictwo i Energetyka.
— Pozostanie tylko wybrać odpowiednią lokalizację i rozpisać przetarg — uważa Krzysztof Wieteska, dyrektor Instytutu Energii Atomowej.
Potencjalna lokalizacja już zresztą jest. Zdaniem ekspertów, sporo atutów ma wciąż Żarnowiec.
— Na miejscu jest odpowiednia infrastruktura. Zaletą miejsca jest także obecność jeziora, co ma znaczenie, bo reaktor musi być chłodzony wodą. Istnieje też oczyszczalnia ścieków — przekonuje profesor Hrynkiewicz.
Kto się boi
Zdaniem ekspertów, budowa elektrowni może potrwać pięć-sześć lat. Decyzja w tej sprawie musi być poprzedzona kampanią informacyjną. To zadanie dla przyszłego rządu. Zgodnie z założeniami obecnej ekipy rządzącej należy ją rozpocząć najpóźniej do końca 2008 r.
Celowość takiej akcji potwierdza Andrzej Hrynkiewicz.
— Trzeba przypominać ludziom o zaletach energetyki jądrowej. Energetyka jądrowa jest ekologiczna. Nie powoduje emisji gazów cieplarnianych. Jest to tym ważniejsze, że po wejściu do Unii jesteśmy zobowiązani do redukcji ich ilości wprowadzanych do atmosfery. Czeka nas więc wielkie wyzwanie — zmiana negatywnego wizerunku energetyki jądrowej — tłumaczy profesor.
Tymczasem z badań przeprowadzonych przez Pentor wynika, że energetyka nuklearna ma najwięcej zwolenników wśród osób młodych między 19. a 24. rokiem życia i wykształconych. Maleje również liczba jej przeciwni- ków, z 55 proc. do 48 proc. Pentor zapytał też badanych o źródła obaw.
Okazało się, że 80 proc. obawia się awarii, 54 proc. skażenia, a 33 proc. — odpadów radioaktywnych. Jednocześnie te same badania pokazują, że 60 proc. osób opowiada się za dążeniem do stopniowego zmniejszenia wykorzystania węgla.
— Jeżeli akcja informacyjna się powiedzie, to uruchomienie elektrowni do końca 2020 roku będzie realne — uważa Andrzej Hrynkiewicz.
Inni eksperci nie podzielają jednak jego optymizmu. Ich zdaniem poparcie opinii publicznej dla rozwoju energetyki jądrowej to nie koniec kłopotów. Trzeba będzie również zdobyć poparcie lokalnej społeczności, w miejscu, gdzie miałaby stanąć elektrownia. A to może być dużo trudniejsze.