Erbud spokojny o przyszłość

ANP
opublikowano: 2008-09-15 00:00

Warszawska spółka budowlana chwali się pokaźnym portfelem zleceń. 80 proc. zamówień przypada na budownictwo kubaturowe.

Warszawska spółka budowlana chwali się pokaźnym portfelem zleceń. 80 proc. zamówień przypada na budownictwo kubaturowe.

Portfel budowlanego Erbudu zwiększył się już do 1,07 mld zł. To blisko dwukrotny wzrost w stosunku do zeszłego roku.

— W tym samym czasie w 2007 r. nasz portfel sięgał 660 mln zł. Dziś widzę dalszy wzrost i jestem spokojny o przyszły rok — mówi Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu.

W ostatnich dwóch tygodniach spółka informowała o podpisaniu historycznie największego kontraktu na centrum handlowe w Wałbrzychu za 229 mln zł oraz opiewającej na 101,99 mln zł umowie na mieszkania we Wrocławiu.

Z 1,07 mld zł portfela zamówień Erbudu blisko 500 mln zł przypadnie na 2009 r. Prezes jest przekonany, że przed jego firmą kolejne dobre lata.

— Przyszły rok będzie pod względem przychodów równie dobry jak 2008 r. — twierdzi prezes.

Tegoroczna prognoza spółki zakłada 51 mln zł skonsolidowanego zysku netto i 932 mln zł przychodów, w tym 100 mln zł z eksportu.

Prezes przyznaje, że na 2009 r. na razie nie ma większych zleceń drogowych: 80 proc. zamówień przypada na budownictwo kubaturowe.

Ma jednak nadzieję, że uda się Erbudowi podwoić w najbliższych latach przychody ze spółek drogowych.

Erbud wiąże nadzieje także z kontraktami na stadiony dla EURO 2012. Złożył ofertę w konsorcjach na ich budowę w Gdańsku i Wrocławiu. Rozstrzygnięcie przetargów może nastąpić w I kwartale 2009 r. Wartość zlecenia może wynieść 500-700 mln zł, z czego dla Erbudu przypadłoby 30-40 proc.

— Liczymy, że przypadnie nam przynajmniej jeden z tych kontraktów. Zakładamy, że przychody ze stadionu pojawią się głównie w 2009 r. — mówi Dariusz Grzeszczak.

Erbud negocjuje też pięć kontraktów na centra handlowe, każde o wartości 100-200 mln zł. Spółka chciałaby podpisać co najmniej trzy zlecenia w tym roku.

Toczą się również rozmowy akwizycyjne z dwiema polskimi spółkami drogowymi o przychodach rocznych powyżej 60 mln zł. Jedna z nich jest z południa Polski, druga z północy. Akwizycje mogłyby być sfinansowane z pieniędzy własnych i kredytów.