W marcu wskaźnik cen w krajach, należących do unii walutowej, spadł do 0,5 z 0,7 proc. przed rokiem i znalazł się najniżej od jesieni 2009 r. Trochę przyczynił się do tego spadek cen energii, ale w nie mniejszym stopniu ogólna słabość unijnej gospodarki — jeśli jej mechanizmy nie przyspieszają, nie przyspiesza też wzrost cen. Tym bardziej więc zaskakuje siła wspólnej waluty, która nie oddaje pola dolarowi. W poniedziałek 31 marca po publikacji danych o inflacji kurs EUR/USD urósł do poziomu 1,38.

— Dane, zamiast osłabić euro, umocniły walutę. Ta reakcja jest więcej niż zaskakująca — mówi Marcin R. Kiepas, analityk Admiral Markets. Jens Weidmann, prezes Bundesbanku, tłumaczył niską inflację spadkiem cen żywności i wspomnianym spadkiem cen energii i podkreślał, że nie ma oznak nakręcania się spirali obniżania cen, co byłoby groźne dla gospodarki i zmuszało Europejski Bank Centralny do interwencji. Najbliższe posiedzenie rady EBC zaplanowane jest na 3 kwietnia.
— Mario Draghi, prezes Europejskiego Banku Centralnego, w czwartek raczej będzie wypowiadał się w gołębim tonie niż w jastrzębim. Szczególnie że bankowi centralnemu nie powinno zależeć na dalszym umocnieniu euro, co będzie z jednej strony dalej obniżać inflację, a z drugiej zmniejszać konkurencyjność europejskiej gospodarki — mówi Marcin R. Kiepas. Na umocnieniu euro zyskał złoty. W poniedziałek kurs USD/PLN spadł do 3,02 zł, a EUR/PLN do niespełna 4,17 zł.