Brak holistycznego podejścia do rozwiązania kryzysu szkodzi
notowaniom
Odpowiedzią polityków na wszelki kryzys powinna być odpowiednia
polityka holistyczna, która miałaby rozwiązywać źródła problemów. Tymczasem w
Europie bądź USA mamy do czynienia z taktycznym podejściem ukierunkowanym na
doraźne leczenie co krok pojawiających się objawów kryzysu. Inwestorzy przestali
„kupować” tego typu rozwiązania. Spadki na parkietach nie wynikają z gorszych
danych publikowanych akurat danego dnia. Przykładowo dzisiaj wcale nie chodziło
o podane rankiem wskaźniki PMI dla usług w strefie euro. Zresztą wstępne odczyty
tych indeksów poznaliśmy już wcześniej, a ostateczne wersje niewiele się od nich
różniły. Niechlubnym wyjątkiem była jedynie Wielka Brytania.
EBC stracił kontrolę nad rentowością włoskich obligacji, kapitały uciekają do
bezpiecznych przystani
O strukturalnej słabości rynku świadczy bardzo słabe
zachowanie sektora bankowego. To właśnie instytucje finansowe wiodły prym w
spadkach czy to w Europie Zachodniej czy nad Wisłą. Kapitał uciekał do
bezpiecznych przystani. Drożało więc złoto, frank szwajcarski oraz obligacje
niemieckie, które osiągnęły rekordowo niski poziom rentowności. Taniały z kolei
obligacje włoskie, gdzie jutro może dojść do strajku przeciwko oszczędnościom,
których skala jest zresztą ograniczana. To niejako wbrew porozumieniu z EBC,
który już stracił kontrolę nad ceną długu włoskiego. Inwestorzy to widzą i
odpowiednio reagują. Alarm podnoszą kolejne osoby, ale politycy zdają się nie
słyszeć tych głosów rozsądku. Mowa tutaj o słowach Jean-Claude Tricheta czy
Gerharda Schrödera nawołujących do głębszej integracji na wzór Stanów
Zjednoczonych. Społeczeństwa również wystawią rachunek rządom, a w czasie
weekendu czarną polewkę otrzymała kanclerz Niemiec po tym jak jej partia
przegrała wybory w niemieckim landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie.
Sierpniowa przecena niedostateczna by wywołać odważne polityczne
decyzje
Wydaje się, że rynek już nie chce doraźnych rozwiązań i pewnie nawet
zapowiedź QE3 niewiele by w tej sytuacji poczyniła. Inwestorzy żądają odważnych
decyzji i to nie na poziomie polityki pieniężnej, ale gospodarczej realizowanej
przez rządy. Na tym froncie warto przypomnieć głosy płynące z ust szefów MFW
bądź Banku Światowego, że polityka fiskalna w obliczu spowolnienia gospodarczego
nie powinna opierać się na ślepej realizacji doktryny oszczędności.
Czy politycy usłyszą te głosy? Historia pokazuje, że tak, ale dopiero gdy zostaną do tego zmuszeni przez opadające niczym kamienie indeksy giełdowe oraz trzęsące się w podstawach banki. Najwidoczniej sierpniowa przecena jeszcze nie była na tyle głośnym dzwonkiem alarmowym, który przebudziłby ekonomiczny rozsądek w głowach rządzących. Oczywiście politycy nie zatrzymają cyklu koniunkturalnego, który pozostaje spadkowy. Mogą jednakże wpłynąć na jego przebieg w dłuższej perspektywie, ale woli by tego dokonać najwidoczniej wciąż brakuje.