Jakby dla potwierdzenia tezy, że Unia Europejska rozwija się przez kryzysy, wspólnota 25 krajów zaczęła od kryzysu. Kłopoty z zatwierdzeniem Komisji Europejskiej przez parlament w Strasburgu zepchnęły w cień problemy budżetowe. Ideologiczne podłoże konfliktu stanowi zły prognostyk dla dalszego rozwoju zdarzeń. Unia, jako wartość dodana do narodowych wysiłków, nie powinna wkraczać na teren światopoglądu i systemów wartości, gdyż te pozostają sprawą indywidualną.
Spór o komisję ma wspólny mianownik ze sporem o pieniądze — nazwano to już parlamentaryzacją Unii Europejskiej. W obu wypadkach parlament pręży muskuły i dodaje sobie powagi. To nam się opłaca, gdy chodzi o pieniądze. Chudy budżet na rok 2005 stanowiłby dowód, że można żyć z wydatkami na poziomie 1 procentu PKB w latach 2007- -13. O to właśnie chodzi płatnikom netto do unijnej kasy. Dlatego Rada Unii tnie wydatki, folgując jedynie samej sobie — obrasta w piórka, zakładając niejako drugą biurokrację w Brukseli.
Sprzeciwiając się temu, moja komisja, a za nią cały parlament toruje drogę do większych pieniędzy w nowej perspektywie finansowej. Idealna dla nas kombinacja to oszczędny budżet krajowy, tworzony przez polskich podatników, oraz szczodry budżet Unii, sięgający do kieszeni bogatszych mieszkańców wspólnego, europejskiego domu.
Janusz Lewandowski, europoseł PO